Feminizm szminki i cellulitu

 

Chciałam sprawdzić co pokażą mi google kiedy wpiszę w wyszukiwarkę słowo feministka i wiecie co? Tak jak się pewnie domyślacie to, co ukazało się moim oczom było zbiorem zdjęć pań o wątpliwym powabie, w większości ze sporą otyłością oraz kretyńskich memów wyśmiewających feminizm. A więc to tak – feministka nie może być ładna.

Dziewczyna mojego znajomego nie goli się. Na swoim blogu wrzuca zdjęcia, na których pokazuje swoje tak niepasujące do współczesnych standardów piękna zdjęcia. Jest z nich zadowolona i jest ok. Pamiętam też inną blogerkę, która przestała golić nogi, ale jej brwi były zawsze idealnie wydepilowane…                                                                                          Na wielu innych feministycznych blogach spotykam się z wpisami traktującymi o tym, że wizerunek kobiecego ciała zakorzeniony w naszej kulturze nie ma nic wspólnego z tym, jakie to ciało jest naprawdę. Bo mamy włosy. Cellulit. Talie szersze niż 60 cm. Obwisłe piersi. Rozumiem to. Rozumiem to, ale…

Przecież wszyscy wiemy, jakie ciało jest naprawdę i od wieków próbujemy zrobić coś, aby lepiej się w nim czuć! To oczywiste, że człowiek wcale nie jest najpiękniejszym zwierzęciem – taka trochę łysa małpa, nic dziwnego więc, że od niepamiętnych czasów starał się trochę ten swój wizerunek podrasować. A to jakaś ładna szmatka, peruczka, szmineczka. I dotyczyło to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Zresztą kwestia niechcianego owłosienia też przecież dotyczy obu płci – na nieogolone kobiece nogi patrzymy w ten sam sposób, co na owłosione męskie plecy! Choć więc rozumiem cały ten zamęt wokół kobiecego nieogolonego łona, wychwalania cellulitu i boczków wydaje mi się,  że większość kobiet mając do wyboru być nieatrakcyjną feministką a atrakcyjną feministką  wybrałaby to drugie. Bo taka po prostu nasza natura – ego che zawsze dobrze wyglądać i mieć rację. No właśnie, słychać dużo ostatnio o tym, jak wzbiera trzecia fala feminizmu, który nie jest już feminizmem jaki znaliśmy do tej pory. Jeśli chodzi o mnie to czasami wydaje mi się, że niektórzy próbują na siłę przyklejać łatki tam gdzie jest to niepotrzebne. Więc jak to jest – czy nosząc makijaż i szpilki sprzeniewierzamy się feminizmowi? Otóż według zwolenniczek femizizmu szminkowego to właśnie wygląd jest jednym z elementów kobiecej siły. Ta Atrakcyjność przez duże A. Wydaje mi się, że w dużej części jest to zapewne odpowiedź na stereotyp „brzydkiej feministki”. Upraszczając – czy to, że jestem atrakcyjna zewnętrznie niweluje w jakiś sposób to, że wierzę w feministyczne ideały? Jasne,że nie. Trochę mnie wnerwiają te dywagacje bo znów wszystko kręci się wokół wyglądu, jakby to było centralnym punktem kobiecego wszechświata. Czy nie można do kwestii wyglądu podejść w normalny sposób i zacząć go traktować  tylko jako tylko jedną z wielu innych cech, z jakich składa się człowiek? Czy to, że robię makijaż od razu czyni mnie zniewoloną przez męski świat, bo najwidoczniej chcę się przypodobać samcom? Czy zaprzeczeniem tego musi być nowo wymyślona formuła femizmu, bo zamiast przyznać, że Tak, chcę dobrze wyglądać, wymyśla się wymówki, że to przecież z pobudek feministycznych. Ten punkt widzenia można jeszcze zrozumieć, ale dla mnie kompletnym hardkorem jest wymysł tzw. stiletto feminism, który akceptuje w swoich ramach sugestywne podkreślanie seksualności (dla przykładu mówimy to np. o pracy striptizerki). Cóż, chyba ktoś tu zapomniał o długoletniej walce feminizmu z uprzedmiotowieniem kobiet.

Według mnie nieumalowana i nieogolona babka z lekką nadwagą jak i wylaszczona na maksa Beyonce są takimi samymi feministkami. To jak wyglądasz nie ma znaczenia -znaczenie ma to jakim jesteś człowiekiem.

Reklamy

Ewolucja grozy – czego się boimy

Strach, w takiej lub innej formie, towarzyszył ludziom zawsze. Początkowo był to zapewne strach przed niebezpieczeństwem, przed tym co nieznane, przed gniewem bogów czy demonów. Groza ewoluowała i można powiedzieć, że jej wieloaspektowość rozwijała się wraz z rozwojem ludzkości. Samo umiłowanie grozy  to już nieco inne zagadnienie. Miłośnicy makabry, do których sama się zaliczam, potrafią zauroczyć się tą niesamowitą estetyką. Z tej czarnej miłości właśnie powstał ten wpis pełen dociekań na temat tego dlaczego lubimy sie bać i czy wciąż boimy się tych samych rzeczy.


Opowieści, w których pierwiastek grozy odegrał niemałą rolę nie są bynajmniej tworem współczesnym. O niesamowitych, budzących dreszcz przerażenia stworach możemy przeczytać już u Owidiusza. Starożytne wierzenia, nie tylko rzymskie czy greckie, pełne były demonów, pożerających ludzi potworów, syren (zgoła nie przypominających disnejowskiej Arielki), czy zjawopodobnych kreatur. W naszej rodzimej, słowiańskiej mitologii również roi się od budzących lęk demonów. Strach przed latawcami, południcami czy rusałkami został wyparty przez strach przed piekłem i Szatanem wraz z wyparciem wierzeń etnicznych przez Chrześcijaństwo.


