Pisokracja i kiełbasa

Jestem zwykłym człowiekiem, więc polityka mnie brzydzi. Był czas, kiedy brzydziła nieco mniej, wtedy nawet napisałam pracę magisterską poświęconą Palikotowi (tak, oczywiście, że teraz trochę się wstydzę). Poza tym epizodycznym zauroczeniem świńskim ryjem i sztucznym kutasem, zawsze zbierało mi się na większe lub mniejsze wymioty przy jakiejkolwiek styczności z sejmowymi gadającymi głowami. Ot, taka zwyczajna ludzka reakcja na usankcjonowane kurewstwo. Myślę, że większość z nas ma tak samo i większości z nas po prostu chce się rzygać na widok poniektórych facjat z lewej jak i prawej strony politycznej sceny. Ale stanu, do jakiego doprowadza mnie to, co dzieje się w Polsce obecnie, nie da się zobrazować żadnymi wymiotnymi metaforami. To już nie jest taki zwykły obywatelski wkurw. Przyznaję, że jestem po protu przerażona.


Populistyczna partia zacofanych dewotów jaką jest PiS na naszych oczach gwałci to, w co od niecałych trzydziestu lat staramy się wierzyć jako w demokrację. Pomimo tego, że demokracja ta jest jeszcze raczkująca i niedoskonała to i tak jest to właściwie najlepszy ustrój, jaki mieliśmy. Jeżeli weźmiemy pod uwagę cały syf, jaki miał miejsce po odzyskaniu przez Polskę niepodległości prawie sto lat temu, możemy śmiało powiedzieć, że od lat 90. XX wieku naprawdę było OK (Nie mówię, że rewelacyjnie-po prostu OK). Niestety to, co dla wielu współczesnych ludzi jest oczywistym wyznacznikiem sprawnie działającego państwa, czyli idee wolności, równości, niezawisłości czy świeckości, ma się nijak do „wartości” wyznawanych przez tych, którzy obecnie dzierżą władzę. Jest mi jednocześnie wstyd, jestem wściekła i boję się o to, jak w przysłości będzie wyglądał nasz kraj.


Blokowanie mównicy sejmowej (wolność słowa vs. PiS 0:1) i zamieszanie jakie przez to powstało podczas głosowania nad budżetem, kariery na kształt tej Nikodema Dyzmy (nie tylko Misiewicz!), pokątne zmiany prawie 90% dowódców Sztabu Generalnego polskiej armii, powołanie nowego ministra środowiska, który lubuje się w wycinaniu lasów i zabijaniu zwierząt, całkowita kontrola publicznych mediów na sposób „rosyjski” to tylko wierzchołek góry lodowej. PiS krok po kroku wprowadza kaczynizm, a w tym ustroju nie ma mejsca na prawdę. W tym ustroju pisze się nowe podręczniki do historii zaprzeczające rzeczywistości. Pomija się istotne fakty (choćby ostatni rekordowy finał WOŚP), które nie są władzy na rękę i tworzy nowe na potrzeby swej chorej demagogii. Tworzy się chore programy w stylu 500+, aby dopieścić patologiczną i pasożytniczą klasę społeczną, która w zamian chętnie odda swój głos w następnych wyborach. Łoży się niebotyczne sumy na szemrane organizacje parszywca księdza Rydzyka, natomiast żałuje zastrzyku finansowego tam, gdzie naprawdę tego potrzeba (choćby służba zdrowia). Rozpierdziela się w proch sądownictwo. Straszy uchodźcami i wspiera swojską łobuzerkę w postaci łysych, niedouczonych dresiarskich „patriotów”. Smoleńsk i kurwa, Smoleńsk. Ile moża?

Nie sposób nie pominąć w tym wszystkim creme de la creme pisowskich zastępów z zakompleksionym Kaczyńskim na czele, zacofanym ministrem zdrowia i jego zgodą na klauzulę sumienia, równie wsteczną hipokrytką Pawłowicz, która jako stara i bezdzietna panna neguje wartość ludzi, którzy zupełnie nie po katolicku nie chcą dzieci i małżeństwa. Wreszcie, nie można zapomnieć o moim ulubionym ogarniętym paranoją Macierewiczu, u którego szaleństwo w oczach jest większe niż to oskarowe u Hopkinsa w Milczeniu Owiec. A, jest jeszcze Ziobro, niesprawiedliwy minister sprawiedliwości, który sam powinien stanąć przed Trybunałem Stanu i Kamiński, który zamiast na więziennej pryczy jakimś cudem wylądował na stanowisku ministra.

Mnie osobiście podoba się świat cyklistów, wegetarian i źródeł odnawialnej energii (lol). Nawet jeśli stoją one w sprzeczności z tradycyjnym „polskimi wartościami” (swoją drogą kto dał pisowcom monopol na „polskie wartości” i na patriotyzm?). Nie każdy Polak wiesza na ścianie krzyż i wpierdala kiełbasę. Mnie zapach kiełbasy przyprawia o mdłości, zupełnie jak smród autokracji i ciemniactwa.

lech-kaczynski_317

Nie mam podsumowania dla tego wpisu, mam tylko prośbę: proszę, w następnych wyborach głosujcie tak, aby ci pomyleńcy zniknęli.

