Święte absurdy (I)

Czy religia jest potrzebna człowiekowi, czy nie to kwestia, którą można poddać dyskusji, jednak dyskusja taka w samym założeniu byłaby płonna, bo i po co przekonywać wierzącego o bezużytecznośi jego kultu lub niewierzącego do tego,że popełnia błąd. Nie chodzi mi o przekonywanie kogokolwiek, a jedynie o logiczne zestawienie kilku faktów, które pozwolą spojrzeć  na zagadnienie z innej perspektywy. Wiem, że pisząc o absurdach religii można napisać całą książkę, więc traktuję ten wpis jako jedynie zarys. Jeżeli jesteś człowiekiem głęboko wierzącym, u którego łatwo urazić tzw. „uczucia religijne”, nie czytaj tego tekstu.

Religia wiąże umysł człowieka i to wiąże go w taki sposób, że pomimo posiadanej inteligencji i wiedzy zamyka mu oczy i uniemożliwia logiczne, czyli wywodzące się z rozumu postrzeganie świata. Mniej więcej do późnego paleoitu człowiek był istotą alogiczną i nie znał mechanizmów rządzących przyrodą, stąd naturalne wydawało się dążenie do tworzenia różnego rodzaju kultów jako odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące tajemnic świata i przyrody. Od tego czasu minęło jednak jakieś piętnaście tysięcy lat, a ludzkie umysły wciąż zaprzątnięte są wiarą w różne ponadnaturalne niedorzeczności. Według mnie trzy najbardziej absurdalne aspekty religii to oparcie wiary i światopoglądu na tzw. świętych księgach oraz bezkrytyczna wiara w dogmaty i kreacjonizm.

Święte księgi

W I wieku na terenach Palestyny wobec istotnych napięć politycznych pojawiło się wielu przywódców i kaznodziejów, którzy skupiali wokół siebie uczniów i wyznawców. Jezus był tylko jednym z nich, ale tak się złożyło, że jego kult przetrwał aż do naszych czasów. Podobnie, jednak w odstępstwie sześciuset lat, Mohamed, twierdzący, że otrzymuje przekazy od boga, zgromadził wokół siebie wielu zwolenników. To był początek Islamu. Obie religie (jedne z największych dzisiaj) w ogromnym stopniu opierają się na świętych księgach – Biblii i Koranie. Początki Biblii, a dokładnie Starego Testamentu sięgają jeszcze XI w. p.n.e. Większość ksiąg powstała w okresie panowania perskiego, natomiast Nowy Testament został spisany już w drugiej połowie I wieku. Koran pierwotnie przekazywano ustnie (Mahomet był analfabetą), spisano go dopiero po śmierci proroka. W ciągu wieków teksty te tłumaczono, poprawiano i korygowano w takim stopniu, że prawdopodobnie dzisiejsze wersje znacznie odbiegają od tego, co moglibyśmy wyczytać w „oryginałach”. Dziś wielu ludzi wierzących traktuje je bardziej jako literacki rarytas, jednak nie można zapominać, że to właśnie te księgi stanowią trzon ich wiary. Dlaczego więc tak wielu ludzi traktuje Biblię wybiórczo? Przeciętny chrześcijanin omija to, co w dzisiaj wydaje się niedorzeczne i tłumaczy, że to kwestia interpratacji i metafor (przyznając tym samym, że ich święta księga jest pełna bzdur). W wielu krajach muzułmańskich Koran nadal jest istotnym źródłem prawa, co chyba jest jeszcze gorsze od tak częstej chrześcijańskiej hipokryzji. Bo jak można DOSŁOWNIE traktować to, co zostało wypisane setki lat temu przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia o rzeczach, które dziś są dla nas oczywiste. „Mądrości” ze świętych ksiąg po prostu nie wpisują się w naszą rzeczywistość. Przerażające jest jak wielu muzułmanów bierze sobie do serca każde słowo wyczytane w Koranie. Jeżeli zdarzyło wam się czytać Koran to wiecie, że obok nosensów jest tam też spora dawka mizoginizmu i ksenofobii. Zresztą, tak samo jak w Bibli, której główną zaletą jest to, że jest wartościowa pod względem literackim, czego o Koranie nie można powiedzieć.

