Przepis na szczęście?

 Każdy chce być szczęśliwy, ale jeżeli zapytalibyśmy czym jest szczęście zapewne część z nas nie potrafiłaby tego zdefiniować, znaleźliby się też ci przebąkujący o spełnieniu w życiowym tendemie „kariera-rodzina”. Ale czy naprawdę chodzi o to? Jak to jest z tym szczęściem, że wszyscy go chcemy, ale tak mało z nas ma świadomość tego, czym ono jest? Otóż nie ma jednej odpowiedzi, bo szczęście jest szyte na miarę.


Wielu z nas szuka szczęścia na zewnątrz warunkując je wszystkim tym, na co nie ma wpływu, lub na co wpływ ten jest ograniczony. Oczywiście to, co dzieje się wokół ma znaczenie dla tego, co dzieje się w środku nas, jednak jestem przekonana, że prawdziwe żródło szczęścia leży w nas samych, a wszelkie spełnienie bierze początek w naszym wnętrzu. Prawdziwą sztuką jest dnaleźć w sobie pewną miarę w odniesieniu do świata. Uzależnienie od tego co zewnętrzne zawsze prowadzi do frustracji. Jeżeli w naszej głowie powstaje założenie, że „będę szczęśliwy kiedy………”(zmienię pracę, dostanę podwyżkę, kupię dom, urodzę dziecko, znajdę partnera itd.) to zwykła abstrakcja -słowo KIEDY przeradza się w realne ograniczenie. Bo co jeśli nie zmienimy pracy, czy nie kupimy pieknej willi, tak jak sobie to założyliśmy? Oznacza to, że już nigdy nie będziemy szczęśliwi? Dzisiejszy świat myli szczęście z innymi rzeczami, takimi jak chociażby przyjemność czy sukces, które są jedynie zewnętrznymi formami. Tymczasem szczęście jest stanem wewnętrznym dlatego i jego źródła należy szukać wewnątrz nas samych.

To, że zewnętrzne formy sukcesu, takie jak pieniądze, sława i wysoka pozycja społeczna nie są równoważne ze szczęściem wiemy nie od dziś, a jednak wciąż tak wielu z nas goni za nimi myśląc, że przyniosą mu coś, czym można zatkać tę wewnętrzną pustkę. Spójrzmy jak wielu ludzi, którzy w oczach świata osiągnęli wszystko, co jest wyznacznikiem sukcesu, jest nadal nieszczęśliwych. Jak wiele samobójstw zdarza się wśród tych, którzy opływają w sławę i dostatek. Jak wielu ludzi sukcesu nadal ma w sobię tę czarną dziurę, której nie potrafi zapełnić ani sława, ani pieniądze.

Jakiś czas temu Tadeusz Gadacz w wywiadzie dla Charakterów powiedział coś bardzo ważnego:

Wydaje mi się, że szczęście przestało być tym, o czym rozmawiamy, bo cały czas wmawia się nam, że mamy być ludźmi sukcesu. Począwszy od przedszkola:dzieci słyszą, że jak teraz się nie nauczą angielskiego czy chińskiego, to nie będą ludźmi sukcesu, potem studenci- że jak nie pójdą na kierunki, które dają dobrą pracę, to niebędą ludźmi sukcesu, młodym doktorantom powtarza się, że jak nie będą zbierać punktów, to przegrają konkurs na stanowisko adiunkta itd. Natomiast ja szczęście rozumiem jako swego rodzaju spełnienie własnego życia, kiedy człowiek może powiedzieć, że się zrealizował i życia nie zmarnował.(…) Jeśli sami w sobie nie znajdziemy miary w stosunku do świata, pewnego dystansu, to nic nie będzie nas w stanie uszczęśliwić.


