Feminizm szminki i cellulitu

 

Chciałam sprawdzić co pokażą mi google kiedy wpiszę w wyszukiwarkę słowo feministka i wiecie co? Tak jak się pewnie domyślacie to, co ukazało się moim oczom było zbiorem zdjęć pań o wątpliwym powabie, w większości ze sporą otyłością oraz kretyńskich memów wyśmiewających feminizm. A więc to tak – feministka nie może być ładna.

Dziewczyna mojego znajomego nie goli się. Na swoim blogu wrzuca zdjęcia, na których pokazuje swoje tak niepasujące do współczesnych standardów piękna zdjęcia. Jest z nich zadowolona i jest ok. Pamiętam też inną blogerkę, która przestała golić nogi, ale jej brwi były zawsze idealnie wydepilowane…                                                                                          Na wielu innych feministycznych blogach spotykam się z wpisami traktującymi o tym, że wizerunek kobiecego ciała zakorzeniony w naszej kulturze nie ma nic wspólnego z tym, jakie to ciało jest naprawdę. Bo mamy włosy. Cellulit. Talie szersze niż 60 cm. Obwisłe piersi. Rozumiem to. Rozumiem to, ale…

Przecież wszyscy wiemy, jakie ciało jest naprawdę i od wieków próbujemy zrobić coś, aby lepiej się w nim czuć! To oczywiste, że człowiek wcale nie jest najpiękniejszym zwierzęciem – taka trochę łysa małpa, nic dziwnego więc, że od niepamiętnych czasów starał się trochę ten swój wizerunek podrasować. A to jakaś ładna szmatka, peruczka, szmineczka. I dotyczyło to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Zresztą kwestia niechcianego owłosienia też przecież dotyczy obu płci – na nieogolone kobiece nogi patrzymy w ten sam sposób, co na owłosione męskie plecy! Choć więc rozumiem cały ten zamęt wokół kobiecego nieogolonego łona, wychwalania cellulitu i boczków wydaje mi się,  że większość kobiet mając do wyboru być nieatrakcyjną feministką a atrakcyjną feministką  wybrałaby to drugie. Bo taka po prostu nasza natura – ego che zawsze dobrze wyglądać i mieć rację. No właśnie, słychać dużo ostatnio o tym, jak wzbiera trzecia fala feminizmu, który nie jest już feminizmem jaki znaliśmy do tej pory. Jeśli chodzi o mnie to czasami wydaje mi się, że niektórzy próbują na siłę przyklejać łatki tam gdzie jest to niepotrzebne. Więc jak to jest – czy nosząc makijaż i szpilki sprzeniewierzamy się feminizmowi? Otóż według zwolenniczek femizizmu szminkowego to właśnie wygląd jest jednym z elementów kobiecej siły. Ta Atrakcyjność przez duże A. Wydaje mi się, że w dużej części jest to zapewne odpowiedź na stereotyp „brzydkiej feministki”. Upraszczając – czy to, że jestem atrakcyjna zewnętrznie niweluje w jakiś sposób to, że wierzę w feministyczne ideały? Jasne,że nie. Trochę mnie wnerwiają te dywagacje bo znów wszystko kręci się wokół wyglądu, jakby to było centralnym punktem kobiecego wszechświata. Czy nie można do kwestii wyglądu podejść w normalny sposób i zacząć go traktować  tylko jako tylko jedną z wielu innych cech, z jakich składa się człowiek? Czy to, że robię makijaż od razu czyni mnie zniewoloną przez męski świat, bo najwidoczniej chcę się przypodobać samcom? Czy zaprzeczeniem tego musi być nowo wymyślona formuła femizmu, bo zamiast przyznać, że Tak, chcę dobrze wyglądać, wymyśla się wymówki, że to przecież z pobudek feministycznych. Ten punkt widzenia można jeszcze zrozumieć, ale dla mnie kompletnym hardkorem jest wymysł tzw. stiletto feminism, który akceptuje w swoich ramach sugestywne podkreślanie seksualności (dla przykładu mówimy to np. o pracy striptizerki). Cóż, chyba ktoś tu zapomniał o długoletniej walce feminizmu z uprzedmiotowieniem kobiet.

Według mnie nieumalowana i nieogolona babka z lekką nadwagą jak i wylaszczona na maksa Beyonce są takimi samymi feministkami. To jak wyglądasz nie ma znaczenia -znaczenie ma to jakim jesteś człowiekiem.

Reklamy

Komu potrzebny ten feminizm?

   Często słyszę, że feminizm w dzisiejszych czasach nie jest już potrzebny. Że skoro kobiety mają prawo głosu to wszystko gra. Że nikt nie zmusza ich do siedzenia w domu, że mogą robić karierę, rozwijać się i na równi z mężczyznami korzystać ze wszelkich dóbr, jakie oferuje świat. W końcu, że są ważniejsze rzeczy, którymi należy się zająć i że cały ten feminizm to rozdmuchiwanie problemów, których nie ma, nakręcanie społecznego napięcia i w ogóle to weź się feministko schowaj razem ze swoim cellulitem i włosami pod pachami (to ostateczny argument tych, co wiedzą lepiej czym jest feminizm).