Przepiękne ilustracje Pawła Zycha i Witolda Vargasa to tylko jeden z powodów dla których warto sięgnąć po Bestiariusz Słowiański. 

bestiariusz-slowianski-czyli-rzecz-o-skrzatach-wodnikach-i-rusalkach-b-iext43255028


Rodzi się straszydło

Wyrosłe z wierzeń ludowych mity były nijako kanwą kreacji najważniejszych/najbardziej spopularyzowanych istot straszących nas w powieściach grozy i późniejszym horrorze. Zanim jednak w XVIII wieu rozgorzał szał na gotycką powieść sentymentalną, z której zasadniczo wywodzą się dzisiejsze powieści grozy oraz horrory i zanim Walpole napisał Zamczysko w Otranto, ludzie karmili się grozą, jaką niosły ustne opowiastki (dziś być może powiedzielibyśmy legendy miejskie) snute wokół budzącego wiele emocji tematu śmierci.

Zasadniczo wszystko miało swój początek w złej śmierci. Zła śmierć to taka, która nie nastąpiła naturalnie. Stąd też powracające mary samobójców, topielców, czy ofiar morderstw. Wierzono, że których życie zostało przerwane ogniem, wodą, żelazem i sznurem stanowią większość powracających z zaświatów. Za pechowców, którzy mogą powrócić po śmierci, uważano także tych, którzy urodzili sie w czepku, o złej godzinie lub wykonywali określony zawód, np.kowala.Oczywiście wyróżniano duchy czyste i nieczyste. Powracający zmarli zawsze budzili strach. Nawet dziś welu ludzi przygotowuje się na apokalipsę zombie 😉 Pierwszy film o zombie Białe Zombie powstał w 1932 roku, a sam temat cieszy się sporym powodzeniem aż do dziś.

Zombie kiedyś i dziś – zbyt wiele się nie zmieniło

 

Postacie z powieści grozy, jak również te straszące nas dziś w horrorach, często mają swych protoplastów wywodzących się ze starych ludowych wierzeń. Prekursora wampira na przykład mozna upatrywać w opowieściach o przywoływaczach,grobnikach, pożeraczach, kołaczących, przeżuwaczach, czy dziewięciobójcach (Neuntöter). Przyznam, że wizja przeżuwacza, czyli zmarłego, który stopniowo pożera swój całun (stąd dziwne odgłosy dochądzące z trumy) przyprawia mnie o gęsią skórkę! Sylwetka wampira,taka jaką znamy ją dziś, wzięła swe początki z literackiej wizji Johna W.Polidoriego, autora Wampira oraz Brama Stokera, który napisał Draculę. U obu autorów wampir był postacią dostojną, wysoko urodzoną i w pewien sposób tragiczną. Jego postać wzbudza strach, lecz oprócz tego wznieca  fascynację. Nowożytny mit wampira powstały dzięki tym autorom w mniejszej lub większej formie przetrwał do dziś. Sam obraz postaci nie uległ ogromnej zmianie, szczególnie jeżeli przyjrzymy sie jej ewolucji w kinie.

Jak kształtował się obraz wampira w kinie

To, co się zmieniło to powstanie zupełnie nowych wampirycznych wariacji, na które możemy się natknąć w takich filmach, jak Underworld, Daybreakers czy 30 dni mroku(gdzie tak naprawdę zaciera się granica pomiędzy wampirami i zombie). Szczególnie w tym ostatnim filmie wampir nie przypomina już tej dystyngowanej bestii, którą był do tej pory – jej jakby z innego świata, a nawet z innej planety. Wampiry modernistyczne często też utraciły wykwintność na rzecz równie niepokojącej przyziemności. To, co obecnie wzbudza w nas strach to fakt, że coś z naszego najbliższego, najzwyczajniejszego otoczenia może być zagrożeniem – czymś innym niż w istocie nam się wydaje.

lostboysbrooke
Lost Boys, 1987

Istnieje również ważny aspekt wampiryzmu jaki stanowi specyficzna zmysłowość. Wampiry ukazywane były jako istoty namiętne i nie zmieniło się to od czasu, gdy Sheridan Le Fanu napisał w 1872 roku Carmillę. Namiętność i śmierć zawsze stanowiły wybuchową mieszankę. Pionierką gotyckiego romansu była Ann Radcliffe, autorka wydanych w 1794 roku Tajemnic Zamku Udolpho. Na tym gruncie nie zmieniło się wiele – spuścizna tego nurtu przecież powieśći Ann Rice, która stworzyła postać wampira Lestata, czy też seria niesławnego Zmierzchu.

1506

To, że wampir jest postacią tragiczną łatwo zauważyć. Przełom wieków XX i XXI przenosi ten tragizm w stronę dekadentyzmu. Wampir nabiera więcej cech ludzkich i zdaje sobie sprawę z etycznego wymiaru swojego istnienia. Coraz częściej mamy do czynienia z wampirami, które nie chcąc krzywdzić ludzi sa zmuszeni do nadaremnej walki ze swoją naturą.


