Święte absurdy (I)

Czy religia jest potrzebna człowiekowi, czy nie to kwestia, którą można poddać dyskusji, jednak dyskusja taka w samym założeniu byłaby płonna, bo i po co przekonywać wierzącego o bezużytecznośi jego kultu lub niewierzącego do tego,że popełnia błąd. Nie chodzi mi o przekonywanie kogokolwiek, a jedynie o logiczne zestawienie kilku faktów, które pozwolą spojrzeć  na zagadnienie z innej perspektywy. Wiem, że pisząc o absurdach religii można napisać całą książkę, więc traktuję ten wpis jako jedynie zarys. Jeżeli jesteś człowiekiem głęboko wierzącym, u którego łatwo urazić tzw. „uczucia religijne”, nie czytaj tego tekstu.

Religia wiąże umysł człowieka i to wiąże go w taki sposób, że pomimo posiadanej inteligencji i wiedzy zamyka mu oczy i uniemożliwia logiczne, czyli wywodzące się z rozumu postrzeganie świata. Mniej więcej do późnego paleoitu człowiek był istotą alogiczną i nie znał mechanizmów rządzących przyrodą, stąd naturalne wydawało się dążenie do tworzenia różnego rodzaju kultów jako odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące tajemnic świata i przyrody. Od tego czasu minęło jednak jakieś piętnaście tysięcy lat, a ludzkie umysły wciąż zaprzątnięte są wiarą w różne ponadnaturalne niedorzeczności. Według mnie trzy najbardziej absurdalne aspekty religii to oparcie wiary i światopoglądu na tzw. świętych księgach oraz bezkrytyczna wiara w dogmaty i kreacjonizm.

Święte księgi

W I wieku na terenach Palestyny wobec istotnych napięć politycznych pojawiło się wielu przywódców i kaznodziejów, którzy skupiali wokół siebie uczniów i wyznawców. Jezus był tylko jednym z nich, ale tak się złożyło, że jego kult przetrwał aż do naszych czasów. Podobnie, jednak w odstępstwie sześciuset lat, Mohamed, twierdzący, że otrzymuje przekazy od boga, zgromadził wokół siebie wielu zwolenników. To był początek Islamu. Obie religie (jedne z największych dzisiaj) w ogromnym stopniu opierają się na świętych księgach – Biblii i Koranie. Początki Biblii, a dokładnie Starego Testamentu sięgają jeszcze XI w. p.n.e. Większość ksiąg powstała w okresie panowania perskiego, natomiast Nowy Testament został spisany już w drugiej połowie I wieku. Koran pierwotnie przekazywano ustnie (Mahomet był analfabetą), spisano go dopiero po śmierci proroka. W ciągu wieków teksty te tłumaczono, poprawiano i korygowano w takim stopniu, że prawdopodobnie dzisiejsze wersje znacznie odbiegają od tego, co moglibyśmy wyczytać w „oryginałach”. Dziś wielu ludzi wierzących traktuje je bardziej jako literacki rarytas, jednak nie można zapominać, że to właśnie te księgi stanowią trzon ich wiary. Dlaczego więc tak wielu ludzi traktuje Biblię wybiórczo? Przeciętny chrześcijanin omija to, co w dzisiaj wydaje się niedorzeczne i tłumaczy, że to kwestia interpratacji i metafor (przyznając tym samym, że ich święta księga jest pełna bzdur). W wielu krajach muzułmańskich Koran nadal jest istotnym źródłem prawa, co chyba jest jeszcze gorsze od tak częstej chrześcijańskiej hipokryzji. Bo jak można DOSŁOWNIE traktować to, co zostało wypisane setki lat temu przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia o rzeczach, które dziś są dla nas oczywiste. „Mądrości” ze świętych ksiąg po prostu nie wpisują się w naszą rzeczywistość. Przerażające jest jak wielu muzułmanów bierze sobie do serca każde słowo wyczytane w Koranie. Jeżeli zdarzyło wam się czytać Koran to wiecie, że obok nosensów jest tam też spora dawka mizoginizmu i ksenofobii. Zresztą, tak samo jak w Bibli, której główną zaletą jest to, że jest wartościowa pod względem literackim, czego o Koranie nie można powiedzieć.