Tak, ten wspaniały świat, w którym nie potrzebujemy feminizmu, jest dla kobiet istnym rajem. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia więcej kobiet w wieku 15-44 lata umiera na świecie na skutek przemocy niż na raka, malarię czy w wypadkach drogowych.

W krajach takich jak Turcja akty przemocy to codzienność prawie wszystkich kobiet. To, że zostaniesz pobita, bo nosisz szorty, biegasz w parku, czy wracasz sama do domu to prawie pewnik. Jeśli masz trochę mniej szczęścia to zostaniesz na dokładkę zgwałcona. „Szczęście” najwyraźniej omija też kobiety w Indiach gdzie do tej pory panuje kultura patriarchalnej opresji i poza dziewiędziesięcioma trzema gwałtami dziennie dochodzi również do oblewania kobiet kwasem i podpaleń oraz do przymusowego usuwania ciąży, kiedy wiadomo, że ma sie urodzić dziewczynka. Ostatnio sporo słychać o internetowej kampanii #AintNoCinderella, w której hinduskie kobiety próbowały przeciwstawić się chorym, obyczajowym standardom. Nie jestem kopciuszkiem, nie muszę być w domu przed północą – kampania jest odzewem na słowa Bhattiego, polityka jednej z największych partii, który powiedział, że kobiety nie powinny znajdować się po północy poza domem jeśli nie chcą być zgwałcone. Typowe odwrócenie ról – to ofiara jest winna, bo szlaja się po nochach. Mnie wydaje się, że raczej należy zrobić coś z problemem gwałcicieli zamiast zamykać w domu kobiety, żeby nie kusiły swoją obecnością, ale co ja tam wiem. Słowa Bhattiego przypomniały mi inne słowa, które padły z ust tureckiego tym razem polityka, a który to stwierdził, że kobiety nie powinny publicznie głośno się śmiać, bo to nieprzyzwoite. Z jego złotych ust padło również retoryczne pytanie Gdzie są nasze dziewczęta, które lekko się rumienią, opuszczają głowy i odwracają wzrok, kiedy patrzymy im w twarz, stając się tym samym symbolem czystości? Pozwólcie, że nie skomentuję tego, bo musiałabym sięgnąć po słowa, których słownik porządnej polszczyzny nie zawiera. Oczywiście wiele Turczynek wirtualnie zaśmiało się premierowi w twarz #kahkaha. 

 

Choć co chwilę słyszymy medialne doniesienia na temat ilości gwałtów popełnianych w Indiach, problem ten nie dotyczy jedynie tamtego rejonu świata. W statystykach odotyczących aktów przemocy seksualnej niechlubny prym wiodą Grenada, Nikaragua, Kostaryka i…Szwecja. Trzeba nadmienić jednak, że szweckie prawo definiuje pojęcie gwałtu szerzej, stąd tak wysokie miejsce w statystykach. Faktem jest, że wiele kobiet doznających przemocy wciąż milczy. Problem przemocy seksualnej w Indiach jest bardziej widoczny od 2012 roku, kiedy zgwałcona kobieta pochodząca z dobrze sytuowanej rodziny przerwała tamę milczenia. Kobiety zaczęły zgłaszać się na policję coraz mniej bojąc się stygmatyzacji.

Inną kwestą jest bagatelizowanie problemu – bo przecież to tylko gwałt. W Kenii za brutalny gwałt na szesnastoletniej dziewczynce sprawcy zostali ukarani…skoszeniem trawnika. Bezkarność może ośmielać do przemocy. Oczywiście kobieta jest sama sobie winna – bo jeśli spożywała alkohol, nosiła krótką spódnicę, czy znajdowała się sama w nocy poza domem, to nie może być kobietą „porzadną” stąd zasłużyła sobie na to, co ją spotkało. Nie dopatrujcie się tutaj sarkazmu – to tok myślenia wielu sędziów, którzy uniewinniają gwałcicieli. Codziennie tysiące kobiet jest bitych, gwałconych, poniżanych. Wielu z nich odmawia się prawa do godnego życia i decydowania o własnym losie. Wiele z nich nie ma pojęcia, że można życ inaczej – żyć bez strachu.

To wszystko dzieje się i dziać się będzie dopóki panować będzie przekonanie, że kobiety nic nie znaczą. I tu na początek przyda nam się ten cholerny feminizm. 

 

_97264267_mediaitem97264266

Seksizm codzienny, czyli krótka historia w obrazkach o tym, jak media krzywdziły kobiety #reklamy

Media od zawsze były nośnikiem, a także „utrwalaczem” pewnych idei. Niektórzy uważają, że media kreują rzeczywistość, jeszcze inni  twierdzą, że kreują ją w takim stopniu, na ile sami na to pozwolimy. Media w dużej części są odpowiedzialne za współtworzenie stereotypów, które sprzyjają  w ugruntowywaniu społecznych rół przypisywanych kobietom. Najbardziej widoczna jest tendencja do uprzedmiotowienia kobiet, skłonność do odmowy postrzegania ich na równi z mężczyznami oraz aprobata  gorszego traktowania, co wiąże się również z przemocą. Voilà – seksizm w pigułce!