Reklamy

Feminizm szminki i cellulitu

 

Chciałam sprawdzić co pokażą mi google kiedy wpiszę w wyszukiwarkę słowo feministka i wiecie co? Tak jak się pewnie domyślacie to, co ukazało się moim oczom było zbiorem zdjęć pań o wątpliwym powabie, w większości ze sporą otyłością oraz kretyńskich memów wyśmiewających feminizm. A więc to tak – feministka nie może być ładna.

Dziewczyna mojego znajomego nie goli się. Na swoim blogu wrzuca zdjęcia, na których pokazuje swoje tak niepasujące do współczesnych standardów piękna zdjęcia. Jest z nich zadowolona i jest ok. Pamiętam też inną blogerkę, która przestała golić nogi, ale jej brwi były zawsze idealnie wydepilowane…                                                                                          Na wielu innych feministycznych blogach spotykam się z wpisami traktującymi o tym, że wizerunek kobiecego ciała zakorzeniony w naszej kulturze nie ma nic wspólnego z tym, jakie to ciało jest naprawdę. Bo mamy włosy. Cellulit. Talie szersze niż 60 cm. Obwisłe piersi. Rozumiem to. Rozumiem to, ale…

Przecież wszyscy wiemy, jakie ciało jest naprawdę i od wieków próbujemy zrobić coś, aby lepiej się w nim czuć! To oczywiste, że człowiek wcale nie jest najpiękniejszym zwierzęciem – taka trochę łysa małpa, nic dziwnego więc, że od niepamiętnych czasów starał się trochę ten swój wizerunek podrasować. A to jakaś ładna szmatka, peruczka, szmineczka. I dotyczyło to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Zresztą kwestia niechcianego owłosienia też przecież dotyczy obu płci – na nieogolone kobiece nogi patrzymy w ten sam sposób, co na owłosione męskie plecy! Choć więc rozumiem cały ten zamęt wokół kobiecego nieogolonego łona, wychwalania cellulitu i boczków wydaje mi się,  że większość kobiet mając do wyboru być nieatrakcyjną feministką a atrakcyjną feministką  wybrałaby to drugie. Bo taka po prostu nasza natura – ego che zawsze dobrze wyglądać i mieć rację. No właśnie, słychać dużo ostatnio o tym, jak wzbiera trzecia fala feminizmu, który nie jest już feminizmem jaki znaliśmy do tej pory. Jeśli chodzi o mnie to czasami wydaje mi się, że niektórzy próbują na siłę przyklejać łatki tam gdzie jest to niepotrzebne. Więc jak to jest – czy nosząc makijaż i szpilki sprzeniewierzamy się feminizmowi? Otóż według zwolenniczek femizizmu szminkowego to właśnie wygląd jest jednym z elementów kobiecej siły. Ta Atrakcyjność przez duże A. Wydaje mi się, że w dużej części jest to zapewne odpowiedź na stereotyp „brzydkiej feministki”. Upraszczając – czy to, że jestem atrakcyjna zewnętrznie niweluje w jakiś sposób to, że wierzę w feministyczne ideały? Jasne,że nie. Trochę mnie wnerwiają te dywagacje bo znów wszystko kręci się wokół wyglądu, jakby to było centralnym punktem kobiecego wszechświata. Czy nie można do kwestii wyglądu podejść w normalny sposób i zacząć go traktować  tylko jako tylko jedną z wielu innych cech, z jakich składa się człowiek? Czy to, że robię makijaż od razu czyni mnie zniewoloną przez męski świat, bo najwidoczniej chcę się przypodobać samcom? Czy zaprzeczeniem tego musi być nowo wymyślona formuła femizmu, bo zamiast przyznać, że Tak, chcę dobrze wyglądać, wymyśla się wymówki, że to przecież z pobudek feministycznych. Ten punkt widzenia można jeszcze zrozumieć, ale dla mnie kompletnym hardkorem jest wymysł tzw. stiletto feminism, który akceptuje w swoich ramach sugestywne podkreślanie seksualności (dla przykładu mówimy to np. o pracy striptizerki). Cóż, chyba ktoś tu zapomniał o długoletniej walce feminizmu z uprzedmiotowieniem kobiet.

Według mnie nieumalowana i nieogolona babka z lekką nadwagą jak i wylaszczona na maksa Beyonce są takimi samymi feministkami. To jak wyglądasz nie ma znaczenia -znaczenie ma to jakim jesteś człowiekiem.