FA1099DEF

Każda religia stara ukazywać się jako jedyną właściwą, co jest przecież zrozumiałe, bo jak inaczej przekonać ludzi do kultu? Jednak kiedy przyjrzymy się każdej z nich z osobna poprzez pryzmat wiedzy, która dziś posiadamy, nie sposób uciec wrażeniu, że w dużym stopniu religie nie są niczym innym jak swoją wzajemną kopią. Cóż, kiedy powstawały nie istniało coś takiego, jak prawa autorskie. Nie chodzi już nawet o to, że w trzech wielkich religiach Zachodu osoba boga jest właściwie ta sama (umownie powiedzmy, że ta sama – to już temat na dłuższy wywód), ale o to, że możemy w nich znaleźć odpowiedniki lub „inspiracje”, które zostały zaczerpnięte ze starszych wierzeń. Większość ksiąg biblijnych ma swoje odpowiedniki w utworach starożytnego Egiptu. Można posunąć się do twierdzenia, że właściwie Biblia się na nich opiera. Dla przykładu Księga Rodzaju ma swoje korzenie w starożytnym Staela Szabaki, Księdze Piramd i Papirusie Bremner-Rhind, Papirus Ledejski to egipski odpowiednik Księgi Psalmów. Oczywiście przykłady można mnożyć. Mojżeszowe cuda (rozstąpienie mórz i zapowiedź nastania ciemności)  już wcześniej miały miejsce w wykonaniu Dżażaemancha, natomiast sam Mojżesz jest klonem króla Sargona z Akkady, który również został wyłowiony w koszyku z sitowia. Nie da się ukryć, że losy Mojżesza są mocno „zainspirowane” Czarami na dworze króla Cheopsa i Si-Usire. Losy hebrajskiego Józefa natomiast bardzo przypominają egipskiego Bata i jego historię, a pierwszym znanym mesjaszem był Nefreti, który stanął przed faraonem Snofru. Ponadto Biblia przepełniona jest cytatami z sbojet (egipskich utworów dydaktyczno-moralizatorskich).

Podobieństw wsród wierzeń można dopatrzyć się wszędzie. Trójca Święta (jeden z większych absurdów chrześciajaństwa jako religii monoistycznej!)  to nic oryginalnego, bo przecież wcześniej istniały triady kananejskie, babilońskie, asyryjskie, egipskie czy rzymskie (trójca kapitolińska) oraz Brahma, Wisznu i Siwa w hinduiźmie. Narodziny Kriszny (przez dziewicę zresztą) zapowiedziała pojawiająca się na wschodzie gwiazda – sam Kriszna za życia czynił cuda, a po śmierci zmartwychwstał. Dionizos też był czyniącym cuda synem dziewicy, na dodatek urodzonym 25 grudnia. Perski Mithra, również urodzony 25 grudnia syn dziewicy, miał dwunastu uczniów i zmartwychwstał po trzech dniach. Egipski Horus narodził się z niepokalanego poczęcia. Brzmi znajomo?

Warto zaznaczyć, że na synkretyźmie opierało się wiele religii, nie dotyczy to jedynie chrześcijaństwa. Już w świecie starożytnym asymilowano obce bóstwa i włączano je między poczet własnych. Wobec tych faktów śmieszne wydaje się to, jak wielu ludzi nadal uważa swoją religię za jedyną prawdziwąwłaściwą.

Nieomylność religii

Dogmaty religijne nie są niczym innym, jak mizerną próbą odzewu na niewygodne fakty i pytania. Bo jeżeli coś wydaje się być nielogiczne, a tym samym zdrowy rozsądek nakazywałby się temu sprzeciwiać, jak wytłumaczyć to, że niektórzy nadal upierają się przy swoim pomimo totalnego braku tej logiki? A no dogmatem właśnie! Zresztą, taki sam mechanizm dotyczy kreacjonizmu, kolejnego religijnego abbsurdu. Tak więc niech nie dziwi was, że jedyny (jeden ale w trzech osobach)  bóg urodził się jako swój własny syn z kobiety, która była dziewicą, która następnie wstąpiła do nieba. Co ciekawe, to wniebowstąpienie zostało przyjęte za dogmat dopiero w połowie XX wieku przez papieża, który według innego dogmatu jest ZAWSZE nieomylny. Tzw. prawdy wiary z prawdą mają tyle wspólnego co nic. Jeżeli przyjmiemy, że dana religia stanowi całość, z której nie wybiera się tego, co akurat pasuje, widzimy jak trudno pojmować ją w kategoriach innych niz kategorie nonsensu.