f8b6369b5e9374695efd5ddf940e729c

Zajęło mi sporo czasu zrozumienie, że szczęście to nie to samo co sukces, czy uznanie w oczach świata.To też nie to samo, co ciągłe odczuwanie przyjemnosci. Przez lata próbowałam zrekompensować sobie wewnętrzny brak czegoś poprzez hedonistyczną gonitwę za różnymi uciechami, ale uwierzcie mi, że slogan sex,drugs and rock’n roll brzmi fajnie tylko jak ma się szesnaście lat. Z drugiej strony,tej mniej hedonistycznej, czułam wewnętrzny przymus aby, np. skończyc studia, bo nie mogłam nawet myśleć o ‚szczęśliwym życiu’ nie mając tytułu magistra przed nazwiskiem. Wydawało mi się, że bez tego byłabym niepełna. Kiedy tytuł się pojawił poczułam, że to nie to, bo przecież jeszcze lepiej byłoby zrobić doktorat. Przez długi czas odczuwałam ogromny dyskomfort, bo praca w jakiej utkwiłam nie była na tyle prestiżowa abym mogła czuć choćby wewnętrzne zadowolenie. To wszystko było uzależnieniem poczucia szczęśliwosci od czynników zewnętrznych. Niestety takie podejście zawsze prowadzi do odczuwania ciągłego nienasycenia – bo kiedy nie jesteśmy zadowoleni z tego, co już  mamy prześladuje nas świadomość tego,że było coś lepszego do osiągnięcia- gdzieś tam jest lepiej płatna praca, bardziej prestiżowe uczelnie i tytuły, większe domy i szybsze samochody. Odkąd zmieniłam swoje myślenie często łapię się na tym, że czuję to szczęście bardzo intensywnie. Czasami w najzwyklejszych momentach codziennego dnia po prostu przepełnia mnie taka wewnętrzna radość i nie jest to związane z niczym konkretnym, raczej z oczywistymi rzeczami: czasami prostymi jak to, że spędzam wieczór przy świetnej książce lub gotuję coś pysznego, a czasami z fundamentalnymi, jak to, że mam wspaniały związek czy pracę, którą lubię. Nie mam milionów na koncie i nie zrobiłam jeszcze spektakularnej kariery, a mimo to czuję, że jestem w miejscu, w którym powinnam być, a w przyszłości na pewno będę w miejscu jeszcze lepszym, bo cały czas do tego dążę, choć nie utożsamiam tego z osiągnięciem stanu szczęśliwości. Przy tym poczucie szczęścia pojawia się najczęściej kiedy zdaję sobie sprawę, że jestem tu po to, żeby odwalić swoją robotę i dążenie do wykonania tego nadaje sens wszystkiemu. Myślę, że każdy z nas ma na tym świecie coś do zrobienia i ta osobista misja może być zaczątkiem prawdziwego szczęścia. Jeżeli odnajdziemy w sobie to, co w nas „gra”  i będziemy wsłuchiwać się w tę wewnętrzną melodię, to jest to dobra droga do uzyskania stanu, który wymyka się wszelkim definicjom, a który nazywamy szczęściem. Sęk w tym, aby nie próbować tworzyć sztucznych określeń na to, czym ono jest w istocie i nie uciekać w porównywania. To, co gra w każdym człowieku jest zawsze inne i zawsze tak samo ważne. Każdy nosi w sobie inną melodię. Nie ma tu znaczenia, czy twoją melodią jest to, że tworzysz sztukę, muzykę, literaturę, czy zajmujesz się nauką, czy pieczesz ciasta lub zajmujesz się rodziną- to wszystko jest tak samo istotne i potrzebne. Po prostu każdy ma inną drogę.

Płeć różowa i niebieska

Jakis czas temu sieć obiegły dwa dziecięce wierszyki pióra niejakiej Katarzyny Kowalskiej. Zrobiło się o nich głośno nie za sprawą wartości artystycznej, której notabene im zabrakło, a dzięki temu, że były wręcz przeładowane stereotypami, od których zdrowo myślący ludzie na początku XXI wieku uciekają.  Dla przypomnienia- poniżej niewdzięczne wierszydła:

Jak to dobrze być dziewczynką –
Być brunetką lub blondynką.
Bez powodu można płakać –
tym za serce chłopców łapać.
Można bawić się lalkami,
stać przed lustrem godzinami.
Można stroić się do woli,
co chłopakom nie przystoi.
Można wzdychać godzinami,
można płacić uśmiechami,
pod pantoflem trzymać brata,
być dla taty pępkiem świata…
Serca podbić słodką minką…

Tylko trzeba być dziewczynką,
bo dziewczynką być, jak wiecie,
to najlepsza rzecz na świecie!

*

Jak to dobrze być chłopakiem
małym, sprytnym łobuziakiem.
Można bawić się w kowboi,
co dziewczynkom nie przystoi.
Figle płatać starszej siostrze,
na motorach znać się dobrze.
Można marzyć godzinami,
że się walczy z piratami.
Na boisku nosić korki
i być mistrzem deskorolki.
Bohaterem być dla mamy,
nie przejmować się głupstwami.
Można zawojować światem,
tylko trzeba być chłopakiem,
bo chłopakiem być jak wiecie,
to najlepsza rzecz na świecie!

Tak…uczmy dzieci od małego, że dziewczynki płaczą bez powodu, bez przerwy się stroją (co chłopcom nie wypada!), a chłopcy za to w przeciwieństwie do dziewczynek nie przejmują się głupstwami i tylko oni mogą zawojować świat. Ponadto dziewczynki mogą płacić uśmiechami i podbijać serca słodką minką –  przedszkolne preludium do mentalnej prostutucji. Czym będą płacić dziewczynki kiedy już trochę podrosną? Zapewne dupą.