Pośród wielu wizerunków kobiet najbardziej wyrazistym jest bez wątpienia  wizerunek gospodyni domowej. To, co wyrosło z seksistowskiego podejścia do płci ma swoje podłoże w TRADYCJI. Tak tłumaczą to zwolennicy kobiecej uległości, fanatycy religijni, czy po prostu zwykli mizogini. Tradycja daje podstawę do traktowania kobiety jako kucharki, niani i sprzątaczki. Dziś zabawne wydają się reklamy sprzed połowy wieku, w których wizerunek kobiety ograniczał się głównie do spełniania tych funkcji: gotowania i sprzątania.

darling
Nie przejmuj się kochanie, piwa nie przypaliłaś
mrrxi93jbox6gv-2
Więc im ciężej żona pracuje, tym bardziej uroczo wygląda

 

seksistowskie-reklamy-7-461fc130
Wymarzonyy prezent pod choinkę dla każdej kobiety XD

creditivysays

seksistowskie-reklamy-21108412
Nastały dobre czasy – teraz kobieta może wysługiwać się robotem kuchennym
547d7f8b5d258_p
Jak kobieta walczy z nudą?Odkurzaniem na przykład

Spora część reklam posiada w sobie ładunek nienawiści. Nie bójmy się stwierdzić, że reklamy, w których niepokojący sposób przedstawia się stosunek do kobiet to nic innego jak ciche przyzwolenie na przemoc. Model kobieta -ofiara i mężczyzna-zwycięzca/oprawca jest niestety wzięty z życia. Według przeprowadzonych przez Agencję Praw Podstawowych badań 33% kobiet po 15 roku życia doświadczyło przemocy fizycznej lub seksualnej ze strony mężczyzn, a aż 55% doświadczyło którejś z form molestowania seksualnego(badania dotyczyły krajów Unii Europejskiej).

ae04e6ab0a7eb23281926959ef1e5f7d

image

O reklamie D&G przedstawiającej nic innego jak wstęp do gwałtu było głośno. Co siedziało w głowach jej twórców można się tylko domyślać. Nie wiem jakim trzeba być człowiekiem, aby skusić się na korzystanie z marki, która reklamuje się w tak obrzydliwy sposób. Zastanawiające jest do jakiego segmentu odbiorców miałą trafić ta reklama – to przerażające, jeżeli na świecie istnieją mężczyźni, którzy mogliby być docelowym targetem czegoś sygnowanego przez gwałt i przemoc wobec kobiet. Teraz włoska marka ociepla swój wizerunek familijnymi reklamami odwołującymi się do wspólnoty i tradycji (znowu ta tradycja!;)). Cóż, niesmak pozostał.

img_2685_zpsc2a5253b

 

download

 

Akceptacja przemocy wobec kobiet to problem aktualny i niewygodny.Pamiętacie lekcję makijażu w marokańskiej telewizji?

 

 

Kolejna twarz kobiety w medialnych przekazach to ta, której celem życia jest być piękną i dobrze się ubierać. Wszystko po to, aby podobać sie mężczyźnie. To takie proste!

sexist-advertising-neiman-mareus

9cd092e56c93e921a96149b8b4f4d983

 

Kobiety, poza tym, że są piękne, są też nierozgarniete…

download-3

download-4
Tak proste,że nawet twoja żona potrafi włączyć

Uprzedmiotowienie w każdym calu – nie liczy się to kim jesteś. Liczy się twoje ciało (o ile jest piękne).

2-4-500x462
wszystko, co liczy się w kobiecie:ładne włosy, ładne oczy,ładne zęby…
i_love_ugly_08
Taka tam reklama biżuterii

robdob1

To tylko kilka reklam, na jakie natrafiłam pisząc poprzedni wpis dotyczący uprzedmiowienia kobiet. Jak widzicie nie są to jedynie reklamy sprzed pięćdziesięciu lat, na które teraz patrzymy z przymrużeniem oka.Problem nierównego traktowania płci jest jak najbardziej aktualny nawet dzisiaj, gdy już nikt nikomu nie kupuje odkurzaczy pod choinkę (chyba…miałam znajomego, który kupił dziewczynie zestaw patelni). Seksizm JEST, choć może nie występuje w każdym słowniku.