FA1099DEF

Każda religia stara ukazywać się jako jedyną właściwą, co jest przecież zrozumiałe, bo jak inaczej przekonać ludzi do kultu? Jednak kiedy przyjrzymy się każdej z nich z osobna poprzez pryzmat wiedzy, która dziś posiadamy, nie sposób uciec wrażeniu, że w dużym stopniu religie nie są niczym innym jak swoją wzajemną kopią. Cóż, kiedy powstawały nie istniało coś takiego, jak prawa autorskie. Nie chodzi już nawet o to, że w trzech wielkich religiach Zachodu osoba boga jest właściwie ta sama (umownie powiedzmy, że ta sama – to już temat na dłuższy wywód), ale o to, że możemy w nich znaleźć odpowiedniki lub „inspiracje”, które zostały zaczerpnięte ze starszych wierzeń. Większość ksiąg biblijnych ma swoje odpowiedniki w utworach starożytnego Egiptu. Można posunąć się do twierdzenia, że właściwie Biblia się na nich opiera. Dla przykładu Księga Rodzaju ma swoje korzenie w starożytnym Staela Szabaki, Księdze Piramd i Papirusie Bremner-Rhind, Papirus Ledejski to egipski odpowiednik Księgi Psalmów. Oczywiście przykłady można mnożyć. Mojżeszowe cuda (rozstąpienie mórz i zapowiedź nastania ciemności)  już wcześniej miały miejsce w wykonaniu Dżażaemancha, natomiast sam Mojżesz jest klonem króla Sargona z Akkady, który również został wyłowiony w koszyku z sitowia. Nie da się ukryć, że losy Mojżesza są mocno „zainspirowane” Czarami na dworze króla Cheopsa i Si-Usire. Losy hebrajskiego Józefa natomiast bardzo przypominają egipskiego Bata i jego historię, a pierwszym znanym mesjaszem był Nefreti, który stanął przed faraonem Snofru. Ponadto Biblia przepełniona jest cytatami z sbojet (egipskich utworów dydaktyczno-moralizatorskich).

Podobieństw wsród wierzeń można dopatrzyć się wszędzie. Trójca Święta (jeden z większych absurdów chrześciajaństwa jako religii monoistycznej!)  to nic oryginalnego, bo przecież wcześniej istniały triady kananejskie, babilońskie, asyryjskie, egipskie czy rzymskie (trójca kapitolińska) oraz Brahma, Wisznu i Siwa w hinduiźmie. Narodziny Kriszny (przez dziewicę zresztą) zapowiedziała pojawiająca się na wschodzie gwiazda – sam Kriszna za życia czynił cuda, a po śmierci zmartwychwstał. Dionizos też był czyniącym cuda synem dziewicy, na dodatek urodzonym 25 grudnia. Perski Mithra, również urodzony 25 grudnia syn dziewicy, miał dwunastu uczniów i zmartwychwstał po trzech dniach. Egipski Horus narodził się z niepokalanego poczęcia. Brzmi znajomo?

Warto zaznaczyć, że na synkretyźmie opierało się wiele religii, nie dotyczy to jedynie chrześcijaństwa. Już w świecie starożytnym asymilowano obce bóstwa i włączano je między poczet własnych. Wobec tych faktów śmieszne wydaje się to, jak wielu ludzi nadal uważa swoją religię za jedyną prawdziwąwłaściwą.

Nieomylność religii

Dogmaty religijne nie są niczym innym, jak mizerną próbą odzewu na niewygodne fakty i pytania. Bo jeżeli coś wydaje się być nielogiczne, a tym samym zdrowy rozsądek nakazywałby się temu sprzeciwiać, jak wytłumaczyć to, że niektórzy nadal upierają się przy swoim pomimo totalnego braku tej logiki? A no dogmatem właśnie! Zresztą, taki sam mechanizm dotyczy kreacjonizmu, kolejnego religijnego abbsurdu. Tak więc niech nie dziwi was, że jedyny (jeden ale w trzech osobach)  bóg urodził się jako swój własny syn z kobiety, która była dziewicą, która następnie wstąpiła do nieba. Co ciekawe, to wniebowstąpienie zostało przyjęte za dogmat dopiero w połowie XX wieku przez papieża, który według innego dogmatu jest ZAWSZE nieomylny. Tzw. prawdy wiary z prawdą mają tyle wspólnego co nic. Jeżeli przyjmiemy, że dana religia stanowi całość, z której nie wybiera się tego, co akurat pasuje, widzimy jak trudno pojmować ją w kategoriach innych niz kategorie nonsensu.

Kreacjonizm

Wiara w stworzenie świata i natury przez osobowego boga, w obliczu przeczących temu osiągnieć nauki, jest wiarą ryzykowną. Dziś nawet stosunek kościoła wydaje się zbliżać do akceptacji teorii ewolucji (typowe zagranie Kościoła Katolickiego-kiedy już nie ma szans na wypieranie niewygodnych faktów następuje próba pogodzenia z ich założeniami religijnymi). Tam, gdzie Biblia traktowana jest dosłownie (głównie kraje protestanckie i baptyści w Stanach Zjednoczonych) wiara w kreacjonizm jest silniejsza. Cóż, niektórzy najwidoczniej wolą pozostać ślepymi. Mnie zastanawia tylko dlaczego bez zastanowienia przyjmują to, co zostało napisane w jakiejś książce dwadzieścia sześć tysięcy lat temu, a jakoś nie potrafią przyjąć do świadomości faktów, które oferuje im współczesna nauka.

download
Jak wytłumaczysz zachód słońca skoro nie ma boga? Niepodważalny argument kreacjonistów 😉

Na koniec przypominają mi się słowa Whartona, który powiedział, że nie ma takiej absurdalnej rzeczy, której by człowiek nie zrobił, próbując nadać życiu jakiś sens.