To, czego niezmiennie baliśmy się na przestrzeni wieków to przede wszystkim to, czego nie potrafił ogarnąć nasz umysł. Na tym gruncie nie zmieniło się wiele, może poza pryzmatem postrzegania pewnych zjawisk, które i tak nawet dziś budzą sporo emocji. Strach przed Diabłem to aktualnie bardziej strach przed opętaniem, duchy, czarna magia i czarownice przybrały nieco inny wydźwięk. Wszystko to odarte z powłoki rzeczywistości (dziś raczej nikt nie wierzy w magię) nabrało bardziej fantastycznego charakteru. Motyw wiedźmy przetrwał do dziś, jednak sposób jego przedstawiania uległ wielkiej zmianie. „Współczesna” czarownica niekoniecznie musi być pokrytą brodawkami szpetną staruchą. ( à propos- dla lubiących dobre horrory polecam Autopsję Jane Doe 💀)

h0zktkpturbxy8wotzin2q2nmfin2uzmtbkntfkmdc4zgmwzwqyyji5os5qcgeslqmah80f3m0ds5mfzqmgzqhc
Egzorcyzmy Emily Rose

Tajemnice, dziwne zjawiska i mistycznie utkana rzeczywistość to coś, co zawsze budziło emocje. Czasami to właśnie niesamowita atmosfera potrafi wzbudzić więcej strachu niż dosłowne rzucanie w twarz krwawych obrazów. Mistrzem tworzenia niezwykłej, mrocznej aury w literaturze był Poe, spadkobierca nurtu gotyckiego i zarazem współtwórca tzw.Czarnego Romantyzmu, który zaisnpirował niezliczoną ilość innych twórców.

crisvector
Edgar Allan Poe (credit:CrisVector)

Mówiąc o jak wielki wpływ na odczuwanie strachu wywiera atmosfera nie sposób nie wspomnieć o Stephenie Kinge’u. Wprawdzie twórczość tego pisarza nie jest nasiąknięta typową dla powieści gotyckich aurą, jednakże King stworzył zupełnie nową jakość, która w głównej mierze opiera się na budowaniu specyficznego klimatu. U twórcy Lśnienia klimat ten polega na współistnieniu zwyczajności z zawoalowaną diabolicznością – tak jakby rzeczywistość miała podszewkę utkaną z niesamowitości, którą czasami można odwrócić na lewą stronę. King wprowadził horror do codzienności – pokazał nam, że równie przeraźliwe, jak znane nam dotąd potwory mogą być samochody, klauny a nawet własna babcia 😉


Stwory, potwory, mutanty i spółka

Poza rzeczami wykraczającymi poza ludzkie rozumienie ludzie od zawsze odczuwali lęk w stosunku do wszelkich wybryków natury. Tu nic się nie zmieniło, można jednak śmiało stwierdzić, że twórcy nurtu grozy zarówno w literaturze jak i w kinie stali sie o wiele odważniejsi i bardziej kreatywni (czasem zbyt nadgorliwi) jeżeli chodzi o kreowanie monstrów. Mitologia, folklor i stare legendy pełne są wzbudzających popłoch potworów jak chociażby harpie i smoki. Te, które są nieco bliższe współczesnym wyobrażeniom biorą swe początki z powieści stworzonych przez  Mary Shelley (Frankenstein), trochę poźniej przez Lovercrafta, który z kolei stworzył podwaliny pod nurt fantastyki naukowej.



Kolejnym aspektem istotnym w nurcie grozy jest utożsamianie brzydoty ze złem i wynikający stąd lęk przed szpetotą. Wykorzystał to już w 1932 Browning kręcąc szokujące jak na tamte czasy Dziwolągi. Dziś widoczną inspirację tym obrazem możemy odnaleźć w American Horror Story:Freaks. Poza tym mamy mnóstwo filmów, w których głównym źródłem lęku jet szeroko pojęta deformacja ciała (i przy tym symbolicznie człowieczeństwa) – od dziwolągów, przez mutanty aż do wytworów chorej wyobraźni, np.ludzkiej stonogi (Mary Shelley była pierwsza, jednak nie posunęła się aż tak daleko ;)). Inwencja w tworzeniu kreatur wydaje się być nieskończona. Rolą powieści grozy/horroru jest wzbudzanie silnych emocji, do jakich na pewno zalicza się wstręt. Odraza jako czynnik wywołujący lęk i niepokój to kanwa body horroru – wytwóru XX wieku. Produkcje takie jak Mucha, czy Martwica mózgu zapoczątkowały całą lawinę filmów stymulowanych niepokojem wywołanym przez obrzydzenie. Groza przybrała formę zniekształconych ciał, genetycznych mutacji, a także drastycznych obrazów ukazujących ludzkie ciało, łącznie(a może przede wszystkim) z trzewiami  w sposób, do jakiego nie przywykliśmy wcześniej.

Porównując American Horror Story z Dziwolągami nie można nie zauważyć daleko idących zapożyczeń:

the-fly
Mucha
3516858-freddy-freddy-krueger-33746737-500-614
Koszmar z ulicy Wiązów, 1984

Koszmar z ulicy Wiązów z niezapomnianą postacią Freddiego i Hellriser to kultowe obrazy kina grozy lat 80.

pans-labirynth
Labirynt Fauna- do kina grozy wprawdzie nie zaliczany, jednak maszkara godna najlepszego horroru

Meandry ludzkiego umysłu od zawsze stanowiły pewnego rodzaju zagadkę, a wiadomo, że ludzie boją się tego, czego nie znają. Stąd istniejąca od zawsze obawa w odniesieniu do ludzi o odmiennej kondycji umysłowej. W starożytności zaburzenia psychiczne utożsamiano z oznakami mistycznego uduchowienia bądź opętania, częściej jednak dopatrywano się choroby. Zmieniło się to w wiekach średnich i renesansie, w których w chorobę psychiczną wiązano z paktem z diabłem. Temat ten jest niewątpliwie koncepcyjny jeżeli chodzi o wszelkiego rodzaju grozę. Szaleńcy, paranoicy, schizofrenicy i psychopaci to postacie z niejednej strasznej historii, jaką zapewne byliśmy raczeni będąc dziećmi. Kto nie słyszał choć jednej takiej opowięści podczas wakacyjnej nocy spędzonej pod namiotem? Kto nie zastaniawiał się ile w takich opowieściach może być prawdy?