Kobiety przedmioty

Wydawać się może, że we współczesnym świecie nie istnieje coś takiego, jak zniewolenie, jednak prawda jest taka, że wiele kobiet wciąż zakutych jest w kajdany biedy i seksizmu. To jest ten gorszy rodzaj niewolnictwa, bo w złudnej wolności nie wiadomo nawet czemu się przeciwstawiać. Przeciwnik często nie ma twarzy i jest abstrakcyjną figurą – pochodną wielowiekowej tradycji patriachalnego znieważenia kobiet praktycznie w każdej dziedzinie życia. Społeczna apatia i przyzwolenie sprzyjają rozwojowi niemoralnych i często nielegalnych praktyk. Nie dotyczy to jedynie krajów, w których bieda nijako zmusza kobiety do sprzedawania swoich ciał. Problem ten występuje wszędzie – od Bangladeszu przez Polskę do Japonii. Seksualne niewolnictwo i jego „łagodniejsze” (nieoczywiste) formy można spotkać na każdym kroku. Oczywiście handel kobietami jest nielegalny, ale na inne formy wykorzystywania kobiet można już przymknąć oko. Nieregulowana prawem prostytucja, z której zyski czerpią sutenerzy, nie same prostytutki, to tylko czubek góry lodowej. Kobiety wciąż traktowane są jak przedmioty, a najwyraźniej można to zobaczyć zdając sobie sprawę z istnienia takich rzeczy, jak:

Seksniewolnictwo 

To się dzieje naprawdę – dorosłe kobiety, nastolatki, a także młodsze dziewczynki zmuszane są do praktyk seksualnych. Seksniewolnictwo to dochodowy biznes.W najwyższej cenie są dziewice, za które klienci są gotowi zapłacić niemałe pieniądze. Jest to proceder, który trudno namierzyć i wykryć, często dzieje się za zamkniętymi drzwiami, nierzadko same ofiary boją się zrobić cokolwiek, aby wyrwać się z tego koszmaru. Bywa, że zwabiona obietnicą pracy dziewczyna opuzcza granice swojego kraju, aby rozpocząć nowe życie w „lepszym świecie”. Nastepnie musi spłacić  rzekomy dług, jaki zaciągnęła na swój przyjazd. Wiadomo jak. „Spłacanie długu”  może trwać latami, zdarza się, że ofiara jest w stanie spłacić go szybciej ściągając na swoje miejsce  kolejną osobę.

8b5f5cfc79da55a49cd0f46868f5a56f640000
Seksniewolnictwo? Nie musimy szukać daleko 😦

Przymusowe małżeństwa

Przymusowe małżeństwa to także seksniewolnictwo, jednak przykryte  zasłoną legalności lub religii. Usprawiedliwone zło nadal jest złem nieważne jaka legislacja reguluje jego istnienie. W kulturze islamskiej zmuszanie młodych dziewcząt do małżeństwa jest na porządku dziennym. Większość takich ujawnionych  małżeństw dotyczy Pakistanu. Następne w kolejce są Bangladesz, Indie, Afganistan, Somalia i Turcja. Aranżowane małżeństwa to  nie tylko kwestia religii, to przede wszystkim głęboko zakorzenione w tradycji posłuszeństwo kobiet wobec ich rodzin i poddańcza postawa wobec mężczyzn w ogóle, ale nie można nie zauważać faktu, że to Mohamet zawarł związek z 9-letnią Aiszą (lub 12-letnią, jak podają inne źródła), a wiemy, że fanatyczne bydło proroka chce naśladować. Tak więc mamy proroka pedofila i tysiąc czterysta lat od powstania islamu nadal widzimy starych dziadów kładących swe zboczone łapska na małych dziewczynkach. A wszystko zgodnie z prawem i po bożemu. Oczywiście, sprowadzanie małżeństw z nieletnimi tylko i wyłącznie do problemu islamskiego byłoby niefortunnym  uproszczeniem, aczkolwiek nie można nie zauważyć, że to w tej kulturze właśnie kwestia ta jest najbardziej widoczna. W Europie problem ten najbardziej dostrzegalny jest w społeczności cygańskiej.

 

maloletnia
Wybaczcie, ale tego zdjęcia nie mogę opisać inaczej, jak tylko: chcę mi się rzygać, gdy na to patrzę!

Seksualne uprzedmiotowienie

Patriarchalny system społeczny jest źródłem opresji wobec kobiet od wieków. Utrwalanie obrazu kobiety jako obiektu seksualnego sprzyja patologicznym zachowaniom i oswaja z podejściem, że można coś dostać w zamian za ciało. Podmiot (ludzki) staje się przedmiotem, który można kupić, nabyć, zagarnąć. Przedmiot nie ma uczuć, z którymi należy się liczyć, służy jedynie do zaspokajania potrzeb.

c80c6ef60fb42d0de18dbfbd2676b0ba

Same kobiety często gubią się w swojej cielesności. Kiedy odkrywają swoją seksualność zdarza się, że zbyt mocno epatują wdziękami, ale to jest tylko to, do czego przygotowywane były przez społeczeństwo, bo przecież od najmłodszych lat uczone były aby wyglądać pięknie i kusząco i tym samym sprawiać przyjemność mężczyźnie (Nie chodzi tu o jedynie o chęć, by wyglądać dobrze -jak wiadomo ego zawsze chce dobrze wyglądać i mieć rację- to dotyczy obu płci). Karmione bajkami, w których piękne księżniczki zasługiwały na miłość tylko dzięki swej urodzie, a jeszcze inne śliczne niewiasty nagradzane były w jedyny sposób, jaki może satysfakcjonować kobietę- małżeństwem z księciem. Jest takie przekonanie, o którym nikt głośo nie powie, ale które wyczuwa się podskórnie: że kobieta nieatrakcyjna fizycznie to kobieta mniej wartościowa. Jak dużo czasu nam potrzeba, abyśmy zrozumiały, że poza ciałem mamy dużo więcej?

