Powakacyjny spleen

 

Prawie siedem tysięcy kilometrów przejechanych motorem w niecałe trzy tygodnie, dziesięć krajów i z tysiąc spróbowanych piw. Wyszukiwanie najlepszych wegetariańskich restauracji i obżeranie się świeżo zerwanymi figami. Pływanie w morzu nieopodal starego kamiennego miasteczka przy zachodzącym słońcu z jednej i wschodzącym księżycu z drugiej strony. Noc spędzona w pokoju nad starym pubem w średniowiecznym mieście, które wygląda, jak wyjęte z bajki. Niekończące wpatrywanie się w gwiazdy i wiele innych rzeczy, za którymi będę tęsknić w deszczowym Dublinie.

Te wakacje były niesamowite, tym bardziej więc powrót do rzeczywistości nie okazał się czymś łatwym. Problem ‚jak wrócić do rzeczywistości’ dotyczy większosci ludzi, których znam, stąd oto kilka moich sposobów na to jak radzić sobie z obniżonym powakacyjnym nastrojem.

Ale zanim się rozpiszę – spójrzcie tylko na Bruges – czyż nie jest to najpiękniejszy zakątek na świecie?!

water-710561_960_720
Bruge: miłość od pierwszego wejrzenia ❤

Spotykaj się z ludźmi

Kiedy za oknem coraz więcej jesieni, mam ochotę wskoczyć pod koc z jakąś grubą poweścią i nie wychylać głowy przez następne trzy miesiące. Kuszące, ale nawet tak przeobrzydły introwertyk jak ja wie, jak ważne jest obcowanie z innymi ludźmi. Szczególnie w okresie powakacyjnego spleenu. Wyskoczenie do kina, wspólny wieczorny spacer, wspólne ugotowanie kolacji, czy smakowanie nowych piw w ulubionym pubie ma udowodnione działanie terapeutyczne 😉

Planuj i zarządzaj sobą

Kiedy nie jesteś w pracy masz całe 24 godziny na to by zająć się wszystkimi rzeczami na jakie przyjdzie ci ochota. Kiedy wakacje się kończą twój zasób czasu jest również mocno ograniczony i niestety nic nie można na to poradzić, ale to właśnie sposób w jaki to ugryziesz ma ogromny wpływ na twoją efektywność. Nigdy nie byłam zwolenniczką planowania wszystkiego, ale jeżeli rysuje się przede mną stos rzeczy, którymi muszę się zająć, jest to najlepszy sposób. Ponadto planowanie zadań pozwala oszczędzić dużo czasu, które możemy wykorzystać na rzeczy, które lubimy robić najbardziej.

21731080_10155198958209514_8983506740326287792_n

Wstawaj wcześniej

Nie należę do rannych ptaszków, ale zdążyłam przekonać się, jak wiele rzeczy udaje mi się zrobić, kiedy zdołam wykraść porankowi te ekstra dwie godziny. Czasami warto wskoczyć do łóżka o normalnej porze i zamiast następnego dnia gnić do południa, zająć się czymś dla nas ważnym. Pomyśl, że jeżeli rano uda Ci się zrobić większość rzeczy zaplanowanych na dany dzień, to właściwie wieczór należy już tylko do Ciebie i tej butelki wina schowanej w lodówce!

Ruszaj się!

Żadna nowa folozofia – endorfiny, endorfiny i jeszcze raz endorfiny! Nie ma nic lepszego na obniżony nastrój niż porządnie dać sobie po dupie czy to na siłowni, czy biegając w parku – co kto lubi. Konkretny wycisk to taka lokata w życiową energię i witalność.