Prawdziwa, a przynajmniej wiarygodna, jest historia Elżbieta Bathory (brzmi znajomo? Oczywiście, Elżbieta była siostrzenicą naszego Stafana), która może być haniebnym wzorcem dla dotkniętych szaleństwem zbrodniarzy. Ulubionym zajęciem księżnej było zadawanie cierpień młodym, pięknym dziewczętom. Pamiętacie, że królowa Kleopatra lubiła kąpiele w mleku? Elżbieta wolała dziewiczą krew.Warto nadmienić, że był z nią spokrewniony słynący z okrucieństwa późnośredniowieczny władca Wołoszczyzny Wład Palownik, skądinąd pierwowzór Draculi Brama Stokera. 


Jedną z pierwszych literackich prób uchwycenia psychicznej dewiacji był, znany każdemu,  Doktor Jekyll i Pan Hyde Roberta Stevensona. Motyw szaleństwa połączonego z pierwiastkiem nadnaturalnym pojawia się też w Lśnieniu u Kinga. Temat ten został skwapliwie podjęty przez kino – możemy przyglądać się jego ewolucji począwszy od nakręconego w 1920 roku Gabinetu doktora Caligari, poprzez Psychozę Hitchcocka, do takich obrazów jak Milczenie Owiec. We współczesnym horrorze obok samego szaleństwa jako źródła lęku bardzo znamienny jest topos domu obłąkanych, który stanowi idealne ponure tło dla rozgrywających się wydarzeń. Jest to wyraźne odwołanie do wczesnych powięści gotyckich, w których takim tłem najczęściej były stare zamki i dwory. W obecnym nurcie grozy dotykającym tematu szaleństwa widoczne są silne inspiracje niekoniecznie zdrowymi na umyśle postaciami, które niechlubnie zasłynęły popełnionymi zbrodniami – taki Ed Gein na przykład komletował domowe wyposażenie ze skóry swoich ofiar, a John Wayne Gacy mordując przebierał sie za klauna…Brrrr To z kolei klejny ciekawy przykład w nowożytnym nurcie grozy – motyw klauna nasiąknął

Motyw szaleństwa połączony ze złudną niewinnością po raz pierwszy pojawił się w The Bad Seed z 1956 roku i jest wybornie kontynuowany do dziś, co możemy zresztą sami sprawdzić oglądając, np. Sierotę.

najwyraźniejsza inspiracja Geinem – Teksańska masakra piłą mechaniczną

hopkins
Milczenie Owiec, 1991

Zdaję sobie sprawę, że pośród wszystkich pozycji literackich i kinowych, powyższy przekrój jest zaledwie muśnięciem tematu, jednak mam nadzieję, że pomimo tej lakoniczności ukazuje ogólny zarys tego, jaką ewolucję przechodziła groza na przestrzeni lat.

Przy okazji – oglądaliście/czytaliście coś w temacie wartego polecenia?

 

 

 

 

 

Za co kocham lata 90.

Życie toczące się poza internetem i mediami społecznościowymi. Grunge’owo-rockowe szaleństwo. To na czym polegała specyfika lat 90. jest trudne do wyjaśnienia i nieuchwytne. Jedno jest pewne- duch epoki na pewno nosi sztruksy, flanelowe koszule, martensy i brązowe pomadki 😉

Tęsknię za latami dziewięćdziesiątymi  – poniżej wszystkie ku temu powody:

Muzyka

Lata dziewięćdziesiąte to mój ulubiony okres w muzyce, to wtedy powstały płyty, które stały się ścieżką dźwiękową całego mojego życia. Były to też najlepsze lata dla wielu z moich ulubionych zespołów. Specyficzną aurę tamtych czasów słychać w ciepłym, analogowym brzmieniu. Powstało wiele świetnych metalowych albumów. Narodził się grunge.

Brazylijczycy u szczytu formy tak jak i nasze narodowe skarby: Illusion, Kat, Vader.

Przyznaję się – długie włosy to mój fetysz 😉

hqdefault-4
Peter Steele :3

W Polsce kwitł rock. Dziś trudno to sobie wyobrazić, ale wtedy w radiu i telewizji można było usłyszeć naprawdę dobre rzeczy. Stacje muzyczne nadawały muzykę, nie jakieś reality show o zaciążonych nastolatkach. W Mtv od 1987 roku można było oglądać poświęcony heavy metalowi  Headbangers Ball. 

hqdefault-3
Vanessa Warwick – telewizyjna królowa ciężkich brzmień

Na początku lat  90. metalowe audycje leciały nawet w naszej Trójce. W polskiej telewizji pokazywano młodzieżowy, przesycony dobrym rockiem Luz. Nie można zapominać też o programie Róbta, co chceta (czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki), który tak naprawdę dał początek jednej z najwspanialszych rzeczy, jakie powstały w tamtym okresie – Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. 

Na nowe płyty ulubionych zespołów czekało się obgryzając paznokcie, nie było you tube, nie było ściągania z internetu. Kasety (a jak!) się kupowało, ewentualnie przegrywało od znajomych. Dziś tak łatwa dostępność wszystkiego jest niezaprzeczalnie rzeczą bardzo wygodną, ale nic nie zastąpi tego uczucia, oczekiwania na niewiadome, gdy z bijącym sercem biegło się do domu z nową kasetą Illusion…

brum_02_1995_d

Dla fanów nieco cięższych brzmień był Brum, na forum którego możńa było wymieniać się adresami i rozpoczynać korespondencyjne przyjaźnie lub wymieniać się kasetami, czy innymi muzycznymi gadżetami. Tak, wtedy pisało się listy! 😉

Filmy

Lata 90.to wiele wspaniałych tytułów oraz wiele gatunkowych przeobrażeń, które  szczególnie widoczne są w kinie grozy. Nurt ten poszerzył się o nowy rodzaj filmu, tzw. found footage wraz z powstaniem The Blair Witch Project. Wzrosło znaczenie kina azjatyckiego. Bardzo popularne stały się slashery. Powstała niezapomniana kontynuacja Evil Death –  Armia Ciemności, która jest mistrzostwem świata horroru groteskowo-humorystycznego.