Święte absurdy (I)

Czy religia jest potrzebna człowiekowi, czy nie to kwestia, którą można poddać dyskusji, jednak dyskusja taka w samym założeniu byłaby płonna, bo i po co przekonywać wierzącego o bezużytecznośi jego kultu lub niewierzącego do tego,że popełnia błąd. Nie chodzi mi o przekonywanie kogokolwiek, a jedynie o logiczne zestawienie kilku faktów, które pozwolą spojrzeć  na zagadnienie z innej perspektywy. Wiem, że pisząc o absurdach religii można napisać całą książkę, więc traktuję ten wpis jako jedynie zarys. Jeżeli jesteś człowiekiem głęboko wierzącym, u którego łatwo urazić tzw. „uczucia religijne”, nie czytaj tego tekstu.

Religia wiąże umysł człowieka i to wiąże go w taki sposób, że pomimo posiadanej inteligencji i wiedzy zamyka mu oczy i uniemożliwia logiczne, czyli wywodzące się z rozumu postrzeganie świata. Mniej więcej do późnego paleoitu człowiek był istotą alogiczną i nie znał mechanizmów rządzących przyrodą, stąd naturalne wydawało się dążenie do tworzenia różnego rodzaju kultów jako odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące tajemnic świata i przyrody. Od tego czasu minęło jednak jakieś piętnaście tysięcy lat, a ludzkie umysły wciąż zaprzątnięte są wiarą w różne ponadnaturalne niedorzeczności. Według mnie trzy najbardziej absurdalne aspekty religii to oparcie wiary i światopoglądu na tzw. świętych księgach oraz bezkrytyczna wiara w dogmaty i kreacjonizm.

Święte księgi

W I wieku na terenach Palestyny wobec istotnych napięć politycznych pojawiło się wielu przywódców i kaznodziejów, którzy skupiali wokół siebie uczniów i wyznawców. Jezus był tylko jednym z nich, ale tak się złożyło, że jego kult przetrwał aż do naszych czasów. Podobnie, jednak w odstępstwie sześciuset lat, Mohamed, twierdzący, że otrzymuje przekazy od boga, zgromadził wokół siebie wielu zwolenników. To był początek Islamu. Obie religie (jedne z największych dzisiaj) w ogromnym stopniu opierają się na świętych księgach – Biblii i Koranie. Początki Biblii, a dokładnie Starego Testamentu sięgają jeszcze XI w. p.n.e. Większość ksiąg powstała w okresie panowania perskiego, natomiast Nowy Testament został spisany już w drugiej połowie I wieku. Koran pierwotnie przekazywano ustnie (Mahomet był analfabetą), spisano go dopiero po śmierci proroka. W ciągu wieków teksty te tłumaczono, poprawiano i korygowano w takim stopniu, że prawdopodobnie dzisiejsze wersje znacznie odbiegają od tego, co moglibyśmy wyczytać w „oryginałach”. Dziś wielu ludzi wierzących traktuje je bardziej jako literacki rarytas, jednak nie można zapominać, że to właśnie te księgi stanowią trzon ich wiary. Dlaczego więc tak wielu ludzi traktuje Biblię wybiórczo? Przeciętny chrześcijanin omija to, co w dzisiaj wydaje się niedorzeczne i tłumaczy, że to kwestia interpratacji i metafor (przyznając tym samym, że ich święta księga jest pełna bzdur). W wielu krajach muzułmańskich Koran nadal jest istotnym źródłem prawa, co chyba jest jeszcze gorsze od tak częstej chrześcijańskiej hipokryzji. Bo jak można DOSŁOWNIE traktować to, co zostało wypisane setki lat temu przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia o rzeczach, które dziś są dla nas oczywiste. „Mądrości” ze świętych ksiąg po prostu nie wpisują się w naszą rzeczywistość. Przerażające jest jak wielu muzułmanów bierze sobie do serca każde słowo wyczytane w Koranie. Jeżeli zdarzyło wam się czytać Koran to wiecie, że obok nosensów jest tam też spora dawka mizoginizmu i ksenofobii. Zresztą, tak samo jak w Bibli, której główną zaletą jest to, że jest wartościowa pod względem literackim, czego o Koranie nie można powiedzieć.

FA1099DEF

Każda religia stara ukazywać się jako jedyną właściwą, co jest przecież zrozumiałe, bo jak inaczej przekonać ludzi do kultu? Jednak kiedy przyjrzymy się każdej z nich z osobna poprzez pryzmat wiedzy, która dziś posiadamy, nie sposób uciec wrażeniu, że w dużym stopniu religie nie są niczym innym jak swoją wzajemną kopią. Cóż, kiedy powstawały nie istniało coś takiego, jak prawa autorskie. Nie chodzi już nawet o to, że w trzech wielkich religiach Zachodu osoba boga jest właściwie ta sama (umownie powiedzmy, że ta sama – to już temat na dłuższy wywód), ale o to, że możemy w nich znaleźć odpowiedniki lub „inspiracje”, które zostały zaczerpnięte ze starszych wierzeń. Większość ksiąg biblijnych ma swoje odpowiedniki w utworach starożytnego Egiptu. Można posunąć się do twierdzenia, że właściwie Biblia się na nich opiera. Dla przykładu Księga Rodzaju ma swoje korzenie w starożytnym Staela Szabaki, Księdze Piramd i Papirusie Bremner-Rhind, Papirus Ledejski to egipski odpowiednik Księgi Psalmów. Oczywiście przykłady można mnożyć. Mojżeszowe cuda (rozstąpienie mórz i zapowiedź nastania ciemności)  już wcześniej miały miejsce w wykonaniu Dżażaemancha, natomiast sam Mojżesz jest klonem króla Sargona z Akkady, który również został wyłowiony w koszyku z sitowia. Nie da się ukryć, że losy Mojżesza są mocno „zainspirowane” Czarami na dworze króla Cheopsa i Si-Usire. Losy hebrajskiego Józefa natomiast bardzo przypominają egipskiego Bata i jego historię, a pierwszym znanym mesjaszem był Nefreti, który stanął przed faraonem Snofru. Ponadto Biblia przepełniona jest cytatami z sbojet (egipskich utworów dydaktyczno-moralizatorskich).