Amen.

Reklamy

World coming down

Pozwoliłam sobie pożyczyć tytuł płyty mojego ukochanego zespołu Type 0 Negative, aby w wielkim skrócie skreślić kilka słów o tym, dlaczego uważam, że dzisiajszy świat jest popieprzony. Oto moja lista bólu, żalu i niedowierzania, a zarazem powody, dla których chyba nigdy nie będę miała odwagi wydać na ten świat dzieci:

  • Coraz bardziej widoczny podział świata na ten ważny i nieważny przejawiający się m.in tym, że o wielu zbrodniach (choćby Syria, Palestyna, Algeria, Tadżykistan ) w głównych mediach nie usłyszysz
  • Terroryzm to już nie tylko wiadomości z dalekiego świata, a coś, co w każdej chwili może się zdarzyć na naszym podwórku
  • Ponad trzydzieści toczących się aktualnie wojen i konfliktów zbrojnych
  • Bliski Wschód rozpieprzony w politycznych gierkach „wielkich” tego świata
  • Pogrążona w biedzie i niekończących się wojnach Afryka
  • Pogłębiający się ekstremizm religijny i oraz częstsze zbrodnie popełniane w imię Allaha
  • Przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi poszerza się z dnia na dzień
  • Najbardziej wpływowymi państwami świata rządzą psychopaci (choćby Rosja)
  • Na czele najpotężniejszego państwa świata stoi burak, homofob i rasista(w jednej osobie)
  • Hipokryzja na szczeblach najwyższej władzy sięga tego poziomu, że zbrodnicza organizacja jaką jest ISIS (oby zgnili za życia) istnieje za przyzwoleniem rządzących tym światem
  • W wielu „cywilizowanych i demokratycznych” krajach wciąż można być ukaranym za obrazę uczuć religijnych (WTF!)
  • W wielu krajach Europy nieroby, ćpuny i żule żyją z socjalnych zasiłków na koszt ciężko pracujących ludzi, którzy w podatkach oddają nawet do 50% swoich dochodów
  • ‚Gwiazdy’ chujowego popu zarabiają więcej niż ludzie nauki, czy medycyny którzy pracują nad ratowaniem świata i ludzkiego życia
  • Ikoną współczesnych nastolatków jest wypełniona silikonem laska, która popularność zdobyła obciąganiem na oczach całego (internetowego) świata
  • Pokojową nagrodę Nobla dostał facet, który wszczął kilka wojen, literacką dla odmiany całkiem dobry muzyk, ale literat przeciętny
  • Dla przeciętnego młodego człowieka wyznacznikiem wartości są instagramowe lajki
  • uzdolnienii artyści muszą pracować w McDonaldach, ewentualnie malować portrety na ulicach, aby przeżyć, gdy tymczasem „artysta”, który wystawia na widok publiczny swoje rozbebeszone łóżko usłane brudną pościelą i zużytymi tamponami zgarnia za to tysiące dolarów
  • Metalowe zespoły, których głównym ‚grzechem’ jest zazwyczaj ateizm mają problemy z występami i radykalnymi katolickimi ruchami (patrz:Polska), natomiast księża pedofile za swoje zbrodnie przenoszeni są jedynie do innej parafii
  • Panteon bogów tego świata to bardzo często  marni aktorzy, nędzni grajkowie i gwiazdki robiące karierę ‚na dupie’, natomiast wartościowi twórcy nazywani są ‚alternatywą’
  • Nie wiemy nic o ludziach, którzy na co dzień czynią dobro (czy to w organizacjach charytatywnych, czy poprzez działalność na rzecz rozwoju nowoczesnych technologii i nauki) bo po prostu o nich nie słyszymy- nie jest to temat nośny medialnie
  • Idolami nastolatków są celebryci o IQ meduzy
  • Koścół Katolicki jako jedna z najbardziej zbrodniczych instytucj, która powinna być zdelegalizowana w takiej formie, w jakiej istnieje dzisiaj, nadal stoi ponad prawem
  • dyskryminacja rasowa, dyskryminacja kobiet i mniejszości seksualnych to chleb powszedni nawet w państwach rozwiniętych
  • ludzie spędzają coraz wiecej czasu w świecie wirtualnym niż realnym (smutek)
  • Wyznacznikiem statusu społecznego są pieniądze – nie osiągnięcia intelektualne, czy artystyczne
  • Wielu ludzi nie zna pojęcia ‚ekololgia’ dlatego świat coraz bardziej wygląda jak jeden wielki śmietnik
  • masowe zabijanie zwierząt i okrutny sposób, w jaki ludzie je traktują to chyba największa i najsmutniejsza zbrodnia, jakiej ludzie kiedykolwiek się dopuścili

