Powakacyjny spleen

 

Prawie siedem tysięcy kilometrów przejechanych motorem w niecałe trzy tygodnie, dziesięć krajów i z tysiąc spróbowanych piw. Wyszukiwanie najlepszych wegetariańskich restauracji i obżeranie się świeżo zerwanymi figami. Pływanie w morzu nieopodal starego kamiennego miasteczka przy zachodzącym słońcu z jednej i wschodzącym księżycu z drugiej strony. Noc spędzona w pokoju nad starym pubem w średniowiecznym mieście, które wygląda, jak wyjęte z bajki. Niekończące wpatrywanie się w gwiazdy i wiele innych rzeczy, za którymi będę tęsknić w deszczowym Dublinie.

Te wakacje były niesamowite, tym bardziej więc powrót do rzeczywistości nie okazał się czymś łatwym. Problem ‚jak wrócić do rzeczywistości’ dotyczy większosci ludzi, których znam, stąd oto kilka moich sposobów na to jak radzić sobie z obniżonym powakacyjnym nastrojem.

Ale zanim się rozpiszę – spójrzcie tylko na Bruges – czyż nie jest to najpiękniejszy zakątek na świecie?!

water-710561_960_720
Bruge: miłość od pierwszego wejrzenia ❤

Spotykaj się z ludźmi

Kiedy za oknem coraz więcej jesieni, mam ochotę wskoczyć pod koc z jakąś grubą poweścią i nie wychylać głowy przez następne trzy miesiące. Kuszące, ale nawet tak przeobrzydły introwertyk jak ja wie, jak ważne jest obcowanie z innymi ludźmi. Szczególnie w okresie powakacyjnego spleenu. Wyskoczenie do kina, wspólny wieczorny spacer, wspólne ugotowanie kolacji, czy smakowanie nowych piw w ulubionym pubie ma udowodnione działanie terapeutyczne 😉

Planuj i zarządzaj sobą

Kiedy nie jesteś w pracy masz całe 24 godziny na to by zająć się wszystkimi rzeczami na jakie przyjdzie ci ochota. Kiedy wakacje się kończą twój zasób czasu jest również mocno ograniczony i niestety nic nie można na to poradzić, ale to właśnie sposób w jaki to ugryziesz ma ogromny wpływ na twoją efektywność. Nigdy nie byłam zwolenniczką planowania wszystkiego, ale jeżeli rysuje się przede mną stos rzeczy, którymi muszę się zająć, jest to najlepszy sposób. Ponadto planowanie zadań pozwala oszczędzić dużo czasu, które możemy wykorzystać na rzeczy, które lubimy robić najbardziej.

21731080_10155198958209514_8983506740326287792_n

Wstawaj wcześniej

Nie należę do rannych ptaszków, ale zdążyłam przekonać się, jak wiele rzeczy udaje mi się zrobić, kiedy zdołam wykraść porankowi te ekstra dwie godziny. Czasami warto wskoczyć do łóżka o normalnej porze i zamiast następnego dnia gnić do południa, zająć się czymś dla nas ważnym. Pomyśl, że jeżeli rano uda Ci się zrobić większość rzeczy zaplanowanych na dany dzień, to właściwie wieczór należy już tylko do Ciebie i tej butelki wina schowanej w lodówce!

Ruszaj się!

Żadna nowa folozofia – endorfiny, endorfiny i jeszcze raz endorfiny! Nie ma nic lepszego na obniżony nastrój niż porządnie dać sobie po dupie czy to na siłowni, czy biegając w parku – co kto lubi. Konkretny wycisk to taka lokata w życiową energię i witalność.

Przyjemnośći

Poświęć przynajmniej godzinę dziennie na to, co lubisz robić najbardziej. Jeżeli nie masz czasu – tak, jak pisałam wyżej-wstań wcześniej i najpierw zrób to, co musisz zrobić. Dla mnie dzień bez książki jest dniem straconym, ale jasne, że zdarza mi się mieć dni, kiedy książka tylko smutno patrzy na mnie z nocnej szafki. Niestety, między pełnoetatową pracą i pełnoetatowym wieloletnim związkiem, planowaniem wszystkiego w swojej właśnie powstającej firmie, regularnym treningami na siłowni oraz dopiero co zaczętą nauką jogi, próbami zostania w końcu wybitną literatką i profesjonalną rysowniczką i tym cholernym niemieckim, którego już chyba nigdy się nie nauczę (😂) czasami brakuje mi tej godziny na książkę. A szkoda, bo właśnie dorwałam Jesień średniowiecza Huizingi, jest bardzo porywająca i wszystkim polecam!