Kreacjonizm

Wiara w stworzenie świata i natury przez osobowego boga, w obliczu przeczących temu osiągnieć nauki, jest wiarą ryzykowną. Dziś nawet stosunek kościoła wydaje się zbliżać do akceptacji teorii ewolucji (typowe zagranie Kościoła Katolickiego-kiedy już nie ma szans na wypieranie niewygodnych faktów następuje próba pogodzenia z ich założeniami religijnymi). Tam, gdzie Biblia traktowana jest dosłownie (głównie kraje protestanckie i baptyści w Stanach Zjednoczonych) wiara w kreacjonizm jest silniejsza. Cóż, niektórzy najwidoczniej wolą pozostać ślepymi. Mnie zastanawia tylko dlaczego bez zastanowienia przyjmują to, co zostało napisane w jakiejś książce dwadzieścia sześć tysięcy lat temu, a jakoś nie potrafią przyjąć do świadomości faktów, które oferuje im współczesna nauka.

download
Jak wytłumaczysz zachód słońca skoro nie ma boga? Niepodważalny argument kreacjonistów 😉

Na koniec przypominają mi się słowa Whartona, który powiedział, że nie ma takiej absurdalnej rzeczy, której by człowiek nie zrobił, próbując nadać życiu jakiś sens.

Amen.

Reklamy

Ewolucja grozy – czego się boimy

Strach, w takiej lub innej formie, towarzyszył ludziom zawsze. Początkowo był to zapewne strach przed niebezpieczeństwem, przed tym co nieznane, przed gniewem bogów czy demonów. Groza ewoluowała i można powiedzieć, że jej wieloaspektowość rozwijała się wraz z rozwojem ludzkości. Samo umiłowanie grozy  to już nieco inne zagadnienie. Miłośnicy makabry, do których sama się zaliczam, potrafią zauroczyć się tą niesamowitą estetyką. Z tej czarnej miłości właśnie powstał ten wpis pełen dociekań na temat tego dlaczego lubimy sie bać i czy wciąż boimy się tych samych rzeczy.


Opowieści, w których pierwiastek grozy odegrał niemałą rolę nie są bynajmniej tworem współczesnym. O niesamowitych, budzących dreszcz przerażenia stworach możemy przeczytać już u Owidiusza. Starożytne wierzenia, nie tylko rzymskie czy greckie, pełne były demonów, pożerających ludzi potworów, syren (zgoła nie przypominających disnejowskiej Arielki), czy zjawopodobnych kreatur. W naszej rodzimej, słowiańskiej mitologii również roi się od budzących lęk demonów. Strach przed latawcami, południcami czy rusałkami został wyparty przez strach przed piekłem i Szatanem wraz z wyparciem wierzeń etnicznych przez Chrześcijaństwo.


Przepiękne ilustracje Pawła Zycha i Witolda Vargasa to tylko jeden z powodów dla których warto sięgnąć po Bestiariusz Słowiański. 

bestiariusz-slowianski-czyli-rzecz-o-skrzatach-wodnikach-i-rusalkach-b-iext43255028


Rodzi się straszydło

Wyrosłe z wierzeń ludowych mity były nijako kanwą kreacji najważniejszych/najbardziej spopularyzowanych istot straszących nas w powieściach grozy i późniejszym horrorze. Zanim jednak w XVIII wieu rozgorzał szał na gotycką powieść sentymentalną, z której zasadniczo wywodzą się dzisiejsze powieści grozy oraz horrory i zanim Walpole napisał Zamczysko w Otranto, ludzie karmili się grozą, jaką niosły ustne opowiastki (dziś być może powiedzielibyśmy legendy miejskie) snute wokół budzącego wiele emocji tematu śmierci.

Zasadniczo wszystko miało swój początek w złej śmierci. Zła śmierć to taka, która nie nastąpiła naturalnie. Stąd też powracające mary samobójców, topielców, czy ofiar morderstw. Wierzono, że których życie zostało przerwane ogniem, wodą, żelazem i sznurem stanowią większość powracających z zaświatów. Za pechowców, którzy mogą powrócić po śmierci, uważano także tych, którzy urodzili sie w czepku, o złej godzinie lub wykonywali określony zawód, np.kowala.Oczywiście wyróżniano duchy czyste i nieczyste. Powracający zmarli zawsze budzili strach. Nawet dziś welu ludzi przygotowuje się na apokalipsę zombie 😉 Pierwszy film o zombie Białe Zombie powstał w 1932 roku, a sam temat cieszy się sporym powodzeniem aż do dziś.