Podobieństw wsród wierzeń można dopatrzyć się wszędzie. Trójca Święta (jeden z większych absurdów chrześciajaństwa jako religii monoistycznej!)  to nic oryginalnego, bo przecież wcześniej istniały triady kananejskie, babilońskie, asyryjskie, egipskie czy rzymskie (trójca kapitolińska) oraz Brahma, Wisznu i Siwa w hinduiźmie. Narodziny Kriszny (przez dziewicę zresztą) zapowiedziała pojawiająca się na wschodzie gwiazda – sam Kriszna za życia czynił cuda, a po śmierci zmartwychwstał. Dionizos też był czyniącym cuda synem dziewicy, na dodatek urodzonym 25 grudnia. Perski Mithra, również urodzony 25 grudnia syn dziewicy, miał dwunastu uczniów i zmartwychwstał po trzech dniach. Egipski Horus narodził się z niepokalanego poczęcia. Brzmi znajomo?

Warto zaznaczyć, że na synkretyźmie opierało się wiele religii, nie dotyczy to jedynie chrześcijaństwa. Już w świecie starożytnym asymilowano obce bóstwa i włączano je między poczet własnych. Wobec tych faktów śmieszne wydaje się to, jak wielu ludzi nadal uważa swoją religię za jedyną prawdziwąwłaściwą.

Nieomylność religii

Dogmaty religijne nie są niczym innym, jak mizerną próbą odzewu na niewygodne fakty i pytania. Bo jeżeli coś wydaje się być nielogiczne, a tym samym zdrowy rozsądek nakazywałby się temu sprzeciwiać, jak wytłumaczyć to, że niektórzy nadal upierają się przy swoim pomimo totalnego braku tej logiki? A no dogmatem właśnie! Zresztą, taki sam mechanizm dotyczy kreacjonizmu, kolejnego religijnego abbsurdu. Tak więc niech nie dziwi was, że jedyny (jeden ale w trzech osobach)  bóg urodził się jako swój własny syn z kobiety, która była dziewicą, która następnie wstąpiła do nieba. Co ciekawe, to wniebowstąpienie zostało przyjęte za dogmat dopiero w połowie XX wieku przez papieża, który według innego dogmatu jest ZAWSZE nieomylny. Tzw. prawdy wiary z prawdą mają tyle wspólnego co nic. Jeżeli przyjmiemy, że dana religia stanowi całość, z której nie wybiera się tego, co akurat pasuje, widzimy jak trudno pojmować ją w kategoriach innych niz kategorie nonsensu.

Kreacjonizm

Wiara w stworzenie świata i natury przez osobowego boga, w obliczu przeczących temu osiągnieć nauki, jest wiarą ryzykowną. Dziś nawet stosunek kościoła wydaje się zbliżać do akceptacji teorii ewolucji (typowe zagranie Kościoła Katolickiego-kiedy już nie ma szans na wypieranie niewygodnych faktów następuje próba pogodzenia z ich założeniami religijnymi). Tam, gdzie Biblia traktowana jest dosłownie (głównie kraje protestanckie i baptyści w Stanach Zjednoczonych) wiara w kreacjonizm jest silniejsza. Cóż, niektórzy najwidoczniej wolą pozostać ślepymi. Mnie zastanawia tylko dlaczego bez zastanowienia przyjmują to, co zostało napisane w jakiejś książce dwadzieścia sześć tysięcy lat temu, a jakoś nie potrafią przyjąć do świadomości faktów, które oferuje im współczesna nauka.

download
Jak wytłumaczysz zachód słońca skoro nie ma boga? Niepodważalny argument kreacjonistów 😉

Na koniec przypominają mi się słowa Whartona, który powiedział, że nie ma takiej absurdalnej rzeczy, której by człowiek nie zrobił, próbując nadać życiu jakiś sens.

Amen.