Jest niemożliwe wybrać najlepsze  z setek naprawdę dobrych filmów nakręconych w tamtych czasach. Ja wybrałam te, które oprócz wartości artystycznych (mniejszych lub większych) niosą ze sobą spory ładunek sentymentu.

Książki

Lata dziewięćdziesiąte obrodziły w wiele wspaniałych debiutów, jak również w dzieła pisarzy z już ugruntowaną pozycją. Poniżej kilka moich ulubionych tytułów.

 

A co Wy najbardziej lubicie w latach 90.?

i-love-the-90s-t-shirt-white

Artyzm w reklamach perfum

Zapach jest dla mnie ważną częścią codzienności. Przywołuje wspomnienia, wywołuje emocje, wprawia w określony nastrój.  Istnieją zapachy niezwykle piękne jak i niezwykle dziwne, które sprawiają, że w mojej głowie pojawiają się obrazy niczym opiumowe wizje wywołane danym aromatem. Ale nie o samych perfumach, czy o sztuce komponowania zapachów chcę jednak dziś pisać, a o sposobie przedstawiania ich w reklamach. Pewne reklamy perfum to bowiem małe arcydzieła, które zachwycają artyzmem i pomysłowością, a niektóre są po prostu wirtuozerią fotografii. Zapraszam do obejrzenia tych, które według mnie są najbardziej inspirujące.

Zachłyśnięcie  sztuką

Reklama Nuits Idienne  to przepiękne nawiązanie do dzieł Gustava Klimta.

gustav-klimt-nuits-indiennes-jean-louis-scherrer-1993
Nuits Idiennes Jean Louis Sherrer

 

Zapach sygnowany przez Galliano to swoisty hołd oddany bardzo ciekawej postaci, jaką była Luisa Casati. Sama reklama ispirowana jest jej obrazem namalowanym przez Boldiniego. Żyjąca na przełomie XIX i XX wieku heroina była postacią niezwykle ekscentryczną. Diaboliczna femme fatale, która do dziś jest muzą dla artystów, słynęła z dziwaczności, które przynosiły jej rozgłos. Kolekcjonowała woskowe figury byłych kochanków, nosiła krótkie włosy (wyprzedzając modę i jednocześnie szokując skostniałe w swych normach społeczeństwo) i fascynowała się okultyzmem.

l-ywurqaxknpfiqxjs

giovanni-boldini-luisa-casati
Luisa Casati – Giovanni Boldini

Reklama zapachu Rocabar to oczywiste nawiązanie do sztuki, szczególnie do dziewiętnastowiecznego stylu przedstawiania portretów z rozmytym światłem i toną tajemniczości robiąca za tło.

parfum_291-2709

Vanity – Oryginalny rysunek Charlesa Allana Gilberta stał się inspiracją dla reklamy Poison (niektórzy twierdzą, że plagiatem, lecz trudno byłoby zapytać samego artystę o zgodę, skoro nie żyje od wielu lat, a prawa do jego dzieł są nieuregulowane. Poza tym według prawa jeśli od śmierci artysty minęło 70 lat można wykorzystać jego dzieło do celów m.in.komercyjnych).

vanity

w samym sercu baśni

Fascynująca nierealność i baśniowość, w którą możemy wstąpić dzięki flakonikowi perfum? Jak najbardziej!

Wiem, że reklamom perfum Lolity Lempickiej można zarzcić kiczowatość, ale według mnie jest to kiczowatość zamierzona i w pewnym sensie ujarzmiona.

632e33c511cc81ba88e0a4b4368fafe0

 

lempicka04

12042174835081a8fcee230

Shalimar z kolei to wstąpienie w którąś z tysiąca i jednej nocy

najlepsze-perfumy-shalimar

70686b6cd64eb28718d7a1266b694749

 jeszcze mrocznej …

Baśń może być również mroczna i tajemnicza. Zatrute myśli i trucizna we flakonie, a wszystko to spowite w zmysłowość.

645103_g5iq8isbh38ji2e7ap3fuo84janct3_-2-midnight-poison-4_h141722_l

ebc0197a358adcb0293b5e14c5ef5f11

hypnotic-poison-milla-javovich-plakat

0f1be117936439-562c11a0f0708

 

perfume-alexander-mcqueen-6

scentury-we-say-magie-noire-lancome-vintage-perfume-ad

 

Czerń, chłód  i postać prastarej bogini. Skok w orientalną przeszłość. Mroczną przeszłość, o której nic nie wiemy.

azzedine-alaia-perfumy

Reklamy MQueen’a, nie tylko te perfum, przesycone są tajemniczością i jakimś metafizycznym niepokojem.

285fa8b7fb329f3c748836dc4549feda

01_alexandermcqueeen-com_0020_fragrance-kingdom

1165399

1165400

 

Demoniczna zmysłowość

Nic więcej do dodania. Te obrazy krzyczą.

jean-paul-gaultier-fragile-1024x768-fashion-wallpaper

972eda96fddb8178c2379e242af03455

fragile-jean-paul-gaultier-6594-5-12

opium

 

m-micaleff-le-parfum-couture-denis-durand

 

piękno uchwycone

Przepiekne fotografie, mistrzowskie ujęcia pełne niezwykłej atmosfery.