Wybaczcie ten brak pozytywów przy takiej pięknej niedzieli (u mnie wiosna na całego), ale musiałam wyrzucić z siebie tę żółć. Moja lista jest listą otwartą wkurwów na ten świat, możecie dokładać swoje bolączki.

Pozdrawiam!

 

Żona doskonała

Instytucja małżeństwa jakoś w ogóle mnie nie kręci, ale rozumiem, że dla innych fakt zawarcia takiego związku może być czymś wyjątkowym. Niech każdy robi to, co lubi. To, czego nie rozumiem, to ciągłe traktowanie małżeństwa jako pola, na którym kobieta ma szanse spełnić się jako żona. Zupełnie, jakby tylko do bycia żoną sprowadzała się istota egzystencji kobiet. Bycie żoną w tym wypadku, to nie tylko zmiana statusu matrymonialnego, ale przede wszystkim spełnianie się w określonej roli społecznej poprzez  wypełnianie określonych powinności i obowiązków. Nie muszę dodawać, że wszystko to jest nadal głęboko zakorzenione w dogmatycznej religijności.

Bóg, mąż, dzieci, dom, żona. 

To nie wyliczanka, a kolejność priorytetów, które według niektórych  powinny obowiązywać w małżeństwie. Nie wymyśliłam sobie tego, to autentyk zaczerpnięty z jednego z blogów, które, przyznaję, w dziwny sposób mnie fascynują. Nie krytykuję tego, że ktoś wierzy, jego sprawa, ale stawianie potrzeb męża ponad potrzebami dzieci (szczególnie małych) wydaje mi się nieco poronionym pomysłem. Tak samo, jak stawianie samej siebie na szarym końcu małżeńskiej hierarchii. Wiadomo, że jeżeli nie damy o swoje własne potrzeby, nie potrafimy też zadbać o potrzeby innych, lub stajemy się domowymi męczennicami, które wewnętrzną pustkę maskują wymuszonym uśmiechem.

Żona to wizytówka męża

Kiedy słyszę coś takiego, to po prostu szlag mnie trafia! Szczególnie, jeżeli ten zwrot wypowiadany jest kobiecymi ustami. Czy można jeszcze bardziej uprzedmiotowić kobietę?!  Kiedy czytam różne fora, na których dziewczyny wypowiadają się na temat tego, że należy o siebie dbać, przede wszystkim dla swojego mężczyzny, aby mógłby być dumny, z takiej kobiety u swego boku, to po prostu nie wierzę. Nie wierzę, że w XXI wieku są jeszcze kobiety, które same sieie wpisują w rolę pięknego dodatku do mężczyzny.

Żona to przede wszystkim wsparcie dla męża (nie odwrotnie!)

Jeżeli jesteś żoną, to musisz:

  • zadbać o to, by twój mężczyzna zawsze czuł się dobrze w domu (nakarm i posprzątaj!)
  • zadbać o to, aby miał czas na realizację swoich planów zawodowych i osobistych
  • zawsze wyglądać atrakcyjnie, aby twój mężczyzna był dumny z posiadania zadbanej połówki (jeszcze lepiej, żeby wszyscy kumple mu ciebie zazdrościli)
  • nauczyć się kontrolować swoje osobiste wydatki (szczególnie na takie głupoty, jak kosmetyki, perfumy, czy nowe ubrania – przecież i tak rzadko wychodzisz z domu, bo cóż masz robić poza domem?)
  • zapomnieć o swojej karierze zawodowej, ewentualnie znaleźć sobie coś na 1/4 etatu, tak aby nie zaniedbywać domu i dzieci
  • dbać o dobre imię współmałżonka w każdej sytuacji (czyli nawet jak strzeli ci z liścia, bo zupa była za słona, to nie wspominaj o tym nikomu, bo po co burzyć tę wspaniałą małżeńską harmonię)
  • przyjąć jego nazwisko, by być tylko być jego i być mu poddaną
  • być gotowa na wiele wyrzeczeń

Poza tym bycie żoną to taki prestiż .Spójrzcie, mam obrączkę! Cóż to oznacza? Że mam męża! Rozumiecie? Mam MĘŻĄ- cudownie! (kolejny autentyk ). Singielki, stare panny i rozwódki to taki trochę gorszy sort kobiet. Nie są niczyimi wizytówkami. A niezamężne, ale w związku to trochę takie kokoty i do tego żyjące w grzechu.