thisssssssssss

 

tomford2
Tom Ford: obciach level 10

Kobiety z braku poczucia wartości, szukają jej substytutu w zewnętrznych aspektach swojego wyglądu. Prowadzi to do samouprzedmiotowienia. Widać to szczególnie w przypadku młodych dziewcząt, które wyzywającym strojem tuszują brak pewności siebie.  Kobiecość dojrzała natomiast nie potrzebuje potwierdzenia swojej wartości w pożądliwych spojrzeniach mężczyzn, ani w zazdrosnych spojrzeniach innych kobet. Kobiecość dojrzała zdaje sobie sprawę ze swojej siły i z tego, że bynajmniej nie wypływa ona z wielkich piersi i smukłych ud. To tak samo, jak w przypadku mężczyzn duży penis nie świadczy o tym, że jesteś spoko gościem. W obu przypadkach są to przymioty, które dodają nam „powabu” (hehe) , ale wiemy, że w gruncie rzeczy nie mają żadnego znaczenia.

Czy jest coś smutniejszego od obrazu roznegliżowanych, ponumerowanych dziewcząt stojących w szeregu i szczerzących się do oceniających je jurorów?

1095559-wybory-miss-pg-technikalia-13

Uprzedmiotowienie kobiet ma nie tylko aspekt seksualny. Dotyczyć może każdej innej dziedziny życia, jako że w naszej kulturze  utarło się, że kobieta jest jedynie dodatkiem do mężczyzny, a więc jest nie jest postrzegana jako istota sprawcza (podmiot), a raczej jako  „niepełny człowiek” (przedmiot). Zauważmy, że większość wytworów kultury nadal stawia mężczyznę na pierwszym miejscu. Po pierwsze jako podmiot danego dzieła/utworu, w którym kobieta co najwyżej może być ciekawym dodatkiem. Po drugie jako odbiorcę, wszak większość produktów kultury kierowana jest do mężczyzn właśnie. Kryteria oceny kobiet są inne niż w przypadku mężczyzn, co wynika z zakorzenionego w kulturze stereotypu, że kobieta powinna być piękna i dobra, a mężczyzna mądry i silny. Tym samym w przypadku kobiet wygląd przekłada się na to im się jest.

 

Media pomagają w kształtowaniu przeseksualizowanych wzorców kobiecych przesiąkniętych kiczem i tandetą. Przykładem może być główny nurt muzyczny, który prawie w ogóle pozbawiony jest wartości artystycznych. Ot, taka pop-kultura z naciskiem na pop. Triumfy świecą odziane w róż silikonowe piosenkarki, muzyczne klipy, w których bardziej niż o muzykę chodzi o pokazanie kawałka gołej dupy, czy „seksowne” ubijanie masła ( LOL!). Jeżeli ktoś ma ochotę, niech włączy sobie kanał tematyczny, nie rozumiem tego serwowania softpornografii w muzyce (nawet jeśli jest to muzyka przez małe „m”).

Pomimo sporego postępu w kwestii praw kobiet, jaki nastąpił w ostatnich latach, problem uprzedmiotawiania nadal pozostaje aktualny i nic się w tej sferze nie zmieni dopóki nie przyczynimy się wzrostu świadomości jego istnienia. Na początek możemy zacząć od siebie- jako kobiety zacznijmy wreszcie traktować siebie poważnie. Jeżeli jesteśmy mężczyznami zacznijmy patrzeć na kobiety przez pryzmat inny niż cielesność. Na początek wystarczy zwykły pryzmat człowieczeństwa 😉

Kobiety, które nie lubią kobiet

Podobno w piekle jest osobne miejsce dla kobiet, które nie pomagały innym kobietom. Tak przynajmniej twierdzi Madeleine Albright, a ja jej wierzę 😉

Kobiety, które same siebie nie postrzegają jako feministek, te drugie często określają mianem feminazistek (co to qrwa znaczy?!). Uważają, że feminizm owszem, był potrzebny, ale jakieś sto lat temu, bo teraz przecież wszystko jest OK. Wielkie dzięki XIX wiecznym sufrażystkom, ale teraz nic już po nich. Bo kobiety mogą głosować (poza kilkoma egzotecznymi krajami, o których nie warto nawet wspominać, bo co nas to obchodzi) i nie ma nierówności, a głupie, wąsate i grube feministki wymyślają sobie problemy, gdy znudzi im się zabawa z kotem  (bo każda feminazistka ma kota zamiast faceta).

Jak jest w rzeczywistości, czy współczesne feministki rzeczywiście krzyczą o problemach, których nie ma?

Kobieta to istota wolna, więc może robić, co jej się żywnie podoba. Tak, jak facet. Jednak to nie 70% mężczyzn spotyka się codziennie z problemem molestowania seksualnego. To nie mężczyźni podpisując kontrakt w nowej pracy często są obligowani do zaakceptowania klauzuli, że w ciągu najbliższego roku nie pójdą na urlop ojcowski. To nie facet nazywany jest kurwą i szmatą, kiedy sypia z więcej niż jedną partnerką bo akurat nie ma ochoty na stały związek. To nie facet nazywany jest wyrodnym ojcem, kiedy z własnego wyboru kontynuuje karierę zawodową zamiast opiekować się dzieckiem w domu.