9672532d86fd6423c9a108e8d132f928

parfum_764-2110

o-7011

 

Piękno i koncept

24

 

f0dfd4fc38ecdc132fd12d1c4758df51

 

10245-800w

kenzoamour

moschino

 

Czym nie jest feminizm

Ostatnio dość często zdarza mi się usłyszeć pytania, komentarze, czy po prostu być świadkiem rozmów, które wprawiają mnie w konsternację. Dotyczą one szeroko pojętego feminizmu, a raczej tego, co niektóre osoby za feminizm uważają. Wystrzelmy na początek z suchej definicji, aby mieć pewność, że mówimy o tej samej rzeczy:

Feminizm to nie tylko ideologia, to również ruch społeczny i polityczny, kulturowy i intelektualny związany z równouprawnieniem kobiet. Feminizm pierwszej fali dotykał głównie spraw edukacji i zmian prawa, natomiast feminizm drugiej fali dotyczy bardziej złożonych kwestii, jak równouprawnienie na rynku i pracy, aborcja, szeroko pojęta kobieca seksualność. Wyróżnia sie też trzecią falę ruchu feministycznego, który uogólniając jest połączeniem ruchu feministycznego ze współczesnymi nurtami teorii społecznych. Feminizm stawia przed sobą wiele celów i wiele z nich może się od siebie znacząco różnić, jako, że na ruch feministyczne składają się nurty zarówno umiarkowane i rewolucyjne. Tym, co łączy je wszystkie jest przekonanie, że kobiety są (w mniejszym lub większym stopniu) społecznie dyskryminowane i że należy to zmienić. Tyle w skrócie.

3a04a8216eaf8b660e94f9a6a1f10337

Czym feminizm nie jest? Nie jest ruchem mającym na celu dyskredytowanie mężczyzn. Feminizm to ruch dążący do poprawy sytuacji kobiet.Oczywiście jest to problem wielowarstwowy, bo i sytuacja kobiet na całym świecie różni się znacząco. Kobiety w Europie, czy w Ameryce osiągnęły już sporo w kwestii równouprawnienia. Mogą głosować, praktycznie mogą pracować gdzie im sie podoba, mogą wybrać ścieżkę kariery jaka tylko przyjdzie im do głowy. To w teorii, bo tak naprawdę w społeczeństwie wciąż dominuje przekonanie albo kariera, albo dom (dziwne, że problem ten nie dotyczy mężczyzn, prawda?). Często kobiety, które nie chcą rezygnować ani z pracy zawodowej, ani z założenia rodziny, harują jak oślice, bo przecież ktoś musi zająć się domem, gotowaniem, sprzątaniem i dziećmi po godzinach pracy. Niestety często obowiązki te przypadają tylko „pani domu”. Ktoś może powiedzieć, że wymyślamy sobie problemy, bo przecież w takiej Arabii Saudyjskiej, czy krajach afrykańskich jest dużo gorzej i tak naprawdę to właśnie tam kobiety nie mają żadnych praw. Oczywiście, zgadazm się z tym i uważam się za szczęściarę, że urodziłam się w kraju, w którym mogę sama wyjść na ulicę, mogę prowadzić auto (!), wybrać pracę, jaka mi się podoba, nie muszę wychodzić za mąż, gdy nie mam na to ochoty i nikt mnie do tego nie zmusi. Przyznaję, nie jest źle, jednak często kobiety gubią się pomiędzy tym, co nazywa się  powinnością, a prawami, które im się należą, jak każdemu innemu człowiekowi.

Jako kobieta i człowiek mam prawo do:

  • decydowania o stylu swojego życia
  • decydowaniu o własnym ciele
  • niezależności ekonomicznej
  • dzielenia obowiązków domowych na równi z mężem/partnerem
  • rezygnowania z posiadania dzieci, jeśli nie czuję takiej potrzeby
  • identycznych zarobków za wykonywanie tej samej pracy co mężczyzna

Jako kobieta i człowiek nie muszę:

  • czuć się winna/gorsza, że nie lubię gotować i sprzątać (lol)
  • wybierać pomiędzy rodziną a karierą
  • w związku przedkładać potrzeb mężczyzny ponad swoje własne – ani swoich ponad potrzeby mężczyzny (tak, równość właśnie!)