Bardzo interesujące i na czasie ( ;P ) są również odniesienia do listów księżnej Zamoyskiej do swojej córki, na które natknęłam się na jakimś blogu. Od czasów księżnej upłynęło jakieś dwieście lat, wydawać by się mogło, że czasy nieco się zmieniły, jednak najwyraźniej niektórzy wciąż uważają te przestarzałe pryncypia za wyznacznik małżeńskiego szczęścia.

Otóż jako narzeczona przygotowująca się do bycia żoną powinnaś:

  • być ozdobą swojego męża (ha!znów ta wizytówka!)
  • być zawsze łagodną, jako, że jest to najpiękniejsza cecha kobiety
  • nie narzekać!
  • robić wszystko za zgodą i poradą swojego mężą ( „Tak w drobnych jak w większych zdarzeniach nic nie czyń bez jego porady; twoje projekta, twoje życzenia, twoje nadzieje niech zawsze jemu będą poddane i powierzone(…))
  • skupić się na uszczęśliwianiu swojego męża
  • wypełniać swoje powołanie jako żony  – „wypełniaj wiernie obowiązki położenia, w jakiem cię Bóg umieścił”

Rozumiem mechanizm sprowadzania męskości i kobiecości do określonych ról społecznych i przyznaję, że nie zawsze mi się to podoba i nie zawsze wydaje mi się to uczciwe. Matka, córka, żona, kochanka. Dlaczego według nektórych kobieta nie może być po prostu człowiekiem?

 

ikona:gfxtrra.com

Pomiędzy opresją a wyzwoleniem

Zapewne słyszeliście o tym, jak kilka dni temu kobieta na jednej z francuskich plaż została „poproszona” o ściągnięcie burkini. Ze zdjęć, które ukazały się w internecie można wywnioskować, że nie miała zasłoniętej twarzy, a jedynie ciało i włosy. Gdybym usiadła obok niej w jeansach i długim swetrze, czy bluzie z kapturem, wyglądałabym podobnie, a mogę się założyć, że w tym wypadku nie przeszkadzałabym nikomu. Czy sytuacja we Fracji, po tym całym terrorystycznym szlamie, jakie spadło na to państwo, wrze już na tyle, że nawet takie rzeczy, jak  burkini na plaży mogą drażnić? Zasłonięte ciało to jednak coś innego niż zasłonięta twarz.

O co więc to całe halo? O to gdzie się kończy i zaczyna wolność. Wolność do wyboru własnej odzieży to rzecz, która aż brzmi śmiesznie, kiedy wypowiada się ją na głos. Jest jednak czymś oczywistym. Jeżeli ktoś ma ochotę zasłaniać się – proszę bardzo. Jeżeli chce zasłaniać swoją twarz sprawa nabiera już innego wydźwięku ( pokazywanie twarzy, a co za tym idzie swojej tożsamości to bardzo istotna rzecz jeśli chodzi o bezpieczeństwo, szczególnie po ostatnich terrosrystycznych niespodziankach fundamentalistów). Zresztą, tożsamość to słowo klucz. Muzułmanki swoim strojem wyrażają siebie i wpisują się w tożsamość pewnej kultury. Wiele z kobiet noszących przykrycie głowy uważa, że jest to ich własny wybór czyniący je wyjątkowymi na tle innych kobiet nie stosujących się do zaleceń…no właśnie, czyich zaleceń? Religii? Kultury? Zasłanianie twarzy nie ma podstaw w Koranie, wynika bardziej z islamskiego fundamentalizmu, aczkolwiek kilka cytatów, które mogłyby być zinterpretowane jako nakaz zasłaniania oblicza, można znaleźć w jego rozdziałach:

„Gdy objawione zostało: »Powiedz wierzącym kobietom, żeby spuszczały skromnie swoje spojrzenia i strzegły swojej czystości« (Surah an-Nur, 24:31), kobiety odcięły skrawki swych spódnic i zakryły nimi swe twarze.”

Twarze zasłaniano już w starożytności, między innymi w Persji, czy w Atenach i nie miało to podłoża religijnego, (to nastąpiło znacznie później na Bliskim Wschodzie) było raczej wypełnieniem swoistego kodeksu obyczajowego. Zasłonięta twarz była też wyznacznikiem wyższej klasy społecznej. Zastanawia mnie, jak to wszystko ma sie do dziesiejszego świata. Na ile wybór kobiet, które noszą niqab czy hidżab, jest ich własnym i w pełni świadomym wyborem, a na ile wynika z (być może podświadomego) lęku o wykluczenie społeczne?

Opresja czy wyzwolenie?