Zakorzeniony w społeczeństwie patriarchalizm zbiera żniwo w kobiecej niechęci do własnej płci, zazdrości wobec innych kobiet i ich zaniżonym poczuciu własnej wartośći. Wiele kobiet uważa swoją płeć za słabszą i mniej zdolną. Wiele kobiet nie traktuje serio innych kobiet, uważając, że i tak w tym co robią nie przebiją mężczyzn. Przypomina mi się autentyczna historia, w której rozglądająca się w księgarni dziewczyna sięga po interesująco wyglądającą książkę, po czym szybko cofa rękę mówiąc „A nie, to chyba baba napisała”. Takie niesłuszne podejście dotyczy niestety wielu innych dziedzin, jak choćby nauki ścisłe, reżyseria filmowa, muzyka…

To bardzo smutne, jak my kobiety potrafimy szkodzić same sobie. Pomyślmy o tym, jak wiele mogłybyśmy osiągnąć, gdyby zamiast zawiści kierowała nami potrzeba wzajemnego wspierania się. Następnym razem, kiedy będziesz chciała powiedzieć głupia baba, pomyśl, że to taka sama kobieta jak ty – może z takimi samymi marzeniami, talentami, lękami i nadziejami. Nie głupia baba*, a pełnowartościowy człowiek.

untitled-1

* ok,feministycznie przyznaję, że takie też istnieją, jako,że liczba idiotów po obu stronach genderowej barykada jest taka sama ;P

Żona doskonała

Instytucja małżeństwa jakoś w ogóle mnie nie kręci, ale rozumiem, że dla innych fakt zawarcia takiego związku może być czymś wyjątkowym. Niech każdy robi to, co lubi. To, czego nie rozumiem, to ciągłe traktowanie małżeństwa jako pola, na którym kobieta ma szanse spełnić się jako żona. Zupełnie, jakby tylko do bycia żoną sprowadzała się istota egzystencji kobiet. Bycie żoną w tym wypadku, to nie tylko zmiana statusu matrymonialnego, ale przede wszystkim spełnianie się w określonej roli społecznej poprzez  wypełnianie określonych powinności i obowiązków. Nie muszę dodawać, że wszystko to jest nadal głęboko zakorzenione w dogmatycznej religijności.

Bóg, mąż, dzieci, dom, żona. 

To nie wyliczanka, a kolejność priorytetów, które według niektórych  powinny obowiązywać w małżeństwie. Nie wymyśliłam sobie tego, to autentyk zaczerpnięty z jednego z blogów, które, przyznaję, w dziwny sposób mnie fascynują. Nie krytykuję tego, że ktoś wierzy, jego sprawa, ale stawianie potrzeb męża ponad potrzebami dzieci (szczególnie małych) wydaje mi się nieco poronionym pomysłem. Tak samo, jak stawianie samej siebie na szarym końcu małżeńskiej hierarchii. Wiadomo, że jeżeli nie damy o swoje własne potrzeby, nie potrafimy też zadbać o potrzeby innych, lub stajemy się domowymi męczennicami, które wewnętrzną pustkę maskują wymuszonym uśmiechem.

Żona to wizytówka męża

Kiedy słyszę coś takiego, to po prostu szlag mnie trafia! Szczególnie, jeżeli ten zwrot wypowiadany jest kobiecymi ustami. Czy można jeszcze bardziej uprzedmiotowić kobietę?!  Kiedy czytam różne fora, na których dziewczyny wypowiadają się na temat tego, że należy o siebie dbać, przede wszystkim dla swojego mężczyzny, aby mógłby być dumny, z takiej kobiety u swego boku, to po prostu nie wierzę. Nie wierzę, że w XXI wieku są jeszcze kobiety, które same sieie wpisują w rolę pięknego dodatku do mężczyzny.

Żona to przede wszystkim wsparcie dla męża (nie odwrotnie!)

Jeżeli jesteś żoną, to musisz:

  • zadbać o to, by twój mężczyzna zawsze czuł się dobrze w domu (nakarm i posprzątaj!)
  • zadbać o to, aby miał czas na realizację swoich planów zawodowych i osobistych
  • zawsze wyglądać atrakcyjnie, aby twój mężczyzna był dumny z posiadania zadbanej połówki (jeszcze lepiej, żeby wszyscy kumple mu ciebie zazdrościli)
  • nauczyć się kontrolować swoje osobiste wydatki (szczególnie na takie głupoty, jak kosmetyki, perfumy, czy nowe ubrania – przecież i tak rzadko wychodzisz z domu, bo cóż masz robić poza domem?)
  • zapomnieć o swojej karierze zawodowej, ewentualnie znaleźć sobie coś na 1/4 etatu, tak aby nie zaniedbywać domu i dzieci
  • dbać o dobre imię współmałżonka w każdej sytuacji (czyli nawet jak strzeli ci z liścia, bo zupa była za słona, to nie wspominaj o tym nikomu, bo po co burzyć tę wspaniałą małżeńską harmonię)
  • przyjąć jego nazwisko, by być tylko być jego i być mu poddaną
  • być gotowa na wiele wyrzeczeń

Poza tym bycie żoną to taki prestiż .Spójrzcie, mam obrączkę! Cóż to oznacza? Że mam męża! Rozumiecie? Mam MĘŻĄ- cudownie! (kolejny autentyk ). Singielki, stare panny i rozwódki to taki trochę gorszy sort kobiet. Nie są niczyimi wizytówkami. A niezamężne, ale w związku to trochę takie kokoty i do tego żyjące w grzechu.