World coming down

Pozwoliłam sobie pożyczyć tytuł płyty mojego ukochanego zespołu Type 0 Negative, aby w wielkim skrócie skreślić kilka słów o tym, dlaczego uważam, że dzisiajszy świat jest popieprzony. Oto moja lista bólu, żalu i niedowierzania, a zarazem powody, dla których chyba nigdy nie będę miała odwagi wydać na ten świat dzieci:

  • Coraz bardziej widoczny podział świata na ten ważny i nieważny przejawiający się m.in tym, że o wielu zbrodniach (choćby Syria, Palestyna, Algeria, Tadżykistan ) w głównych mediach nie usłyszysz
  • Terroryzm to już nie tylko wiadomości z dalekiego świata, a coś, co w każdej chwili może się zdarzyć na naszym podwórku
  • Ponad trzydzieści toczących się aktualnie wojen i konfliktów zbrojnych
  • Bliski Wschód rozpieprzony w politycznych gierkach „wielkich” tego świata
  • Pogrążona w biedzie i niekończących się wojnach Afryka
  • Pogłębiający się ekstremizm religijny i oraz częstsze zbrodnie popełniane w imię Allaha
  • Przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi poszerza się z dnia na dzień
  • Najbardziej wpływowymi państwami świata rządzą psychopaci (choćby Rosja)
  • Na czele najpotężniejszego państwa świata stoi burak, homofob i rasista(w jednej osobie)
  • Hipokryzja na szczeblach najwyższej władzy sięga tego poziomu, że zbrodnicza organizacja jaką jest ISIS (oby zgnili za życia) istnieje za przyzwoleniem rządzących tym światem
  • W wielu „cywilizowanych i demokratycznych” krajach wciąż można być ukaranym za obrazę uczuć religijnych (WTF!)
  • W wielu krajach Europy nieroby, ćpuny i żule żyją z socjalnych zasiłków na koszt ciężko pracujących ludzi, którzy w podatkach oddają nawet do 50% swoich dochodów
  • ‚Gwiazdy’ chujowego popu zarabiają więcej niż ludzie nauki, czy medycyny którzy pracują nad ratowaniem świata i ludzkiego życia
  • Ikoną współczesnych nastolatków jest wypełniona silikonem laska, która popularność zdobyła obciąganiem na oczach całego (internetowego) świata
  • Pokojową nagrodę Nobla dostał facet, który wszczął kilka wojen, literacką dla odmiany całkiem dobry muzyk, ale literat przeciętny
  • Dla przeciętnego młodego człowieka wyznacznikiem wartości są instagramowe lajki
  • uzdolnienii artyści muszą pracować w McDonaldach, ewentualnie malować portrety na ulicach, aby przeżyć, gdy tymczasem „artysta”, który wystawia na widok publiczny swoje rozbebeszone łóżko usłane brudną pościelą i zużytymi tamponami zgarnia za to tysiące dolarów
  • Metalowe zespoły, których głównym ‚grzechem’ jest zazwyczaj ateizm mają problemy z występami i radykalnymi katolickimi ruchami (patrz:Polska), natomiast księża pedofile za swoje zbrodnie przenoszeni są jedynie do innej parafii
  • Panteon bogów tego świata to bardzo często  marni aktorzy, nędzni grajkowie i gwiazdki robiące karierę ‚na dupie’, natomiast wartościowi twórcy nazywani są ‚alternatywą’
  • Nie wiemy nic o ludziach, którzy na co dzień czynią dobro (czy to w organizacjach charytatywnych, czy poprzez działalność na rzecz rozwoju nowoczesnych technologii i nauki) bo po prostu o nich nie słyszymy- nie jest to temat nośny medialnie
  • Idolami nastolatków są celebryci o IQ meduzy
  • Koścół Katolicki jako jedna z najbardziej zbrodniczych instytucj, która powinna być zdelegalizowana w takiej formie, w jakiej istnieje dzisiaj, nadal stoi ponad prawem
  • dyskryminacja rasowa, dyskryminacja kobiet i mniejszości seksualnych to chleb powszedni nawet w państwach rozwiniętych
  • ludzie spędzają coraz wiecej czasu w świecie wirtualnym niż realnym (smutek)
  • Wyznacznikiem statusu społecznego są pieniądze – nie osiągnięcia intelektualne, czy artystyczne
  • Wielu ludzi nie zna pojęcia ‚ekololgia’ dlatego świat coraz bardziej wygląda jak jeden wielki śmietnik
  • masowe zabijanie zwierząt i okrutny sposób, w jaki ludzie je traktują to chyba największa i najsmutniejsza zbrodnia, jakiej ludzie kiedykolwiek się dopuścili

Wybaczcie ten brak pozytywów przy takiej pięknej niedzieli (u mnie wiosna na całego), ale musiałam wyrzucić z siebie tę żółć. Moja lista jest listą otwartą wkurwów na ten świat, możecie dokładać swoje bolączki.

Pozdrawiam!