To tylko wierszyki i aż wierszyki. Na rozwój świadomości dziecka wpływa wszystko, więc takie brednie, do tego powtarzane przez autorytety (pani w przedszkolu) mają ogromny wpływ  na kształtowanie osobowości. Dzieci od małego uczone są, że istnieją podziały na rzeczy, które w zależności od płci, są w porządku lub nie. Już nie mówię o dziecięcych ubrankach, gdzie dziewczynki ubiera się w różowe falbanki i kreuje na księżniczki (cóż, czar pryska, gdy księżniczka zamiast bajki w dorosłym życiu zostaje posługaczką księcia Janusza). Spójrzmy na zabawki dla dzieci, które niestety nadal dzieli się na te dla dziewcząt i dla chłopców:

płeć

 

Pamietam, jak mój kilkuletni siostrzeniec bardzo polubił bajkę Frozen, którą obejrzał w przedszkolu, ale przyznał się tylko swojej mamie, bo nie chciał, żeby wszyscy wiedzieli, że lubi bajki o księżniczkach. Myślę, że takich chłopców, którzy oprócz zabawy autami i mieczami z chęcią sięgnęliby po lalki jest naprawdę wiele, ale presja na to, co chłopiec powinien, a co nie, jest zbyt duża. Z drugiej strony jest nieco lepiej, ponieważ dziewczynek bawiących się „chłopięcymi” zabawkami nie spotyka aż taki ostracyzm. Najsmutniejsze jest to, że rodzaj zabawek kierowanych do poszczególnych płci znacząco się różni i na pierwszy rzut oka widać, do jakiego życia będziemy przygotowywać przyszłe pokolenia kobiet kupując im różowe odkurzacze, mopy i zestawy garnków.


 

Czy ktoś widzi cos złego w dziewczynce bawiącej się statkiem kosmicznym lub w chłopcu bawiącym się domem dla lalek? Każdy z tych zestawów jest świetny, szkoda, że zazwyczaj znajdują się w odrębnych działach: chłopięcym i dziewczęcym.


Niestety mopy i patelnie nie wszystko, co przemysł zabawkarski serwuje dziewczynkom. Jeżeli nie wpisujesz sie w rolę matki, żony i gospodyni możesz rozwinąć swoje skrzydła i zostać tancerką na rurze.

pole-dance-doll-31333498


Podział zabawek na stosowne dla chłopców i dziewczynek to początek tych wszystkich idiotycznych klasyfikacji, które widzimy na każdym kroku. Jest to prosta droga do takich wymysłów jak literatura kobieca, kino kobiece oraz męskie rozrywki i męskie zajęcia. Myślę, że gdyby każdy robił to, co lubi robić, bez obaw o nieprzychylną ocenę reszty społeczeństwa, świat byłby o wiele lepszym miejscem.


 

17884024_10154689291549514_5941995594577965392_n copy

 

Wyluzuj!

Znacie tych ludzi –  robią wszystko, co do nich należy, nigdy nie zmieniają planu dnia, nigdy zbyt dużo nie piją i nigdy nie próbują nowych rzeczy. Jedzą obiad zawsze o 15:00 i pod ten wzniosły epizod gastronomiczny planują cały dzień. Nigdy nie siedzą do późna w nocy, bo wisi nad nimi myśl o tym, że TRZEBA się wyspać. Idealni dorośli w swoich szytych na miarę światach, w których nie ma miejsca na spontaniczność. Dlaczego dorosłość w wielu przypadkach niesie za sobą utratę tego wszystkiego, co sprawia, że życie nabiera kolorów? Spontaniczność, beztroska i luz – wszysto to gubimy gdzieś po drodze.

Mam znajomą, która kiedyś opowiadała, jak to w środku nocy (według jej czasu tak po 23:00) poprosiła swojego męża o 50 g koniaku, bo nie chciało jej się spać, na co on odpowiedził: Jesteś szalona! Tak, to miała być jedna z tych historii, które czasami opowiadamy sobie po ekscytującym weekendzie 😉  Znam osoby, które od dziesięciu lat jeżdzą na urlopy w dokładnie to samo miejsce i nigdzie indziej. Znam też takie, które nigdy nigdzie nie wychodzą, bo przecież mają taki piękny dom (!). Albo takie, dla których szcztytem szaleństwa jest położenie się spać po północy. Na serio- dlaczego sami na siebie nakładamy ramy, które wiążą naszą wolność? Masz ochotę posiedzieć do rana nad książką, czy serialem to posiedź! Porządek wszechświata się nie zawali, najwyżej się nie wyśpisz. Znajomi dzwonią w ostatniej chwili, żeby się spotkać, ale ty musisz iść jutro do pracy, więc się wymigujesz. A pamiętasz, jak będąc jeszcze w szkole, czy na studiach, to, że musiałeś rano wstać nie przeszkadzało w niczym, absolutnie niczym! Tak, wiem, że może jesteśmy zbyt zmęczeni, nieco starsi, ale co się stało z tą spontanicznością, którą kiedyś wszyscy w sobie mieliśmy? Czy to jest tak, że zanika ona z wiekiem, jak np. jakiś kolagen, czy po prostu nasz organizm jest wyczerpany? Jakkolwiek by nie było łatwo zauważyć jak wielu z nas z wiekiem staje się coraz bardziej biernymi. Poddajemy się temu, co przynosi życie, zamiast samemu je kreować. Pasywność do pierwszy krok do tego, aby je przegrać.