Kobiety zasłaniają swoje twarze i ciała, by nie kusić mężczyzn i nie przyczyniać się do grzechu. Te, które noszą hidżab są najzwyczajniej w świecie bardziej PRZYZWOITE. Uważają się za wyzwolone od męskiego pożądania. Nikt wszakże nie wymaga od mężczyzn powstrzymania niezdrowego popędu (bo nad zdrowym da się zapanować), a gwałt, czy molestowanie według tego schematu to zawsze wina kobiety. Obwinianie ofiary to najbardziej powszechna i ohydna praktyka (wszyscy słyszeliśmy te historie: kara więzienia na zgwałconej kobiecie za pozamałżeński seks, a następnie ślub z gwałcicielem dla zmazania winy). Czy takie myślenie nie uderza w godność kobiet? Czy nie implikuje grzesznej niższości kobiet jako istot ludzkich? Muzułmanki od wczesnych lat mają wpajane zasady dotyczące obyczajowości. Jeżeli mała dziewczynka słyszy, że musi zasłaniać włosy, ciało, a nawet twarz bo: a) bóg tego od niej chce, b) inaczej nie będzie szanowana przez społeczeństwo, c) bo to jest właśnie przyzwoitość, to jako dorosła kobieta zawiąże na włosach chustę myśląc, że jest to jej własny wybór.

Myślę, że wszystkie te historie z burkami, hidżabami, burkini i wolnością wyboru powinny skłonić nas do pomyślenia o jednej kwestii – o stosunku do kobiet. To, jak społeczeństwo traktuje kobiety niestety nie zmieniło się aż tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Owszem, kobiety mają więcej praw (nie wszędzie!), jednak stosunek do kobiet pozostawia jeszcze wiele do życzenia. I nie mówię tu o stosunku mężczyzn do kobiet, a o stosunku całego społeczeństwa, w którego skład wchodzą też kobiety. Niesprawiedliwe podchodzenie do kobiet  nie objawia się tylko w mizoginii, czasem to same kobiety sprowadzają swoją płeć do „niższej rangi”. Wątpliwe? A słyszeliście kiedyś podobne rzeczy z ust koleżanek?

 Jak mogła się tak ubrać?Ale szmata! , Już ma ze trzydzieści lat i dalej nie ma faceta, Z taką dupą nie zakładałabym tej sukienki, Jak tak się zachowuje sama jest sobie winna, Nie powinna tak się ubierać, Powinnaś bardziej wyeksponować nogi

Uff…brzmi znajomo? Niestety czasami nieświadomie gramy przeciwko sobie. A co kwestii hidżabu – myślę, że każdy wybór jest dobry, jeśli jest wolnym i świadomym wyborem. Na ile możemy wybierać świadomie, to już zupełnie inna bajka.

landscape-1453482018-1-dolce-hijab
Dolce&Gabbana: możesz wyglądać modnie, luksusowo, z klasą i nowocześnie (ale twoje ciało nadal jest zalążkiem grzechu, więc je schowaj! )

Kilka słów o skrajnościach

Uwielbiam czytać Pamuka. Uwielbiam go za styl, za  swoistą egzotykę (bo przecież pisze o obcej mi Turcji) i jednocześnie za tę swojskość, którą czuję, ale której nie potrafię wytłumaczyć. Myślę, że między innymi na niemożności wytłumaczenia i ujęcia w słowa polega geniusz. Ale nie o geniuszu dzisiaj.

„Ojczyzna albo chusta” – to tytuł sztuki, od wystawienia której zaczyna się polityczny przewrót w powieści „Śnieg”. Chusta jest tu symbolem politycznego islamu, który zostaje przeciwstawiony równie fudnamentalistycznej świeckości. Pamuk nie opowiada się po żadnej ze stron, między wersami możemy wyczytać, że pisarz stara się pokazać jak groteskowy potrafi być dogmatyzm w każdym wydaniu. Ta książka uświadomiła mi, jak niebezpieczne jest zapędzanie się w każdą skrajność. poczytajmy Pamuka i pomyślmy nad tym, co się działo z Turcją przez ostatnie sto lat.