 

Płeć różowa i niebieska

Jakis czas temu sieć obiegły dwa dziecięce wierszyki pióra niejakiej Katarzyny Kowalskiej. Zrobiło się o nich głośno nie za sprawą wartości artystycznej, której notabene im zabrakło, a dzięki temu, że były wręcz przeładowane stereotypami, od których zdrowo myślący ludzie na początku XXI wieku uciekają.  Dla przypomnienia- poniżej niewdzięczne wierszydła:

Jak to dobrze być dziewczynką –
Być brunetką lub blondynką.
Bez powodu można płakać –
tym za serce chłopców łapać.
Można bawić się lalkami,
stać przed lustrem godzinami.
Można stroić się do woli,
co chłopakom nie przystoi.
Można wzdychać godzinami,
można płacić uśmiechami,
pod pantoflem trzymać brata,
być dla taty pępkiem świata…
Serca podbić słodką minką…

Tylko trzeba być dziewczynką,
bo dziewczynką być, jak wiecie,
to najlepsza rzecz na świecie!

*

Jak to dobrze być chłopakiem
małym, sprytnym łobuziakiem.
Można bawić się w kowboi,
co dziewczynkom nie przystoi.
Figle płatać starszej siostrze,
na motorach znać się dobrze.
Można marzyć godzinami,
że się walczy z piratami.
Na boisku nosić korki
i być mistrzem deskorolki.
Bohaterem być dla mamy,
nie przejmować się głupstwami.
Można zawojować światem,
tylko trzeba być chłopakiem,
bo chłopakiem być jak wiecie,
to najlepsza rzecz na świecie!

Tak…uczmy dzieci od małego, że dziewczynki płaczą bez powodu, bez przerwy się stroją (co chłopcom nie wypada!), a chłopcy za to w przeciwieństwie do dziewczynek nie przejmują się głupstwami i tylko oni mogą zawojować świat. Ponadto dziewczynki mogą płacić uśmiechami i podbijać serca słodką minką –  przedszkolne preludium do mentalnej prostutucji. Czym będą płacić dziewczynki kiedy już trochę podrosną? Zapewne dupą.

To tylko wierszyki i aż wierszyki. Na rozwój świadomości dziecka wpływa wszystko, więc takie brednie, do tego powtarzane przez autorytety (pani w przedszkolu) mają ogromny wpływ  na kształtowanie osobowości. Dzieci od małego uczone są, że istnieją podziały na rzeczy, które w zależności od płci, są w porządku lub nie. Już nie mówię o dziecięcych ubrankach, gdzie dziewczynki ubiera się w różowe falbanki i kreuje na księżniczki (cóż, czar pryska, gdy księżniczka zamiast bajki w dorosłym życiu zostaje posługaczką księcia Janusza). Spójrzmy na zabawki dla dzieci, które niestety nadal dzieli się na te dla dziewcząt i dla chłopców:

płeć

 

Pamietam, jak mój kilkuletni siostrzeniec bardzo polubił bajkę Frozen, którą obejrzał w przedszkolu, ale przyznał się tylko swojej mamie, bo nie chciał, żeby wszyscy wiedzieli, że lubi bajki o księżniczkach. Myślę, że takich chłopców, którzy oprócz zabawy autami i mieczami z chęcią sięgnęliby po lalki jest naprawdę wiele, ale presja na to, co chłopiec powinien, a co nie, jest zbyt duża. Z drugiej strony jest nieco lepiej, ponieważ dziewczynek bawiących się „chłopięcymi” zabawkami nie spotyka aż taki ostracyzm. Najsmutniejsze jest to, że rodzaj zabawek kierowanych do poszczególnych płci znacząco się różni i na pierwszy rzut oka widać, do jakiego życia będziemy przygotowywać przyszłe pokolenia kobiet kupując im różowe odkurzacze, mopy i zestawy garnków.


 

Czy ktoś widzi cos złego w dziewczynce bawiącej się statkiem kosmicznym lub w chłopcu bawiącym się domem dla lalek? Każdy z tych zestawów jest świetny, szkoda, że zazwyczaj znajdują się w odrębnych działach: chłopięcym i dziewczęcym.


Niestety mopy i patelnie nie wszystko, co przemysł zabawkarski serwuje dziewczynkom. Jeżeli nie wpisujesz sie w rolę matki, żony i gospodyni możesz rozwinąć swoje skrzydła i zostać tancerką na rurze.

pole-dance-doll-31333498


Podział zabawek na stosowne dla chłopców i dziewczynek to początek tych wszystkich idiotycznych klasyfikacji, które widzimy na każdym kroku. Jest to prosta droga do takich wymysłów jak literatura kobieca, kino kobiece oraz męskie rozrywki i męskie zajęcia. Myślę, że gdyby każdy robił to, co lubi robić, bez obaw o nieprzychylną ocenę reszty społeczeństwa, świat byłby o wiele lepszym miejscem.


 

17884024_10154689291549514_5941995594577965392_n copy

 

O mężczynach, którzy nienawidzą kobiet.