To wszystko wygląda bardzo klarownie i rozsądnie, jednak codzienność zbyt często weryfikuje moje przekonania na temat kobiet i ich samoświadomości. Czasami myślę, że kobiety same sobie podstawiają kłody pod nogi. Niedawno uczestniczyłam w takiej oto rozmowie – pewna kobieta opowiadała, jak to jej syn nie potrafi znaleźć sobie ODPOWIEDNIEJ dziewczyny, bo przyzwyczajony jest, że w domu o wszystko dbała mama, było zawsze posprzątane, obiad podany na czas itd. Najwyraźniej dziewczyny, z którymi się umawiał miały inne rzeczy na głowie ( 😉 ). Inna kobieta z wyrazem troski na twarzy stwierdziła, że skoro syn mieszka w USA to normalne, bo „one są inne, nie lubią sprzątać, ani gotować”. W trakcie tego wywodu trochę mną wstrząsnęło i powiedziałam, że sprzątanie i gotowanie też do moich pasji nie należą i wcale nie uważam się z tego powodu za kobietę upośledzoną, albo za taką trochę „mniej kobietę”. Dziewczyny te spodziewałay się, że będę przytakiwać im utyskiwaniom na rozwydrzone Amerykanki, bo przecież też pochodzę z Europy bardziej Wschodniej niż Zachodniej (ja rozróżniam położenie geograficzne i mentalne), gdzie tak bardzo szanuje się tradycję, gdzie kobieta jest opiekunem domowego ogniska. „Jesteś feministką? ” usłyszałam pytanie i w jakiś sposób zasmuciło mnie to. Poczułam, że zostałam odebrana jako kobieta w pewnym sensie niepełna, jakby z pewnym wrodzonym brakiem – bo jak mogę w pełni uważać się za kobietę, kiedy po pracy zamiast zająć sie ogarnianiem miłosnego gniazdka i pichceniem dla ukochanego, wolę  np. otworzyć piwo i obejrzeć jakiś koncert?  Dodam, że dziewczyny te sprawiały wrażenie raczej ogarniętych, były aktywne zawodowo, jedna z nich nadal studiuje. A jednak, gdzieś pod skórą cały czas wyczuwalne jest to odwieczne przeświadczenie, że kobieta to jednak tylko takie dopełnienie swojego mężczyzny. Smutne. (Na podobną rzecz natknęłam się czytając jakieś przypadkowe blogi – od jednego po prostu nie mogłam sie oderwać! Dziewczyna, która sama siebie klasyfikuje jako wizytówkę swojego męża i  żonę przede wszystkim, ale temu chyba poświęcę osobny wpis, bo jest o czym pisać!). Kiedyś wdałam się w dyskusję na temat randek i  związków i znów zostałam zapytana „Jesteś feministką?”. Nie uważam bowiem, że to mężczyzna powinien płacić za kobietę. Moim zdaniem czasy, kiedy kobiety były finansowo zależne od mężczyzn przeszły dawno do lamusa, więc utrzymywanie tych sztucznych form, jest według mnie głupie i krzywdzące dla kobiet. Owszem, nie mam nic przeciwko temu, że ktoś postawi mi piwo, ale następnym razem płacę ja. Proste. Bawią mnie dziewczyny, które uważają się za oświecone i nowoczesne, mówią o sobie, że są feministkami, a po pierwszej randce z facetem narzekają, że „nawet nie zapłacił za jej taksówkę do domu”. Równość powinna być równością zawsze, nie tylko tam, gdzie akurat komuś w danej chwili pasuje. Z tych śmieszno-tragicznych rzeczy pamiętam również, jak jedna z moich znajomych twierdziła, że nie zostawi dziecka samego z mężem, bo „przecież facet nie potrafi opiekować się dziećmi”. Cóż, jesteśmy tym, czym nasiąkamy przez całe życie i do nas należy, aby oduczyć się tego, co było nam przez lata niesłusznie wmawiane.

thais-godinho

 

ikona:gaiadergi

Pomiędzy opresją a wyzwoleniem

Zapewne słyszeliście o tym, jak kilka dni temu kobieta na jednej z francuskich plaż została „poproszona” o ściągnięcie burkini. Ze zdjęć, które ukazały się w internecie można wywnioskować, że nie miała zasłoniętej twarzy, a jedynie ciało i włosy. Gdybym usiadła obok niej w jeansach i długim swetrze, czy bluzie z kapturem, wyglądałabym podobnie, a mogę się założyć, że w tym wypadku nie przeszkadzałabym nikomu. Czy sytuacja we Fracji, po tym całym terrorystycznym szlamie, jakie spadło na to państwo, wrze już na tyle, że nawet takie rzeczy, jak  burkini na plaży mogą drażnić? Zasłonięte ciało to jednak coś innego niż zasłonięta twarz.

O co więc to całe halo? O to gdzie się kończy i zaczyna wolność. Wolność do wyboru własnej odzieży to rzecz, która aż brzmi śmiesznie, kiedy wypowiada się ją na głos. Jest jednak czymś oczywistym. Jeżeli ktoś ma ochotę zasłaniać się – proszę bardzo. Jeżeli chce zasłaniać swoją twarz sprawa nabiera już innego wydźwięku ( pokazywanie twarzy, a co za tym idzie swojej tożsamości to bardzo istotna rzecz jeśli chodzi o bezpieczeństwo, szczególnie po ostatnich terrosrystycznych niespodziankach fundamentalistów). Zresztą, tożsamość to słowo klucz. Muzułmanki swoim strojem wyrażają siebie i wpisują się w tożsamość pewnej kultury. Wiele z kobiet noszących przykrycie głowy uważa, że jest to ich własny wybór czyniący je wyjątkowymi na tle innych kobiet nie stosujących się do zaleceń…no właśnie, czyich zaleceń? Religii? Kultury? Zasłanianie twarzy nie ma podstaw w Koranie, wynika bardziej z islamskiego fundamentalizmu, aczkolwiek kilka cytatów, które mogłyby być zinterpretowane jako nakaz zasłaniania oblicza, można znaleźć w jego rozdziałach:

„Gdy objawione zostało: »Powiedz wierzącym kobietom, żeby spuszczały skromnie swoje spojrzenia i strzegły swojej czystości« (Surah an-Nur, 24:31), kobiety odcięły skrawki swych spódnic i zakryły nimi swe twarze.”

Twarze zasłaniano już w starożytności, między innymi w Persji, czy w Atenach i nie miało to podłoża religijnego, (to nastąpiło znacznie później na Bliskim Wschodzie) było raczej wypełnieniem swoistego kodeksu obyczajowego. Zasłonięta twarz była też wyznacznikiem wyższej klasy społecznej. Zastanawia mnie, jak to wszystko ma sie do dziesiejszego świata. Na ile wybór kobiet, które noszą niqab czy hidżab, jest ich własnym i w pełni świadomym wyborem, a na ile wynika z (być może podświadomego) lęku o wykluczenie społeczne?

Opresja czy wyzwolenie?