3333

Kiedy przestajemy dawać upust impulsywności zaczynamy być tymi nudziarzami. Ja wraz z wiekiem obserwuję coraz więcej rzeczy, które są sprzymierzeńcami zaniku spontaniczności, a co za tym idzie radości życia:

  • Brak czasu – Jeżeli nie jesteśmy pracocholikami to czasu mamy praktycznie tyle samo,co wtedy, kiedy chodziliśmy do szkoły, czy na uczelnię  tyle, że teraz poświęcamy go na rzeczy, które naprawdę nie są nam potrzebne- stąd jego brak. Zrezygnuj z telewizji, bezsensownego serfowania po internecie, godzin spędzanych w centrach handlowych, a na pewno znajdziesz czas na to, by wyskoczyć gdzieś ze znajomymi, ćwiczyć jogę, czy nadrobić książkowe zaległości.
  • Brak umiejętności odpoczywania – zamiast zająć się zregenerowaniem ciała i umysłu „odpoczywamy” na kanapie przed telewizorem, co tylko wprowadza nas w stan wiecznego zamulenia. Wyjdź na świeże powietrze, rozruszaj mięśnie i przewietrz umysł.
  • Zbyt wiele odpowiedzialności – narzucamy sobie zbyt wiele obowiązków, których nie mamy siły wypełnić i jesteśmy nimi tak zaabsorbowani, że nie potrafimy zaangażować się w nic innego.
  • Rozluźnienie więzów społecznych, do których prowadzą  wyżej wspomniane kwestie. Brak czasu, zmęczenie i zbyt wiele obowiązków prowadzi do tego, że w naszym życiu jest coraz mniej ludzi.
  • Branie wszystkiego na poważnie –  Roztropność to cnota nudziarzy, więc why so serious?  😉

Jak na początek okełznać rodzącego się w nas nudziarza? Otwórz się na nowe rzeczy, nowych ludzi, na nieplanowane wyjścia z domu, na zmiany planów na bardziej interesujące, na cieszenie się tym, co jest tu i teraz. Bądź na tak i wyluzuj!

Dziś piątek – życzę Wam (i sobie również) udanego weekendu, wolnego od nudy i frustracji, za to pełnego pięknych i inspirujących chwil 😀

 

O mężczynach, którzy nienawidzą kobiet.

Czasami kiedy czytam artykuły w internecie łapię się na tym, że sprawdzam, czy niektóre z nich nie są zwyłym trollowaniem. Tak było w przypadku czytania wywiadu, w którym Roman Rogowiecki na pytanie, czy kobietom na rynku muzycznym jest trudnej odpowiedział: Pewnie jest im trudniej, bo mają geny, które kierują je w stronę matkowania i to przeszkadza w rozwoju ich kariery. Najbardziej żaląca się na duchy przeszłości jest Tori Amos. Czy ja wiem, czy to jest dobre? Jednak facet potrafi napisać sobie piosenkę, z której coś wynika. Kobieta ma jednak te skłonności do rozpamiętywania nieszczęść, które ją spotkały.  Równie trudno było mi uwierzyć w  prawdziwość słów skrzeczącego pana znanego pod pseudonimem Grabaż, który stwierdził, że Kobiety i rock’n’roll nie idą w parze. Rock’n’roll to sprawa typowo męska. Musisz zachować rewolucyjną czujność. Kobieta ją osłabia – tłumaczy. Na co nam baba? (śmiech) Co ona miałaby robić? Gotować? Wszędzie tam, gdzie pojawia się kobieta, zaczynają się konflikty. To oczywiste. 

yhhhh…że co?

Kobiety nie potrafią napisać piosenki, z której coś wynika bo ich geny zawracają je od wielkich spraw w  kierunku matkowania i gotowania. To bardzo krzywdzące. Owszem, kobiet w muzyce jest mniej, ale nie z powodu braku predyspozycji, a raczej przez ten wlekący się za nimi od wieków welon powinności, który niestety jeszcze nie odpadł. Nie dotyczy to tylko muzyki. Pamiętajmy, że od początku powstania ruchu wyzwolenia kobiet wcale nie minęło tak wiele czasu, a poza tym, miejmy na uwadze to, że nie jest tak łatwo przebić się przez szowinistyczny mur, za którym zanajduje się rynek i muzyczny i literacki i filmowy. Uwielbiam kiedy ktoś wyskakuje z hasłem: „No dobra, skoro kobiety są tak samo zdolne jak mężczyźni, to dlaczego mniej kobiet dostało a) Nobla b) Pulitzera c) Nike? Otóż dlatego, że przez długie lata dostęp kobiet chociażby do edukacji był mocno utrudniony. Kiedy kobietom pozwolono wreszcze studiować na uniwersytetach nie mogły one, tak jak mężczyźni, wybrać dowolnego kierunku studiów! A od momentu, w którym to się zmieniło nie upłynęło wcale tak dużo czasu. Spójrzmy na nasze babcie, na nasze mamy – w wielu domach do tej pory panuje „tradycyjny” podział ról. Skoro kobiety nadal są wychowywane w ten sposób, od małego uczone, że ich powołaniem jest troska o męża i dzieci, nie w głowie im myśleć o jakiejkolwiek karierze. Co innego mężczyźni, którym się pobłaża i którzy mogą sobie na więcej pozwolić, bo nie mają na głowie wszystkich tych spraw, z którymi rock’nroll nie idzie w parze 😉

Maciej Maleńczuk, kolega Grabaża z branży muzycznej wydaje się mieć podobne zdanie na temat kobiet: Kobieta musi być piękna. Intelekt to rzecz drugorzędna. Piękna i nic więcej. Prawdziwe piękno wynika tylko ze środka.