Czasami kiedy czytam artykuły w internecie łapię się na tym, że sprawdzam, czy niektóre z nich nie są zwyłym trollowaniem. Tak było w przypadku czytania wywiadu, w którym Roman Rogowiecki na pytanie, czy kobietom na rynku muzycznym jest trudnej odpowiedział: Pewnie jest im trudniej, bo mają geny, które kierują je w stronę matkowania i to przeszkadza w rozwoju ich kariery. Najbardziej żaląca się na duchy przeszłości jest Tori Amos. Czy ja wiem, czy to jest dobre? Jednak facet potrafi napisać sobie piosenkę, z której coś wynika. Kobieta ma jednak te skłonności do rozpamiętywania nieszczęść, które ją spotkały.  Równie trudno było mi uwierzyć w  prawdziwość słów skrzeczącego pana znanego pod pseudonimem Grabaż, który stwierdził, że Kobiety i rock’n’roll nie idą w parze. Rock’n’roll to sprawa typowo męska. Musisz zachować rewolucyjną czujność. Kobieta ją osłabia – tłumaczy. Na co nam baba? (śmiech) Co ona miałaby robić? Gotować? Wszędzie tam, gdzie pojawia się kobieta, zaczynają się konflikty. To oczywiste. 

yhhhh…że co?

Kobiety nie potrafią napisać piosenki, z której coś wynika bo ich geny zawracają je od wielkich spraw w  kierunku matkowania i gotowania. To bardzo krzywdzące. Owszem, kobiet w muzyce jest mniej, ale nie z powodu braku predyspozycji, a raczej przez ten wlekący się za nimi od wieków welon powinności, który niestety jeszcze nie odpadł. Nie dotyczy to tylko muzyki. Pamiętajmy, że od początku powstania ruchu wyzwolenia kobiet wcale nie minęło tak wiele czasu, a poza tym, miejmy na uwadze to, że nie jest tak łatwo przebić się przez szowinistyczny mur, za którym zanajduje się rynek i muzyczny i literacki i filmowy. Uwielbiam kiedy ktoś wyskakuje z hasłem: „No dobra, skoro kobiety są tak samo zdolne jak mężczyźni, to dlaczego mniej kobiet dostało a) Nobla b) Pulitzera c) Nike? Otóż dlatego, że przez długie lata dostęp kobiet chociażby do edukacji był mocno utrudniony. Kiedy kobietom pozwolono wreszcze studiować na uniwersytetach nie mogły one, tak jak mężczyźni, wybrać dowolnego kierunku studiów! A od momentu, w którym to się zmieniło nie upłynęło wcale tak dużo czasu. Spójrzmy na nasze babcie, na nasze mamy – w wielu domach do tej pory panuje „tradycyjny” podział ról. Skoro kobiety nadal są wychowywane w ten sposób, od małego uczone, że ich powołaniem jest troska o męża i dzieci, nie w głowie im myśleć o jakiejkolwiek karierze. Co innego mężczyźni, którym się pobłaża i którzy mogą sobie na więcej pozwolić, bo nie mają na głowie wszystkich tych spraw, z którymi rock’nroll nie idzie w parze 😉

Maciej Maleńczuk, kolega Grabaża z branży muzycznej wydaje się mieć podobne zdanie na temat kobiet: Kobieta musi być piękna. Intelekt to rzecz drugorzędna. Piękna i nic więcej. Prawdziwe piękno wynika tylko ze środka.

Uważam, że w etapie ewolucji kobiety same ustawiły się w podrzędnej roli, ponieważ to są małe cwaniary. Mamią mężczyznę makijażem, perfumami, a wszystko po to, żeby go ogłupić, a potem przejąć jego konto, dom, dzieci, pozbawić go wszystkiego i na koniec jeszcze powiedzieć, że jest draniem i do niczego się nie nadaje. To jest prostytucja rozwinięta na szeroką skalę i najdroższa dziwka jest tańcza od kobiety, z którą mężczyzna się zwiąże na stałe. Masz żonę, to płać, bo zachciało ci się z nią przespać. Teraz jest tak, że kiedy tylko w małżeństwie się nie układa, baba zaraz zabiera dzieci. Potem szybko znajduje sobie jakiegoś gacha, dzieci muszą się na to patrzeć, a ojciec bulić, żeby mogła z tamtym sobie uwić gniazdko. Każda żona to dziwką, a małżeństwo to zinstytucjonalizowana prostytucja.

Cóż, jeżeli Maleńczuk miał szczęście tylko do kobiet, które widzą w nim jedynie osła do wydojenia, świadczy o tym, że poza finansowym wsparciem ma mało do zaoferowania.

Wykluczenie znaczena kobiet w szeroko pojętej twórczości odbija się w dzieleniu literatury na normalną i tzw. kobiecą. Co to w ogóle znaczy?! Nienawidzę takiego podejścia, w którym walory intelektu segreguje się według płci! ( Pisałam już o tym tutaj “Kobiece” sprawy ). Niestety jeszcze często można spotkać się z opinią, że pisarki to grafomanki, które produkują tony tkliwych historyjek dla innych, też rozmemłanych romantyzmem, histeryczek.(Myślicie, że dlaczego „J.K.” Rowling ? Bo Joanne Rowling nie sprzedałaby tyle, co domyślny James, czy John). Literatura pisana przez kobiety, tak samo jak ta pisana przez mężczyzn, może być dobra lub zła, ale na pewno nie ma płci.  Niestety do twórczości kobiet nadal podchodzi się w sposób tendencyjny. Jakiś czas temu na Booklist pojawił się ranking dziewięciu najładniejszych polskich pisarek. Tak, bo w przypadku kobiet liczy się to, która jest ładniejsza! Smutek i żenada.