Przyjemnośći

Poświęć przynajmniej godzinę dziennie na to, co lubisz robić najbardziej. Jeżeli nie masz czasu – tak, jak pisałam wyżej-wstań wcześniej i najpierw zrób to, co musisz zrobić. Dla mnie dzień bez książki jest dniem straconym, ale jasne, że zdarza mi się mieć dni, kiedy książka tylko smutno patrzy na mnie z nocnej szafki. Niestety, między pełnoetatową pracą i pełnoetatowym wieloletnim związkiem, planowaniem wszystkiego w swojej właśnie powstającej firmie, regularnym treningami na siłowni oraz dopiero co zaczętą nauką jogi, próbami zostania w końcu wybitną literatką i profesjonalną rysowniczką i tym cholernym niemieckim, którego już chyba nigdy się nie nauczę (😂) czasami brakuje mi tej godziny na książkę. A szkoda, bo właśnie dorwałam Jesień średniowiecza Huizingi, jest bardzo porywająca i wszystkim polecam!

Muszę przyznać, że z powakacyjną depresją jest mi o tyle łatwiej, że najbardziej w świecie kocham jesień, a ta właśnie się zaczyna. Nie mimozami, jak pisał Tuwim, a słotą i spadkiem temperatury do 11 stopni. Ale dobre i to, w końcu to nie przedwojenna Warszawa, tylko najbardziej mżyste miasto świata 😉

 

 

 

 

Reklamy

Przepis na szczęście?

 Każdy chce być szczęśliwy, ale jeżeli zapytalibyśmy czym jest szczęście zapewne część z nas nie potrafiłaby tego zdefiniować, znaleźliby się też ci przebąkujący o spełnieniu w życiowym tendemie „kariera-rodzina”. Ale czy naprawdę chodzi o to? Jak to jest z tym szczęściem, że wszyscy go chcemy, ale tak mało z nas ma świadomość tego, czym ono jest? Otóż nie ma jednej odpowiedzi, bo szczęście jest szyte na miarę.


Wielu z nas szuka szczęścia na zewnątrz warunkując je wszystkim tym, na co nie ma wpływu, lub na co wpływ ten jest ograniczony. Oczywiście to, co dzieje się wokół ma znaczenie dla tego, co dzieje się w środku nas, jednak jestem przekonana, że prawdziwe żródło szczęścia leży w nas samych, a wszelkie spełnienie bierze początek w naszym wnętrzu. Prawdziwą sztuką jest dnaleźć w sobie pewną miarę w odniesieniu do świata. Uzależnienie od tego co zewnętrzne zawsze prowadzi do frustracji. Jeżeli w naszej głowie powstaje założenie, że „będę szczęśliwy kiedy………”(zmienię pracę, dostanę podwyżkę, kupię dom, urodzę dziecko, znajdę partnera itd.) to zwykła abstrakcja -słowo KIEDY przeradza się w realne ograniczenie. Bo co jeśli nie zmienimy pracy, czy nie kupimy pieknej willi, tak jak sobie to założyliśmy? Oznacza to, że już nigdy nie będziemy szczęśliwi? Dzisiejszy świat myli szczęście z innymi rzeczami, takimi jak chociażby przyjemność czy sukces, które są jedynie zewnętrznymi formami. Tymczasem szczęście jest stanem wewnętrznym dlatego i jego źródła należy szukać wewnątrz nas samych.

To, że zewnętrzne formy sukcesu, takie jak pieniądze, sława i wysoka pozycja społeczna nie są równoważne ze szczęściem wiemy nie od dziś, a jednak wciąż tak wielu z nas goni za nimi myśląc, że przyniosą mu coś, czym można zatkać tę wewnętrzną pustkę. Spójrzmy jak wielu ludzi, którzy w oczach świata osiągnęli wszystko, co jest wyznacznikiem sukcesu, jest nadal nieszczęśliwych. Jak wiele samobójstw zdarza się wśród tych, którzy opływają w sławę i dostatek. Jak wielu ludzi sukcesu nadal ma w sobię tę czarną dziurę, której nie potrafi zapełnić ani sława, ani pieniądze.