Kobiety zasłaniają swoje twarze i ciała, by nie kusić mężczyzn i nie przyczyniać się do grzechu. Te, które noszą hidżab są najzwyczajniej w świecie bardziej PRZYZWOITE. Uważają się za wyzwolone od męskiego pożądania. Nikt wszakże nie wymaga od mężczyzn powstrzymania niezdrowego popędu (bo nad zdrowym da się zapanować), a gwałt, czy molestowanie według tego schematu to zawsze wina kobiety. Obwinianie ofiary to najbardziej powszechna i ohydna praktyka (wszyscy słyszeliśmy te historie: kara więzienia na zgwałconej kobiecie za pozamałżeński seks, a następnie ślub z gwałcicielem dla zmazania winy). Czy takie myślenie nie uderza w godność kobiet? Czy nie implikuje grzesznej niższości kobiet jako istot ludzkich? Muzułmanki od wczesnych lat mają wpajane zasady dotyczące obyczajowości. Jeżeli mała dziewczynka słyszy, że musi zasłaniać włosy, ciało, a nawet twarz bo: a) bóg tego od niej chce, b) inaczej nie będzie szanowana przez społeczeństwo, c) bo to jest właśnie przyzwoitość, to jako dorosła kobieta zawiąże na włosach chustę myśląc, że jest to jej własny wybór.

Myślę, że wszystkie te historie z burkami, hidżabami, burkini i wolnością wyboru powinny skłonić nas do pomyślenia o jednej kwestii – o stosunku do kobiet. To, jak społeczeństwo traktuje kobiety niestety nie zmieniło się aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Owszem, kobiety mają więcej praw (nie wszędzie!), jednak stosunek do kobiet pozostawia jeszcze wiele do życzenia. I nie mówię tu o stosunku mężczyzn do kobiet, a o stosunku całego społeczeństwa, w którego skład wchodzą też kobiety. Niesprawiedliwe podchodzenie do kobiet  nie objawia się tylko w mizoginii, czasem to same kobiety sprowadzają swoją płeć do „niższej rangi”. Wątpliwe? A słyszeliście kiedyś podobne rzeczy z ust koleżanek?

 Jak mogła się tak ubrać?Ale szmata! , Już ma ze trzydzieści lat i dalej nie ma faceta, Z taką dupą nie zakładałabym tej sukienki, Jak tak się zachowuje sama jest sobie winna, Nie powinna tak się ubierać, Powinnaś bardziej wyeksponować nogi

Uff…brzmi znajomo? Niestety czasami nieświadomie gramy przeciwko sobie. A co kwestii hidżabu – myślę, że każdy wybór jest dobry, jeśli jest wolnym i świadomym wyborem. Na ile możemy wybierać świadomie, to już zupełnie inna bajka.

landscape-1453482018-1-dolce-hijab
Dolce&Gabbana: możesz wyglądać modnie, luksusowo, z klasą i nowocześnie (ale twoje ciało nadal jest zalążkiem grzechu, więc je schowaj! )

„Kobiece” sprawy

Świat nie jest miejscem idealnym, wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Nie jesteśmy naiwni. Wiemy, że życie nie zawsze jest sprawiedliwe, i że na świecie istnieją podziały, które nie zawsze są fair. Właśnie o niektórych podziałach chciałabym dziś napisać kilka słów.

Rozsadza mnie złość niepojęta i nie do opisania, kiedy wchodzę na jakąś stronę z filmowymi rankingami i tam oto ukazuje się mym oczom klasyfikacja poszczególnych gatunków filmowych, między którymi widzę FILMY KOBIECE. Coż to takiego?-pytam się w duchu- I dlaczego dla równowagi nie ma filmów męskich? Przyjrzyjmy się bliżej, czym są tzw.filmy kobiece. Otóż są to obrazy, które opowiadają o miłości, najczęściej romantycznej i niespełnionej. Lekkie, aby nazbyt rozwinięta fabuła nie przysłoniła urody głównego bohatera i wzruszające aż do porzygania. Musi być banalnie, musi być romantycznie i musi być lekko. Bo takie przecież są kobiety, prawda? Każda marzy tylko o wielkiej miłośći, bo taka miłość do księcia z bajki to cel życia kobiety, każda lubi się wzruszać i co tu mówić, każda lubi lekką rozrywkę, bo po ambitnym kinie dostaje migreny.

Sytuacja ma się identycznie z literaturą, gdzie obok literatury grozy, kryminalnej, czy science-fiction, mamy oczywiście LITERATURĘ KOBIECĄ. I nie, wcale nie chodzi o to, że przez kobiety jest pisana. Chodzi raczej o to, że jest to lekkim piórem pisanie o banałach, gdzie znów do porzygania mamy mnóstwo niespełnionych miłości, niespodziewanych rozstań i powrotów. Oczywiście LITERATURA KOBIECA nie ogranicza się tylko do meandrów miłości romantycznej. Zgodnie z najnowszym trendem można w niej odnaleźć sporo wyuzdanego seksu.

Samo rozróżnienie literatury i kina na kobiece i niekobiece jest rażącą niesprawiedliwością. Czy to oznacza, że dzieła, które nie zawierają się w segmencie „kobiecym” nie są przeznaczone dla kobiet? Czy jako kobieta jestem skazana na czytanie Bridget Jones, czy innej Grocholi i mam zapomnieć o Borgesie, Pilchu i Witkacym? Czy w piątkowy wieczór przy piwie (powinnam napisać winie, bo piwo takie niekobiece) mam śledzić na ekranie losy  Jennifer Aniston uwikłanej w jakieś mdłe chujowo-romantyczne historie? Czy moja kobieca percepcja naprawdę nie jest w stanie ogarnąć Aliena czy  Człowieka z Blizną? To smutne, ale widocznie istnieją tacy, którzy tak sądzą i dopóki będzie istniał niepisany podział na kulturę męską i kobiecą, doputy nie można mówić o równości płci.