Zombie kiedyś i dziś – zbyt wiele się nie zmieniło

 

Postacie z powieści grozy, jak również te straszące nas dziś w horrorach, często mają swych protoplastów wywodzących się ze starych ludowych wierzeń. Prekursora wampira na przykład mozna upatrywać w opowieściach o przywoływaczach,grobnikach, pożeraczach, kołaczących, przeżuwaczach, czy dziewięciobójcach (Neuntöter). Przyznam, że wizja przeżuwacza, czyli zmarłego, który stopniowo pożera swój całun (stąd dziwne odgłosy dochądzące z trumy) przyprawia mnie o gęsią skórkę! Sylwetka wampira,taka jaką znamy ją dziś, wzięła swe początki z literackiej wizji Johna W.Polidoriego, autora Wampira oraz Brama Stokera, który napisał Draculę. U obu autorów wampir był postacią dostojną, wysoko urodzoną i w pewien sposób tragiczną. Jego postać wzbudza strach, lecz oprócz tego wznieca  fascynację. Nowożytny mit wampira powstały dzięki tym autorom w mniejszej lub większej formie przetrwał do dziś. Sam obraz postaci nie uległ ogromnej zmianie, szczególnie jeżeli przyjrzymy sie jej ewolucji w kinie.

Jak kształtował się obraz wampira w kinie

To, co się zmieniło to powstanie zupełnie nowych wampirycznych wariacji, na które możemy się natknąć w takich filmach, jak Underworld, Daybreakers czy 30 dni mroku(gdzie tak naprawdę zaciera się granica pomiędzy wampirami i zombie). Szczególnie w tym ostatnim filmie wampir nie przypomina już tej dystyngowanej bestii, którą był do tej pory – jej jakby z innego świata, a nawet z innej planety. Wampiry modernistyczne często też utraciły wykwintność na rzecz równie niepokojącej przyziemności. To, co obecnie wzbudza w nas strach to fakt, że coś z naszego najbliższego, najzwyczajniejszego otoczenia może być zagrożeniem – czymś innym niż w istocie nam się wydaje.

lostboysbrooke
Lost Boys, 1987

Istnieje również ważny aspekt wampiryzmu jaki stanowi specyficzna zmysłowość. Wampiry ukazywane były jako istoty namiętne i nie zmieniło się to od czasu, gdy Sheridan Le Fanu napisał w 1872 roku Carmillę. Namiętność i śmierć zawsze stanowiły wybuchową mieszankę. Pionierką gotyckiego romansu była Ann Radcliffe, autorka wydanych w 1794 roku Tajemnic Zamku Udolpho. Na tym gruncie nie zmieniło się wiele – spuścizna tego nurtu przecież powieśći Ann Rice, która stworzyła postać wampira Lestata, czy też seria niesławnego Zmierzchu.

1506

To, że wampir jest postacią tragiczną łatwo zauważyć. Przełom wieków XX i XXI przenosi ten tragizm w stronę dekadentyzmu. Wampir nabiera więcej cech ludzkich i zdaje sobie sprawę z etycznego wymiaru swojego istnienia. Coraz częściej mamy do czynienia z wampirami, które nie chcąc krzywdzić ludzi sa zmuszeni do nadaremnej walki ze swoją naturą.


To, czego niezmiennie baliśmy się na przestrzeni wieków to przede wszystkim to, czego nie potrafił ogarnąć nasz umysł. Na tym gruncie nie zmieniło się wiele, może poza pryzmatem postrzegania pewnych zjawisk, które i tak nawet dziś budzą sporo emocji. Strach przed Diabłem to aktualnie bardziej strach przed opętaniem, duchy, czarna magia i czarownice przybrały nieco inny wydźwięk. Wszystko to odarte z powłoki rzeczywistości (dziś raczej nikt nie wierzy w magię) nabrało bardziej fantastycznego charakteru. Motyw wiedźmy przetrwał do dziś, jednak sposób jego przedstawiania uległ wielkiej zmianie. „Współczesna” czarownica niekoniecznie musi być pokrytą brodawkami szpetną staruchą. ( à propos- dla lubiących dobre horrory polecam Autopsję Jane Doe 💀)

h0zktkpturbxy8wotzin2q2nmfin2uzmtbkntfkmdc4zgmwzwqyyji5os5qcgeslqmah80f3m0ds5mfzqmgzqhc
Egzorcyzmy Emily Rose