Bardzo interesujące i na czasie ( ;P ) są również odniesienia do listów księżnej Zamoyskiej do swojej córki, na które natknęłam się na jakimś blogu. Od czasów księżnej upłynęło jakieś dwieście lat, wydawać by się mogło, że czasy nieco się zmieniły, jednak najwyraźniej niektórzy wciąż uważają te przestarzałe pryncypia za wyznacznik małżeńskiego szczęścia.

Otóż jako narzeczona przygotowująca się do bycia żoną powinnaś:

  • być ozdobą swojego męża (ha!znów ta wizytówka!)
  • być zawsze łagodną, jako, że jest to najpiękniejsza cecha kobiety
  • nie narzekać!
  • robić wszystko za zgodą i poradą swojego mężą ( „Tak w drobnych jak w większych zdarzeniach nic nie czyń bez jego porady; twoje projekta, twoje życzenia, twoje nadzieje niech zawsze jemu będą poddane i powierzone(…))
  • skupić się na uszczęśliwianiu swojego męża
  • wypełniać swoje powołanie jako żony  – „wypełniaj wiernie obowiązki położenia, w jakiem cię Bóg umieścił”

Rozumiem mechanizm sprowadzania męskości i kobiecości do określonych ról społecznych i przyznaję, że nie zawsze mi się to podoba i nie zawsze wydaje mi się to uczciwe. Matka, córka, żona, kochanka. Dlaczego według nektórych kobieta nie może być po prostu człowiekiem?

 

ikona:gfxtrra.com

Czym nie jest feminizm

Ostatnio dość często zdarza mi się usłyszeć pytania, komentarze, czy po prostu być świadkiem rozmów, które wprawiają mnie w konsternację. Dotyczą one szeroko pojętego feminizmu, a raczej tego, co niektóre osoby za feminizm uważają. Wystrzelmy na początek z suchej definicji, aby mieć pewność, że mówimy o tej samej rzeczy:

Feminizm to nie tylko ideologia, to również ruch społeczny i polityczny, kulturowy i intelektualny związany z równouprawnieniem kobiet. Feminizm pierwszej fali dotykał głównie spraw edukacji i zmian prawa, natomiast feminizm drugiej fali dotyczy bardziej złożonych kwestii, jak równouprawnienie na rynku i pracy, aborcja, szeroko pojęta kobieca seksualność. Wyróżnia sie też trzecią falę ruchu feministycznego, który uogólniając jest połączeniem ruchu feministycznego ze współczesnymi nurtami teorii społecznych. Feminizm stawia przed sobą wiele celów i wiele z nich może się od siebie znacząco różnić, jako, że na ruch feministyczne składają się nurty zarówno umiarkowane i rewolucyjne. Tym, co łączy je wszystkie jest przekonanie, że kobiety są (w mniejszym lub większym stopniu) społecznie dyskryminowane i że należy to zmienić. Tyle w skrócie.

3a04a8216eaf8b660e94f9a6a1f10337

Czym feminizm nie jest? Nie jest ruchem mającym na celu dyskredytowanie mężczyzn. Feminizm to ruch dążący do poprawy sytuacji kobiet.Oczywiście jest to problem wielowarstwowy, bo i sytuacja kobiet na całym świecie różni się znacząco. Kobiety w Europie, czy w Ameryce osiągnęły już sporo w kwestii równouprawnienia. Mogą głosować, praktycznie mogą pracować gdzie im sie podoba, mogą wybrać ścieżkę kariery jaka tylko przyjdzie im do głowy. To w teorii, bo tak naprawdę w społeczeństwie wciąż dominuje przekonanie albo kariera, albo dom (dziwne, że problem ten nie dotyczy mężczyzn, prawda?). Często kobiety, które nie chcą rezygnować ani z pracy zawodowej, ani z założenia rodziny, harują jak oślice, bo przecież ktoś musi zająć się domem, gotowaniem, sprzątaniem i dziećmi po godzinach pracy. Niestety często obowiązki te przypadają tylko „pani domu”. Ktoś może powiedzieć, że wymyślamy sobie problemy, bo przecież w takiej Arabii Saudyjskiej, czy krajach afrykańskich jest dużo gorzej i tak naprawdę to właśnie tam kobiety nie mają żadnych praw. Oczywiście, zgadazm się z tym i uważam się za szczęściarę, że urodziłam się w kraju, w którym mogę sama wyjść na ulicę, mogę prowadzić auto (!), wybrać pracę, jaka mi się podoba, nie muszę wychodzić za mąż, gdy nie mam na to ochoty i nikt mnie do tego nie zmusi. Przyznaję, nie jest źle, jednak często kobiety gubią się pomiędzy tym, co nazywa się  powinnością, a prawami, które im się należą, jak każdemu innemu człowiekowi.