pamuk111

Od zawsze myślałam o sobie jako o osobie nowoczesnej, laickiej, wyzwolonej, tolerancyjnej. Na przestrzeni lat pojęca te uległy pewnej dewaluacji. Niestety nie potrafię już tolerować wszystkiego dla samej idei totalnej tolerancji. Są rzeczy, których tolerować nie mogę, są i takie, które przyprawiają mnie o mdłości, zdumienie, a nawet gęsią skórkę – ich tolerować nie chcę. Boję się nienawiści. Nie cierpię na islamofobię, chrystianofobię, ani inną religiofobię, ale przyznaję, że boję się doktryn, które sprowadzają na ludzi nienawiść. Boję się fanatyzmu i zaślepienia. Ogarnia mnie strach na myśl o bezkompromisowym podejściu do nauk wywodzących się z wierzeń, które ze współczesnym światem nie mają już wiele wspólnego. Ale jest też druga strona, którą odkryłam dopiero niedawno – tak samo, jak przeraża mnie każdy religijny dogmatyzm, przeraża mnie zacięty fanatyzm na każdym, nawet świeckim podłożu. W kręgu moich znajomych są różni ludzie i wiem, że naprawdę możliwe jest „bezbolesne” funcjonowanie obok siebie osób o skrajnie różnych poglądach, jednak nie zawsze jest to łatwe. Wielu z nas ma zupełnie inne podejście do tego czym jest świeckość ( jeden z moich dobrych przyjaciół do tej pory twierdzi, że Bangladesz to świeckie państwo…). Wielu z nas inaczej odbiera religijną dogmatyczność ( dla niektórych fanatyzmem będzie nawet coniedzielna msza, której nie można opuścić).

Czasami warto pomyśleć nad wszystkimi przyświecającymi ideałami, w które wierzymy z całych sił, aby zastanowić się, czy mają odniesienie do świata, w którym żyjemy. Czy świeckość sama w sobie  jest wartością? Dla mnie jak najbardziej, ale dla kogoś kto myśli inaczej niż ja, może to być już wartość podrzędna. I tu przychodzi czas na refleksję – jak daleko możemy posunąć się w tolerowaniu skrajnośći innych ludzi? I czy to właśnie ten brak możności tolerowania wszystkiego prowadzi do nienawiści?

Nie, nie mam gotowych odpowiedzi, sama zastanawiam się jak działa ten mechanizm.

Kto nie wierzy w ewolucję?

Kiepskie standardy edukacyjne i dezinformacja to pożywka dla wszelkich demagogicznych doktryn. Nic dziwnego więc, że wciąż wielu ludzi odrzuca dokonania nauki na rzecz idei, które ze zdrowym rozsądkiem nie mają nic wspólnego. Nie chodzi tylko o wiarę w astrologię, horoskopy,  wróżbiarstwo, czy zamach smoleński ( 😛 ). Poniższe zdjjęcie zostało zrobione w XXI wieku w centrum zachodniej stolicy europejskiej. Najwidoczniej dostęp do edukacji i publikacji naukowych nie ma wpływu na postawę części społeczeństwa, która naukę po prostu ignoruje. Zastanawia mnie, czy pan ze zdjęcia trzymający transparent wie, czym w istocie jest teoria ewolucji. Idę o zakład, że jego wiedza ogranicza się do tego, że wszyscy pochodzimy od małpy.

13631527_10153867570749514_6534240074957511473_n
Ewolucja to kłamstwo

Dobór naturalny to teoria, która wyjaśnie różnorodność form biologicznych, powstawanie gatunków i ich adaptację do środowiska. Jej podwaliny zostały stworzone w połowie XIX wieku przez Darwina i Wallace’a i potwierdzone w toku badań biogeograficznych. Duży wpływ na rozpowszechnienie koncepcji przystosowania ma praca naukowa Richarda Dawkins’a, którego Samolubny gen jest najbardziej przejrzystą i przystępną pozycją na temat biologicznego ewolucjonizmu. (Chwała mu za to! 😉 ) Dziś każdy rozsądny człowiek zdje sobie sprawę, że ewolucja to fakt. No właśnie-rozsądny. A co z całą resztą tych, którzy zdają się faktom niedowierzać? Tendencja do wiary w kreacjonizm jest wciąż silna. Wielu wierzących traktuje Biblię jako swoistą alegorię, ale są i tacy, którzy nauki zawarte w Piśmie Świętym i Koranie odbierają dosłownie. Wydaje się to niewiarygodne, ale np. w Stanach Zjednoczonych powstał Instytut Badań nad Kreacją, którego priorytetem jest wytłumaczenie naukowych faktów poprzez zjawiska nadnaturalne.

kreacjonizm
Nie wierzę,że dinozaury kiedykolwiek istniały , ich kości to niewystarczający dowód

Ewolucja a religia

Kościół  przez lata sprzeciwiał się teorii ewolucji. Jednak mechanizm typowy dla Kościoła Katolickiego to wyperanie „oczywistości” tak długo, aż w końcu staje się to niemożliwe -wtedy następuje coś w stylu próby pogodzenia niewygodnych Kościołowi teorii z założeniami religijnymi. Tak oto w  1950 roku Pius XII uznał doktrynę ewolucjonizmu za poważną hipotezę, a w 1996 Jan Paweł II oznajmił, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Cóż, jeżeli Kościół jako instytucja chce być traktowany poważnie, nie ma innego wyjścia, jak to, aby zaakceptować fakty. Szkoda, że wielu chrześcijan wciąż żyje z klapkami na oczach.