Tajemnice, dziwne zjawiska i mistycznie utkana rzeczywistość to coś, co zawsze budziło emocje. Czasami to właśnie niesamowita atmosfera potrafi wzbudzić więcej strachu niż dosłowne rzucanie w twarz krwawych obrazów. Mistrzem tworzenia niezwykłej, mrocznej aury w literaturze był Poe, spadkobierca nurtu gotyckiego i zarazem współtwórca tzw.Czarnego Romantyzmu, który zaisnpirował niezliczoną ilość innych twórców.

crisvector
Edgar Allan Poe (credit:CrisVector)

Mówiąc o jak wielki wpływ na odczuwanie strachu wywiera atmosfera nie sposób nie wspomnieć o Stephenie Kinge’u. Wprawdzie twórczość tego pisarza nie jest nasiąknięta typową dla powieści gotyckich aurą, jednakże King stworzył zupełnie nową jakość, która w głównej mierze opiera się na budowaniu specyficznego klimatu. U twórcy Lśnienia klimat ten polega na współistnieniu zwyczajności z zawoalowaną diabolicznością – tak jakby rzeczywistość miała podszewkę utkaną z niesamowitości, którą czasami można odwrócić na lewą stronę. King wprowadził horror do codzienności – pokazał nam, że równie przeraźliwe, jak znane nam dotąd potwory mogą być samochody, klauny a nawet własna babcia 😉


Stwory, potwory, mutanty i spółka

Poza rzeczami wykraczającymi poza ludzkie rozumienie ludzie od zawsze odczuwali lęk w stosunku do wszelkich wybryków natury. Tu nic się nie zmieniło, można jednak śmiało stwierdzić, że twórcy nurtu grozy zarówno w literaturze jak i w kinie stali sie o wiele odważniejsi i bardziej kreatywni (czasem zbyt nadgorliwi) jeżeli chodzi o kreowanie monstrów. Mitologia, folklor i stare legendy pełne są wzbudzających popłoch potworów jak chociażby harpie i smoki. Te, które są nieco bliższe współczesnym wyobrażeniom biorą swe początki z powieści stworzonych przez  Mary Shelley (Frankenstein), trochę poźniej przez Lovercrafta, który z kolei stworzył podwaliny pod nurt fantastyki naukowej.



Kolejnym aspektem istotnym w nurcie grozy jest utożsamianie brzydoty ze złem i wynikający stąd lęk przed szpetotą. Wykorzystał to już w 1932 Browning kręcąc szokujące jak na tamte czasy Dziwolągi. Dziś widoczną inspirację tym obrazem możemy odnaleźć w American Horror Story:Freaks. Poza tym mamy mnóstwo filmów, w których głównym źródłem lęku jet szeroko pojęta deformacja ciała (i przy tym symbolicznie człowieczeństwa) – od dziwolągów, przez mutanty aż do wytworów chorej wyobraźni, np.ludzkiej stonogi (Mary Shelley była pierwsza, jednak nie posunęła się aż tak daleko ;)). Inwencja w tworzeniu kreatur wydaje się być nieskończona. Rolą powieści grozy/horroru jest wzbudzanie silnych emocji, do jakich na pewno zalicza się wstręt. Odraza jako czynnik wywołujący lęk i niepokój to kanwa body horroru – wytwóru XX wieku. Produkcje takie jak Mucha, czy Martwica mózgu zapoczątkowały całą lawinę filmów stymulowanych niepokojem wywołanym przez obrzydzenie. Groza przybrała formę zniekształconych ciał, genetycznych mutacji, a także drastycznych obrazów ukazujących ludzkie ciało, łącznie(a może przede wszystkim) z trzewiami  w sposób, do jakiego nie przywykliśmy wcześniej.