Zastanawiam się czy przeciętny  Janusz, który gardzi ‚babską’ literaturą, miał styczność z twórczością pań znajdujących się na poniższych zdjęciach?

Reżyserka i pisarka Miranda July powiedziała kiedyś , że istnieje pewien rodzaj wstrętu powiązanego z kobietami, który moim zdaniem ma swoje podłoże w mizoginii. Ma to z pewnością związek z tym, że aktorki i reżyserki nie powinny się starzeć. Okres, w którym kobieta może cieszyć się władzą i zachwycać, jest naprawdę krótki. Kiedy kobieta zabiera się za tworzenie rzeczy, powstaje obawa, nie dlatego, że ma to być farsa, ale ze względu na to, że odbiorca spodziewa się czegoś denerwującego i żenującego. Wyobraź sobie Spike’a Jonze’a, braci Duplass, Wesa Andersona – czy mogę czuć się na równi z nimi? Może i zdarzy im się stworzyć klapę, ale nigdy nie doznają uczucia wstrętu. 

Kobiety wciąż walczą o swoje miejsce w wielu sferach życia publicznego. Wcale nie jest tak, jak niektórym się wydaje, że po uzyskaniu równouprawnienia wszystko nagle wskoczy na swoje miejsce. Nie, równouprawnienie to długi proces, który wymaga czasu i społecznego zrozumienia zarówno u mężczyzn jak i samych kobiet.

 

Kobiety, które nie lubią kobiet

Podobno w piekle jest osobne miejsce dla kobiet, które nie pomagały innym kobietom. Tak przynajmniej twierdzi Madeleine Albright, a ja jej wierzę 😉

Kobiety, które same siebie nie postrzegają jako feministek, te drugie często określają mianem feminazistek (co to qrwa znaczy?!). Uważają, że feminizm owszem, był potrzebny, ale jakieś sto lat temu, bo teraz przecież wszystko jest OK. Wielkie dzięki XIX wiecznym sufrażystkom, ale teraz nic już po nich. Bo kobiety mogą głosować (poza kilkoma egzotecznymi krajami, o których nie warto nawet wspominać, bo co nas to obchodzi) i nie ma nierówności, a głupie, wąsate i grube feministki wymyślają sobie problemy, gdy znudzi im się zabawa z kotem  (bo każda feminazistka ma kota zamiast faceta).

Jak jest w rzeczywistości, czy współczesne feministki rzeczywiście krzyczą o problemach, których nie ma?

Kobieta to istota wolna, więc może robić, co jej się żywnie podoba. Tak, jak facet. Jednak to nie 70% mężczyzn spotyka się codziennie z problemem molestowania seksualnego. To nie mężczyźni podpisując kontrakt w nowej pracy często są obligowani do zaakceptowania klauzuli, że w ciągu najbliższego roku nie pójdą na urlop ojcowski. To nie facet nazywany jest kurwą i szmatą, kiedy sypia z więcej niż jedną partnerką bo akurat nie ma ochoty na stały związek. To nie facet nazywany jest wyrodnym ojcem, kiedy z własnego wyboru kontynuuje karierę zawodową zamiast opiekować się dzieckiem w domu.

Zakorzeniony w społeczeństwie patriarchalizm zbiera żniwo w kobiecej niechęci do własnej płci, zazdrości wobec innych kobiet i ich zaniżonym poczuciu własnej wartośći. Wiele kobiet uważa swoją płeć za słabszą i mniej zdolną. Wiele kobiet nie traktuje serio innych kobiet, uważając, że i tak w tym co robią nie przebiją mężczyzn. Przypomina mi się autentyczna historia, w której rozglądająca się w księgarni dziewczyna sięga po interesująco wyglądającą książkę, po czym szybko cofa rękę mówiąc „A nie, to chyba baba napisała”. Takie niesłuszne podejście dotyczy niestety wielu innych dziedzin, jak choćby nauki ścisłe, reżyseria filmowa, muzyka…

To bardzo smutne, jak my kobiety potrafimy szkodzić same sobie. Pomyślmy o tym, jak wiele mogłybyśmy osiągnąć, gdyby zamiast zawiści kierowała nami potrzeba wzajemnego wspierania się. Następnym razem, kiedy będziesz chciała powiedzieć głupia baba, pomyśl, że to taka sama kobieta jak ty – może z takimi samymi marzeniami, talentami, lękami i nadziejami. Nie głupia baba*, a pełnowartościowy człowiek.

untitled-1

* ok,feministycznie przyznaję, że takie też istnieją, jako,że liczba idiotów po obu stronach genderowej barykada jest taka sama ;P