Muszę przyznać, że z powakacyjną depresją jest mi o tyle łatwiej, że najbardziej w świecie kocham jesień, a ta właśnie się zaczyna. Nie mimozami, jak pisał Tuwim, a słotą i spadkiem temperatury do 11 stopni. Ale dobre i to, w końcu to nie przedwojenna Warszawa, tylko najbardziej mżyste miasto świata 😉

 

 

 

 

Reklamy

Spokój

Postanowiłam stworzyć nową kategorię na blogu – w końcu to mój blog i mogę na nim pisać o czym tylko mi się podoba.  Podróż wgłąb siebie to miejsce, w którym będę pisać trochę o  samorozwoju, trochę o samoakceptacji, a trochę o walce z demonami, które każdy z nas ma w swojej głowie.

Ostatnie miesiące nie były dla mnie łatwe. Zmiana pracy na bardziej odpowiedzialną oraz utrata dwóch bliskich mi osób spowodowały  obniżony nastrój, brak wiary w przyszłość i siebie, stres, nerwowość, bezsenność…Wiem, ze każdy z nas czuje się w ten sposób od czasu do czasu i wiem, jak ważne jest aby radzić sobie z podobnymi stanami.

 Jak więc osiągnąć spokój i harmonię? 

Jedna recepta nie istnieje, ale wiem, co w takich sytuacjach pomaga mi. Jest to  chwila tylko dla mnie – bardzo ważne jest, aby w ciągu każdego dnia znaleźć taki moment tylko dla siebie. Moment, w którym wyciszymy myśli i skupimy się na swoich emocjach. Taka chwila wytchnienia pozwoli na szybsze uporanie się ze stresującymi sytuacjami. U mnie najlepiej sprawdza się:

  • Chwila przy książce 

Zatopienie się w literaturze pomaga wyluzować – to wiem na pewno. Przy dobrej powieści można zapomnieć o całym świecie, nie mówiąc już o gryzących nas bolączkach. Kiedy rzeczywistość staje się zbyt męczące można na moment wstąpić w inną, tę książkową.

dsc_9448-copy

 

 

 

 

 

 

 

  • Ucieczka w ulubioną muzykę

Muzyka to balsam dla duszy. Każdy wie, że ma działanie rozluźniające i wpływa neutralizująco na stres. Wieczór z kieliszkiem wina przy dźwiękach ulubionej płyty może uratować nawet najbardziej nieudany dzień.

dsc_9447-copy

 

 

 

 

 

 

 

  • Bliskość natury

Czy jest coś, co może równać się z tym? ⇓

Za każdym razem, gdy uciekam z centrum miasta czuję, że wszytko, co za sobą zostawiam przestaje mieć znaczenie. Wszelkie problemy blekną wobec majestatu przyrody. Spacery i dłuższe wycieczki mają niewątpliwie działanie terapeutyczne – potwierdzone info 😉

  •  Koncerty

W moim przypadku te cięższego kalibru, na których można wyrzucić z siebie (a nawet wyryczeć!) wszystkie złe emocje, napięcie i stres to istne katharsis dla duszy. Czasami po takim porządnym występie ulubionej kapeli naprawdę czuję się o dziesięć lat młodsza 😉

10885159_574843642660293_3932641160118403349_n

 

 

 

 

 

 

  • Wysiłek fizyczny

Siłownia, bieganie, a nawet joga – sprawdzi się cokolwiek, co pomoże ruszyć tyłek z kanapy i napakuje nas w niezbędny zapas endorfin. Kiedy „męczymy” nasze ciało umysł wyłącza się i odpoczywa. Ot cała magia.

  • Prowadzenie „dziennika uczuć”

Warto notować każdego wieczoru wszystkie pozytywne rzeczy, które miały mejsce danego dnia. Mogą być to nawet największe błahostki, jak miła rozmowa z nowo poznaną osobą, usłyszany komlement, pyszny deser, lub coś, co udało nam się zrobić…Możliwości jest naprawdę wiele. Ponadto codzienne wyłapywanie takich rzeczy ćwiczy nas w utrzymywaniu pozytywnego myślenia, a jak wiadomo to podstawa do osiągnięcia wewnętrznej pogody.writing-1209121_960_720

 

 

 

 

 

 

  • Robienie tego, co się lubi -po prostu.

Jest wiele rzeczy, które lubię. Do najbardziej odstresowujących zaliczam rysowanie i oglądanie starych filmów (mam taki fetysz dotyczący filmów czarno-białych i filmów grozy).

To kilka rzeczy, które sprawdzają się u mnie. A Wy jakie macie sposoby na wyciszenie się?

 

9657_7a1b
😉