Uważam, że w etapie ewolucji kobiety same ustawiły się w podrzędnej roli, ponieważ to są małe cwaniary. Mamią mężczyznę makijażem, perfumami, a wszystko po to, żeby go ogłupić, a potem przejąć jego konto, dom, dzieci, pozbawić go wszystkiego i na koniec jeszcze powiedzieć, że jest draniem i do niczego się nie nadaje. To jest prostytucja rozwinięta na szeroką skalę i najdroższa dziwka jest tańcza od kobiety, z którą mężczyzna się zwiąże na stałe. Masz żonę, to płać, bo zachciało ci się z nią przespać. Teraz jest tak, że kiedy tylko w małżeństwie się nie układa, baba zaraz zabiera dzieci. Potem szybko znajduje sobie jakiegoś gacha, dzieci muszą się na to patrzeć, a ojciec bulić, żeby mogła z tamtym sobie uwić gniazdko. Każda żona to dziwką, a małżeństwo to zinstytucjonalizowana prostytucja.

Cóż, jeżeli Maleńczuk miał szczęście tylko do kobiet, które widzą w nim jedynie osła do wydojenia, świadczy o tym, że poza finansowym wsparciem ma mało do zaoferowania.

Wykluczenie znaczena kobiet w szeroko pojętej twórczości odbija się w dzieleniu literatury na normalną i tzw. kobiecą. Co to w ogóle znaczy?! Nienawidzę takiego podejścia, w którym walory intelektu segreguje się według płci! ( Pisałam już o tym tutaj “Kobiece” sprawy ). Niestety jeszcze często można spotkać się z opinią, że pisarki to grafomanki, które produkują tony tkliwych historyjek dla innych, też rozmemłanych romantyzmem, histeryczek.(Myślicie, że dlaczego „J.K.” Rowling ? Bo Joanne Rowling nie sprzedałaby tyle, co domyślny James, czy John). Literatura pisana przez kobiety, tak samo jak ta pisana przez mężczyzn, może być dobra lub zła, ale na pewno nie ma płci.  Niestety do twórczości kobiet nadal podchodzi się w sposób tendencyjny. Jakiś czas temu na Booklist pojawił się ranking dziewięciu najładniejszych polskich pisarek. Tak, bo w przypadku kobiet liczy się to, która jest ładniejsza! Smutek i żenada.

Zastanawiam się czy przeciętny  Janusz, który gardzi ‚babską’ literaturą, miał styczność z twórczością pań znajdujących się na poniższych zdjęciach?

Reżyserka i pisarka Miranda July powiedziała kiedyś , że istnieje pewien rodzaj wstrętu powiązanego z kobietami, który moim zdaniem ma swoje podłoże w mizoginii. Ma to z pewnością związek z tym, że aktorki i reżyserki nie powinny się starzeć. Okres, w którym kobieta może cieszyć się władzą i zachwycać, jest naprawdę krótki. Kiedy kobieta zabiera się za tworzenie rzeczy, powstaje obawa, nie dlatego, że ma to być farsa, ale ze względu na to, że odbiorca spodziewa się czegoś denerwującego i żenującego. Wyobraź sobie Spike’a Jonze’a, braci Duplass, Wesa Andersona – czy mogę czuć się na równi z nimi? Może i zdarzy im się stworzyć klapę, ale nigdy nie doznają uczucia wstrętu. 

Kobiety wciąż walczą o swoje miejsce w wielu sferach życia publicznego. Wcale nie jest tak, jak niektórym się wydaje, że po uzyskaniu równouprawnienia wszystko nagle wskoczy na swoje miejsce. Nie, równouprawnienie to długi proces, który wymaga czasu i społecznego zrozumienia zarówno u mężczyzn jak i samych kobiet.

 

Piękno nie ma wieku

 

Gloryfikacja młodości osiąga szczyty absurdu do tego stopnia, że często słyszy się z ust trzydziestokilkulatków, że są na coś”za starzy”. Rzeczywiście, gdybyśmy spojrzeli na świat przez pryzmat mediów, czy  popularnych portali społecznościowych moglibyśmy pomyśleć, że życie kończy się, gdy przestajemy być dwudziestolatkami. Tymczasem życie trwa i wielu z nas zauważa, że prawdziwa frajda zaczyna się po trzydziestce, kiedy przecież wiele spraw mamy już ułożonych. To powszechny kult perfekcyjności przeszkadza nam w stuprocentowym odczuwaniu szczęścia – patrzymy na na te nie przekraczające 25 lat bóstwa instagrama i zaczynamy czuć się ze sobą źle. Żniwo zbierają wszyscy ci, którzy mogą zarobić na botoksie, wypełniaczach i wszelkiego rodzaju ‚eliksirach młodości’. A wystarczy uświadomić sobie oczywistą rzecz- piękno nie ma wieku.