Jako kobieta i człowiek mam prawo do:

  • decydowania o stylu swojego życia
  • decydowaniu o własnym ciele
  • niezależności ekonomicznej
  • dzielenia obowiązków domowych na równi z mężem/partnerem
  • rezygnowania z posiadania dzieci, jeśli nie czuję takiej potrzeby
  • identycznych zarobków za wykonywanie tej samej pracy co mężczyzna

Jako kobieta i człowiek nie muszę:

  • czuć się winna/gorsza, że nie lubię gotować i sprzątać (lol)
  • wybierać pomiędzy rodziną a karierą
  • w związku przedkładać potrzeb mężczyzny ponad swoje własne – ani swoich ponad potrzeby mężczyzny (tak, równość właśnie!)

To wszystko wygląda bardzo klarownie i rozsądnie, jednak codzienność zbyt często weryfikuje moje przekonania na temat kobiet i ich samoświadomości. Czasami myślę, że kobiety same sobie podstawiają kłody pod nogi. Niedawno uczestniczyłam w takiej oto rozmowie – pewna kobieta opowiadała, jak to jej syn nie potrafi znaleźć sobie ODPOWIEDNIEJ dziewczyny, bo przyzwyczajony jest, że w domu o wszystko dbała mama, było zawsze posprzątane, obiad podany na czas itd. Najwyraźniej dziewczyny, z którymi się umawiał miały inne rzeczy na głowie ( 😉 ). Inna kobieta z wyrazem troski na twarzy stwierdziła, że skoro syn mieszka w USA to normalne, bo „one są inne, nie lubią sprzątać, ani gotować”. W trakcie tego wywodu trochę mną wstrząsnęło i powiedziałam, że sprzątanie i gotowanie też do moich pasji nie należą i wcale nie uważam się z tego powodu za kobietę upośledzoną, albo za taką trochę „mniej kobietę”. Dziewczyny te spodziewałay się, że będę przytakiwać im utyskiwaniom na rozwydrzone Amerykanki, bo przecież też pochodzę z Europy bardziej Wschodniej niż Zachodniej (ja rozróżniam położenie geograficzne i mentalne), gdzie tak bardzo szanuje się tradycję, gdzie kobieta jest opiekunem domowego ogniska. „Jesteś feministką? ” usłyszałam pytanie i w jakiś sposób zasmuciło mnie to. Poczułam, że zostałam odebrana jako kobieta w pewnym sensie niepełna, jakby z pewnym wrodzonym brakiem – bo jak mogę w pełni uważać się za kobietę, kiedy po pracy zamiast zająć sie ogarnianiem miłosnego gniazdka i pichceniem dla ukochanego, wolę  np. otworzyć piwo i obejrzeć jakiś koncert?  Dodam, że dziewczyny te sprawiały wrażenie raczej ogarniętych, były aktywne zawodowo, jedna z nich nadal studiuje. A jednak, gdzieś pod skórą cały czas wyczuwalne jest to odwieczne przeświadczenie, że kobieta to jednak tylko takie dopełnienie swojego mężczyzny. Smutne. (Na podobną rzecz natknęłam się czytając jakieś przypadkowe blogi – od jednego po prostu nie mogłam sie oderwać! Dziewczyna, która sama siebie klasyfikuje jako wizytówkę swojego męża i  żonę przede wszystkim, ale temu chyba poświęcę osobny wpis, bo jest o czym pisać!). Kiedyś wdałam się w dyskusję na temat randek i  związków i znów zostałam zapytana „Jesteś feministką?”. Nie uważam bowiem, że to mężczyzna powinien płacić za kobietę. Moim zdaniem czasy, kiedy kobiety były finansowo zależne od mężczyzn przeszły dawno do lamusa, więc utrzymywanie tych sztucznych form, jest według mnie głupie i krzywdzące dla kobiet. Owszem, nie mam nic przeciwko temu, że ktoś postawi mi piwo, ale następnym razem płacę ja. Proste. Bawią mnie dziewczyny, które uważają się za oświecone i nowoczesne, mówią o sobie, że są feministkami, a po pierwszej randce z facetem narzekają, że „nawet nie zapłacił za jej taksówkę do domu”. Równość powinna być równością zawsze, nie tylko tam, gdzie akurat komuś w danej chwili pasuje. Z tych śmieszno-tragicznych rzeczy pamiętam również, jak jedna z moich znajomych twierdziła, że nie zostawi dziecka samego z mężem, bo „przecież facet nie potrafi opiekować się dziećmi”. Cóż, jesteśmy tym, czym nasiąkamy przez całe życie i do nas należy, aby oduczyć się tego, co było nam przez lata niesłusznie wmawiane.

thais-godinho

 

ikona:gaiadergi