Sytuacja wygląda podobnie w świecie islamskim. Po jednej stronie brytyjski naukowiec i muzułmanin Usama Hasan głosi,że ewolucja nie kłóci się z Koranem. Po drugiej gro wyznawców Mahometa, w tym Adman Otkar, autor Atlasu Kreacji, uważa tę myśl za bluźnierstwo. Otkar jest znany ze swojej zapalczywości w zwalczaniu wszelkich przejawów rozsądku – to on był sprawcą blokady WordPress w Turcji w 2007 roku i to on zaskarżył internetową stronę Dawkinsa – wszystko przez treści, które nie są zgodne z jego kreacjonistycznymi poglądami.

Zadziwiające, jak wielu ludzi nie potrafi pogodzić się z faktem, że :

ncbn6ykf5vcjnvtdvd6u

😉

 

Być kobietą

W czasach, kiedy praktycznie wszystkie kultury świata przeplatają się ze sobą, nie sposób nie zauważyć jak ogromny wpływ wywieramy na siebie nawzajem. Mogłabym sie rozwodzić godzinami nad tym, co nas dzieli, jak i co nas łączy, lecz dziś chcę napomknąć tylko o jednej kwestii, mianowicie o kobietach.

islamvswest

Powyższy obrazek, który krąży w sieci od dłuższego czasu, daje do myślenia. Pomijam fakt, że blond przedtawicielka Zachodu jest w bikini na chodniku,trochę to przejaskrawione- zapewne autor chciał uzyskać większy kontrast. Neważne, chodzi o sam fakt, że od wieków kobiety mają głęboko zakorzenione różnorodne  koncepcje dotyczące ich własnej cielesności. We współczesnym świecie niestety nadal dominują dwa warianty postrzegania kobiet przez pryzmat ciała:

  1. Ciało, jako główny wyznacznik wartości kobiety – mam u na myśli ogólnie pojętą urodę, która  niemal od zawsze stanowiła o kobiecym bycie. Kobiety piękne to niezapomniane bohaterki literackie, ikony filmu, symbole czasów, które reprezentowały. Wśród tej ciżby przepięknych niewiast nieraz zdarzały się jednostki nieprzeciętne. Jak wielka szkoda, że często, to co o nich pamiętamy, to fakt, że były ładne. Nie odnosicie wrażenia, że w szeroko pojętej kulturze kobiety nieurodziwe liczą się jakby mniej?
  2. Ciało, jako uosobienie grzeszności, typowe dla religijnego radykalizmu. Kobiece ciało ma tak wielką siłę, że może sprowadzić na złą drogę nawet najbardziej cnotliwego mężczyznę ( Czy tym samym świadczy to o męskiej słabości?)

Od pierwszego podejścia potrafimy niejako uciec. W dzisiejszych czasach kobiety pokazują, że mogą spełniać się w niejednej roli. Nie oznacza to oczywiście całkowitego braku stygmatyzacji, czy nawet podświadomego kierowania się stereotypami (a dotyczy to nie tylko kobiet). Kwestia, czy piękni mają w życiu łatwiej nadal pozostaje nierozstrzygnięta 😉 Istotne jest, że każda kobieta powinna mieć prawo wyboru swojego sposobu na wyrażenie siebie i swojej kobiecości i nie ważne robi to za poprzez noszenie szpilek, czy wytartych dżinsów. To właśnie możliwość decydowania o sobie w każdym wymiarze jest podstawą wolności.

Zasadnicze jest istnienie pewnej dualności w podejścia do ciała – mianowicie ciała jako nagości i ciała ubranego. Nagie ciało to piękno (np.w kulturze antycznej), jak i źródło grzechu (np. w Chrześcijaństwie i Islamie). Zakrywanie ciała, jak i włosów oraz twarzy wywodzi się z czasów Bizancjum, jednak nam dziś kojarzy się głównie z Islamem. Według Hadisów, które tworzą sunnę (najważniejsze źródło prawa po Koranie) niektóre części ciała są aurah- powinny być zakryte przez wzglad na skromność. U kobiet jest to praktcznie całe ciało z wyjątkiem twarzy i dłoni, u mężczyzn obszar od pępka do kolan. Zasłanianie części ciała prewencja kuszenia, bo przecież kobiety to istoty tak upadłe, że sam ich widok może doprowadzić do popełnienia grzechu. Czy znów nie przemawia to za faktem, że cała ta zabawa z zakrywaniem ciała bierze się stąd,że to słabi mężczyźni w niektórych kulturach nie potrafią panować nad swoim popędem? 😉

Istnieje jeszcze inny wariant postrzegania kobiecego ciała- ciała, jako siły, ale o tym już w kolejnym wpisie.