Wspaniała kampania polskiej firmy Bohoboco z Heleną Nurowicz wywarła na mnie ogromne wrażenie. 81-letnia aktorka wygląda rewelacyjnie pomimo tego, że nie jest nafaszerowana wypełniaczami i wcale nie próbuje na siłę zamaskować zmarszczek i siwych włosów. Brawa dla Bohoboco.

perfumy-bohoboco-helena-norowicz-381885-gallery_600

bohoboco_aw15_web-08


Iris Apfel to człowiek legenda. 95-latka jest chodzącą inspiracją dla wielu innych ludzi. Udowadnia, że starość nie jest okresem, w którym powinniśmy spocząć na laurach i wyczekiwać śmierci. Nie, starość to okres, w którym jesteśmy mądrzejsi, bardziej dojrzali i potrafimy naprawdę cieszyć się życiem. Fakt, mamy siwe włosy i zmarszczki na twarzy, ale co z tego? Nadal możemy być ikoną mody!

I tak jak Dalphne Selfe,  Carmen Dell’Orefice i Maye Musk nadal możemy być zachwycającymi modelkami!

maye-musk
Maye Musk

Ernestine Shepherd jest żywym przykładem tego, że z życia można wyciskać wszystko na maksa w każdym wieku. Pani na poniższym zdjęciu ma 8o lat…

ernestine-shephers


Alessandro Manfredini, czyli rodzynek na deser. Pan, któremu do starości wprawdzie daleko, bo ma zaledwie coś pod pięćdziesiątkę. Czyż nie wygląda lepiej niż nejeden dwudziestolatek? 😉


Nie dajmy sobie wmówić, że istnieją granice wieku. Nigdy nie jesteś zbyt stary na tatuaż, czy cudaczny strój. Możesz dobrze się  bawić mając lat osiemnaście jak i sześćdziesiąt. Nigdy nie jesteś zbyt stary na to, żeby się rozwijać i zmieniać, bo masz na to całę życie- to, że w wieku 25 lat skończyłeś administrację, nie oznacza,że będąc 45-latkiem nie możesz zostać browarnikiem. Róbmy to, na co mamy ochotę w każdym momencie życia. Nie narzucajmy sobie ram wiekowych, bo one niszczą w nas radość i spontaniczność. Nie bójmy się starości, tylko już teraz róbmy wszystko, aby zawsze być w dobrej formie, a wtedy nawet słowo starość zacznie mieć zupełnie inne znaczenie!

Płacę, więc jestem.

Ludzie chcą rzeczy. Niby wiedzą, że rzeczy szczęścia nie dają, jednak wciąż próbują wypełnić tę wewnętrzną dziurę, którą w sobie noszą sztucznie wytworzonym, konsumpcyjnym prestiżem. Czy naprawdę wierzysz w to, że w butach za $6000  będziesz lepszym człowiekiem?


Ostatnio wszyscy modowi blogerzy oszaleli na punkcie pewnej koszulki za niebagatela $445.  Ale co to za koszulka! Bawełna, aż dwa rękawy, dekolt, nadruk…Prawie  500 dolarów? Toż to okazja!

Koszulka jest zwykłą koszulką, choć po takiej cenie możnaby się spodziewać, że leczy raka, a przynajmniej pomaga na krążenie. Nie jest też wyszywana złotą nicią i diamentami, a o niebotycznej cenie przesądza jedynie nadrukowane logo. Na koszulkę jest taki popyt, że prawie cały czas jest wyprzedana.

download
to TA koszulka!

Gucci to nie tylko koszulki. Widzieliście dizajnerskie klapki? Jeżeli nie to spójrzcie. Poniżej chyba najbrzydsza rzecz świata za jedyny tysiąc euro. Laczki à la  Ferdynand Kiepski nieco tańsze, bo tylko 250. Nie śmiejcie się z ludzi, którzy to zaprojektowali i którzy to sprzedają. Pomyślcie, że są tacy, którzy to kupują…


Jedną z najbardziej absurdalnych rzeczy było pojawienie się na rynku pieluch sygnowanych nazwiskiem Cynthi Rowley. Mamuśki, które wywalają kasę na to luksusowe powicie zapewniają swojej pociesze swoisty „fashion statement” już na starcie! A co na to sami zainteresowani? Szkoda, że są za mali, aby coś powiedzieć, bo jestem naprawdę ciekawa, czy fajniej wali się kupę do pieluchy za kilkanaście dolarów.

cynthia-rowley-colorful-diapers
A czy twój bobas ma już dizajnerską pieluchę?

Kiedy bobo podrośnie można mu zafundować równie dizajnerskie kredki od samego Marca Jacobsa i do kompletu kupić kolorowankę od Hermesa. Niby nic specjalego, ale koledzy na pewno będą zazdrościć kolorowanki za 140 euro.

 

Kiedy mąż zadowolony siedzi w fotelu w swoich gumowych klapkach, brzdąc sra do swojej pięknej pieluchy, my możemy poćwiczyć z chanelowskimi ciężarkami za jedyne 750 euro (i nie mów, że to drogo bo taniej niż klapki!)

chanel-750-ciezarki

A jak znudziły ci się zwykłe szminki możesz kupić sobie taką od Louboutin za 85 euro. Możesz ją nawet powiesić na szyi jako wisior, żeby wszyscy widzieli, że ją masz, bo przecież na ustach wygląda jak każdy inny Mac. Pasuje idealnie do niewygodnych szpilek za kilka tysięcy złotych (ale są tego warte, bo mają czerwoną podeszwę!)