Porównując American Horror Story z Dziwolągami nie można nie zauważyć daleko idących zapożyczeń:

the-fly
Mucha
3516858-freddy-freddy-krueger-33746737-500-614
Koszmar z ulicy Wiązów, 1984

Koszmar z ulicy Wiązów z niezapomnianą postacią Freddiego i Hellriser to kultowe obrazy kina grozy lat 80.

pans-labirynth
Labirynt Fauna- do kina grozy wprawdzie nie zaliczany, jednak maszkara godna najlepszego horroru

Meandry ludzkiego umysłu od zawsze stanowiły pewnego rodzaju zagadkę, a wiadomo, że ludzie boją się tego, czego nie znają. Stąd istniejąca od zawsze obawa w odniesieniu do ludzi o odmiennej kondycji umysłowej. W starożytności zaburzenia psychiczne utożsamiano z oznakami mistycznego uduchowienia bądź opętania, częściej jednak dopatrywano się choroby. Zmieniło się to w wiekach średnich i renesansie, w których w chorobę psychiczną wiązano z paktem z diabłem. Temat ten jest niewątpliwie koncepcyjny jeżeli chodzi o wszelkiego rodzaju grozę. Szaleńcy, paranoicy, schizofrenicy i psychopaci to postacie z niejednej strasznej historii, jaką zapewne byliśmy raczeni będąc dziećmi. Kto nie słyszał choć jednej takiej opowięści podczas wakacyjnej nocy spędzonej pod namiotem? Kto nie zastaniawiał się ile w takich opowieściach może być prawdy?


Prawdziwa, a przynajmniej wiarygodna, jest historia Elżbieta Bathory (brzmi znajomo? Oczywiście, Elżbieta była siostrzenicą naszego Stafana), która może być haniebnym wzorcem dla dotkniętych szaleństwem zbrodniarzy. Ulubionym zajęciem księżnej było zadawanie cierpień młodym, pięknym dziewczętom. Pamiętacie, że królowa Kleopatra lubiła kąpiele w mleku? Elżbieta wolała dziewiczą krew.Warto nadmienić, że był z nią spokrewniony słynący z okrucieństwa późnośredniowieczny władca Wołoszczyzny Wład Palownik, skądinąd pierwowzór Draculi Brama Stokera. 


Jedną z pierwszych literackich prób uchwycenia psychicznej dewiacji był, znany każdemu,  Doktor Jekyll i Pan Hyde Roberta Stevensona. Motyw szaleństwa połączonego z pierwiastkiem nadnaturalnym pojawia się też w Lśnieniu u Kinga. Temat ten został skwapliwie podjęty przez kino – możemy przyglądać się jego ewolucji począwszy od nakręconego w 1920 roku Gabinetu doktora Caligari, poprzez Psychozę Hitchcocka, do takich obrazów jak Milczenie Owiec. We współczesnym horrorze obok samego szaleństwa jako źródła lęku bardzo znamienny jest topos domu obłąkanych, który stanowi idealne ponure tło dla rozgrywających się wydarzeń. Jest to wyraźne odwołanie do wczesnych powięści gotyckich, w których takim tłem najczęściej były stare zamki i dwory. W obecnym nurcie grozy dotykającym tematu szaleństwa widoczne są silne inspiracje niekoniecznie zdrowymi na umyśle postaciami, które niechlubnie zasłynęły popełnionymi zbrodniami – taki Ed Gein na przykład komletował domowe wyposażenie ze skóry swoich ofiar, a John Wayne Gacy mordując przebierał sie za klauna…Brrrr To z kolei klejny ciekawy przykład w nowożytnym nurcie grozy – motyw klauna nasiąknął

Motyw szaleństwa połączony ze złudną niewinnością po raz pierwszy pojawił się w The Bad Seed z 1956 roku i jest wybornie kontynuowany do dziś, co możemy zresztą sami sprawdzić oglądając, np. Sierotę.

najwyraźniejsza inspiracja Geinem – Teksańska masakra piłą mechaniczną

hopkins
Milczenie Owiec, 1991

Zdaję sobie sprawę, że pośród wszystkich pozycji literackich i kinowych, powyższy przekrój jest zaledwie muśnięciem tematu, jednak mam nadzieję, że pomimo tej lakoniczności ukazuje ogólny zarys tego, jaką ewolucję przechodziła groza na przestrzeni lat.

Przy okazji – oglądaliście/czytaliście coś w temacie wartego polecenia?