Maseczka do twarzy? Tylko koronkowa i nie za mniej niż $100.

_100039600

Takie tam perfumy za $215 000 :

clive-christian-no-1-perfume-imperial-majesty-edition-closeup


W ostatniej dekadzie ceny dóbr luksusowych wzrosły o średnio 60 %. Zapomnijmy o kosztach produkcji, reklamie etc., bo wzrost cen wynika głównie z faktu, że ludzie po prostu chcą płacić więcej, a do tego powiększa się grono osób, które stać na kupowanie produktów z najwyższej półki. Chcą płacić nie tylko za jakość, ale też za prestiż. Słowo ekskluzywny to magiczne zaklęcie, które otwiera niejeden portfel. Chcemy czuć się wyjątkowi i ważni i jeżeli nie czujemy się tacy bez żadnych wspomagaczy, wtedy sięgamy po pomadkę za 85 euro. To nawet nie jest próżność tylko smutny snobizm. Smutny, bo pokazuje jak łatwo dajemy się omamić. Nie zrozumcie mnie źle, nie chce nikomu wmówić, że produkty luksusowe, które przecież są piękne i dobrej jakości, są do niczego.Chodzi mi tylko o to, że często nie są warte swojej ceny. Nigdy nie pojmę, jak można płacić 500 dolarów za bawełnianą koszulkę, która do tego niczym nie zachwyca. Myślę, że świat, w którym niektórzy kupują krem za 4 tysiące złotych, a inni żyją za taką sumę przez kilka miesięcy, jest światem popieprzonym. Serio, coś jest nie tak, kiedy twój cały tzw.outfit kosztuje więcej niż roczne wyżywienie przeciętnej wioski w Bangladeszu.

Jako niezamożna nastolatka myślałam, że granica niebiańskości kończy się tam, gdzie można pławić się w rzeczach od Diora. Jako dorosła kobieta wiem, że z całego Diora najlepszy i tak jest Johnny Depp w reklamie  😉 Chcę wyjaśnić, że wcale nie piszę tego tekstu po to, aby pokiwać palcem i pokazać, jaka to jestem ponad to wszystko. Wciąż mam słabość do drogich kosmetyków, czy niszowych perfum, które tanie przecież nie są. Zdarzyło mi się zapłacić za kosmetyk więcej niż wydaję miesięcznie na jedzenie. Uważam, że czasami trzeba sobie pofolgować, jednak przy tym warto mieć świadomość tego, jak działa mechanizm rynku produktów luskusowych. Czasami wyobrażam sobie tych od pomadek Louboutin, jak chichoczą miedzy sobą mówiąc „Nie wierzę, że ci idioci to kupują”. 😉

Dlaczego nie robimy tego, co chcemy robić?

Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądać wasze życie za pięć, dziesięć lat? A czy pamiętacie tę wersję sebie sprzed kilku lat, która zastanawiała się jak będzie wyglądać jej życie właśnie w tym momencie, w którym teraz jesteście? Co pomyślałbyś o osobie, którą jesteś teraz widząc się oczami samego siebie sprzed pięciu, dziesięciu lat? Większość z nas niestety nie byłaby zadowolona,a na pewno znaleźliby się tacy, których taka wizja siebie napełniłaby przerażeniem. Dlaczego dzieje się tak, że stajemy się kimś, kim wcale nie chcieliśmy się stać?

Często pomimo tkwienia w sytuacji, która nam nie odpowiada nie potrafimy zmienić stanu rzeczy. Zapominamy o marzeniach, które kiedyś mieliśmy i przestajemy wierzyć, że możemy je kiedykolwiek spełnić. Gubimy siebie w nudnej codzienności odkładając życie na później. W efekcie nie jesteśmy tym, kim naprawdę chcielibyśmy być i nie robimy tego, co chcielibyśmy robić. Dlaczego?

Czekasz na coś, co się samo stanie

Nic samo nie przyjdzie. Nie żyjesz w bajce, w której piękny książe przybędzie cię uratować i uczynić szczęśliwą do końca życia. Nie jesteś też tym szczęściarzem ze starego filmu u którego ktoś zauważył wielki talent i uczynił go sławnym i bogatym. Jedyną wróżką, na jaką możesz liczyć w swoim życiu jesteś TY SAM(a). Tylko od ciebie zależy jak potoczy sie twoje życie. Jeżeli masz pasję poświęć się jej w stu procentach, a to na pewno zaowocuje. Jeżeli masz talent rozwijaj go codziennie, a być może któregoś dnia zamiast do nudnej pracy wybierzesz się …no właśnie? Dokąd chciałbyś się wybrać? Czy jest coś, co naprawdę chciałbyś robić? Jeżeli tak mam jedną prostą radę: RÓB TO!

Brak motywacji i złe nawyki

Odnalezienie motywacji nie jest proste, a utrzymanie jej na jednakowym poziomie wydaje się w ogóle niemożliwe. Dlatego bardzo ważne jest wykształcenie w sobie odpowiednich nawyków. Osiąganie celów (możemy je również nazwać marzeniami) często wymaga żmudnej pracy, wysiłku, poświęcenia i czasu. Ludzie, którzy osiągają sukcesy przechodzą tę niełatwą drogę dzięki temu, że potrafią zapanować nad sobą. Kluczem jest samodyscyplina. To wydaje się bardzo proste, lecz pomyśl: gdybyś był w stanie zapanować nad sobą w takim stopniu, że codziennie, ale to absolutnie codziennie, wykonywałbyś wytyczone sobie zadania (to może być cokolwiek: nauka języka, treningi, gra na gitarze, nauka rysowania, programowanie, śpiewanie itd.) jak daleko byłbyś dzisiaj? Poświęcając na coś jakąś część czasu codziennie (lub prawie codziennie) i będąc systematycznym jesteśmy w stanie doprowadzić niemal każdą umiejętność do poziomu mistrzowskiego. Musimy tylko zapanować nad cowieczorną chęcią przełączenia się na tryb Netflix+pizza, co wcale nie jest łatwą sprawą.

light-bulb-1246043_960_720

Dwa zabójcze ‚P’

Prokrastynacja, czyli odwlekanie i odkładanie wszystkiego na potem, to największy zabójca naszych marzeń. Potem wcale nie będzie lepiej, łatwiej, czy inaczej. Potem będzie jedynie mniej czasu na zrobienie tego, co możesz zrobić już teraz. Podobnie nigdy nie będziesz perfekcyjny. Kolejne ohydne P to perfekcjonizm, który często niweczy nasz wysiłek już na samym początku. Kiedy zabieramy się za zrobienie czegoś oczywiste jest, że nie jesteśmy w tym perfekcyjni i świadomość tego może odbierać nam motywację w ogóle do starania się. Perfekcyjni nie jesteśmy nawet, gdy robimy coś dłuższy czas, co wcale nie oznacza, że nie robimy tego dobrze. Spójrz na osoby, którym udało się odnieść sukces w dziedzinie, w której też chciałbyś coś zrobić (ale ty jeszcze nie czujesz się na tyle dobry i czekasz na to, by kiedyś być w tym idealnym, prawda?) i zobacz, że oni też nie są perfekcyjni w tym, co robią. Wielu świetnych muzyków zalicza nieliche wpadki na scenie, wielu pisarzy wydaje rzeczy, które są czasem nieco słabsze literacko, sporo znanych aktorów ma w dorobku nieudane role. Nikt z nich nie jest perfekcyjny, ale każdy z nich jest wielki. Ty też możesz być.

Jesteś zmęczony życiem

Wstajesz zbyt wcześnie, aby nie spóźnić się do pracy, której nie lubisz. Spieszysz się z wypiciem kawy, połykasz w biegu śniadanie i tak cały dzień, aby przypadkiem nie tracić zbyt wiele czasu. Czasu, kóry chcesz wykorzystać na zrobienie rzeczy, które i tak nie sprawiają ci przyjemności. W pracy odliczasz godziny do końca. Wracając do domu, zamiast cieszyć się na myśl o wolnym popołudniu/wieczorze, myślisz o tym wszystkim, co MUSISZ zobić. Zakupy, zapasy, gotowanie,zmywanie, nastawienie prania, posprzątanie łazienki, odpisanie na maile, telefon do banku…i tak w kółko. Otóż, aby poczuć się nieco lepiej uświadom sobie, że NIC NIE MUSISZ!

Jeśli jesteś wypalony nie masz siły, a nawet i chęci na spełnianie swoich marzeń i celów. Jeżeli jesteś zmęczony odpuść sobie, wyluzuj i po prostu odpocznij. W natłoku obowiązków, które często sami sobie narzucamy, bardzo łatwo zgubić zdrowe podejście do życia. Jeżeli raz nie odkurzysz mieszkania, ale za to w tym czasie wylegując się w gorącej kąpieli przeczytasz najbardziej inspirującą powieść, to czy stanie się coś złego?


Powyższe przemyślenia to żniwo mojej walki z samą sobą. Wszystko o czym napisałam przeżyłam i przetrawiłam niejednokrotnie, co nie oznacza, że ów walkę wygrałam. Walka toczy się nadal. Pole bitwy rozciąga się pomiędzy biurkiem z przyborami do rysunku, a ekranem telewizora, z którego wzywają mnie wszystkie porywające seriale świata. Ścieram się w bitwie pomiędzy zaczętą powieścia, która nie jest na tyle perfekcyjna, by próbować ją wydać, otwartą książką z niemiecką gramatyką (a ktoś kiedyś powiedział, że życie jest zbyt krótkie, żeby uczyć się niemieckiego), boleśnie ambitnym planem na siłownię (I don’t wanna die with flat ass 😂 ), a tym urzekającym miejscem w mieszkaniu, gdzie jest kanapa, koc, czekoladki i mnóstwo głupotek na you tube. Cóż, walczyć trzeba dalej ! 😉