Jakiś czas temu Tadeusz Gadacz w wywiadzie dla Charakterów powiedział coś bardzo ważnego:

Wydaje mi się, że szczęście przestało być tym, o czym rozmawiamy, bo cały czas wmawia się nam, że mamy być ludźmi sukcesu. Począwszy od przedszkola:dzieci słyszą, że jak teraz się nie nauczą angielskiego czy chińskiego, to nie będą ludźmi sukcesu, potem studenci- że jak nie pójdą na kierunki, które dają dobrą pracę, to niebędą ludźmi sukcesu, młodym doktorantom powtarza się, że jak nie będą zbierać punktów, to przegrają konkurs na stanowisko adiunkta itd. Natomiast ja szczęście rozumiem jako swego rodzaju spełnienie własnego życia, kiedy człowiek może powiedzieć, że się zrealizował i życia nie zmarnował.(…) Jeśli sami w sobie nie znajdziemy miary w stosunku do świata, pewnego dystansu, to nic nie będzie nas w stanie uszczęśliwić.


f8b6369b5e9374695efd5ddf940e729c

Zajęło mi sporo czasu zrozumienie, że szczęście to nie to samo co sukces, czy uznanie w oczach świata.To też nie to samo, co ciągłe odczuwanie przyjemnosci. Przez lata próbowałam zrekompensować sobie wewnętrzny brak czegoś poprzez hedonistyczną gonitwę za różnymi uciechami, ale uwierzcie mi, że slogan sex,drugs and rock’n roll brzmi fajnie tylko jak ma się szesnaście lat. Z drugiej strony,tej mniej hedonistycznej, czułam wewnętrzny przymus aby, np. skończyc studia, bo nie mogłam nawet myśleć o ‚szczęśliwym życiu’ nie mając tytułu magistra przed nazwiskiem. Wydawało mi się, że bez tego byłabym niepełna. Kiedy tytuł się pojawił poczułam, że to nie to, bo przecież jeszcze lepiej byłoby zrobić doktorat. Przez długi czas odczuwałam ogromny dyskomfort, bo praca w jakiej utkwiłam nie była na tyle prestiżowa abym mogła czuć choćby wewnętrzne zadowolenie. To wszystko było uzależnieniem poczucia szczęśliwosci od czynników zewnętrznych. Niestety takie podejście zawsze prowadzi do odczuwania ciągłego nienasycenia – bo kiedy nie jesteśmy zadowoleni z tego, co już  mamy prześladuje nas świadomość tego,że było coś lepszego do osiągnięcia- gdzieś tam jest lepiej płatna praca, bardziej prestiżowe uczelnie i tytuły, większe domy i szybsze samochody. Odkąd zmieniłam swoje myślenie często łapię się na tym, że czuję to szczęście bardzo intensywnie. Czasami w najzwyklejszych momentach codziennego dnia po prostu przepełnia mnie taka wewnętrzna radość i nie jest to związane z niczym konkretnym, raczej z oczywistymi rzeczami: czasami prostymi jak to, że spędzam wieczór przy świetnej książce lub gotuję coś pysznego, a czasami z fundamentalnymi, jak to, że mam wspaniały związek czy pracę, którą lubię. Nie mam milionów na koncie i nie zrobiłam jeszcze spektakularnej kariery, a mimo to czuję, że jestem w miejscu, w którym powinnam być, a w przyszłości na pewno będę w miejscu jeszcze lepszym, bo cały czas do tego dążę, choć nie utożsamiam tego z osiągnięciem stanu szczęśliwości. Przy tym poczucie szczęścia pojawia się najczęściej kiedy zdaję sobie sprawę, że jestem tu po to, żeby odwalić swoją robotę i dążenie do wykonania tego nadaje sens wszystkiemu. Myślę, że każdy z nas ma na tym świecie coś do zrobienia i ta osobista misja może być zaczątkiem prawdziwego szczęścia. Jeżeli odnajdziemy w sobie to, co w nas „gra”  i będziemy wsłuchiwać się w tę wewnętrzną melodię, to jest to dobra droga do uzyskania stanu, który wymyka się wszelkim definicjom, a który nazywamy szczęściem. Sęk w tym, aby nie próbować tworzyć sztucznych określeń na to, czym ono jest w istocie i nie uciekać w porównywania. To, co gra w każdym człowieku jest zawsze inne i zawsze tak samo ważne. Każdy nosi w sobie inną melodię. Nie ma tu znaczenia, czy twoją melodią jest to, że tworzysz sztukę, muzykę, literaturę, czy zajmujesz się nauką, czy pieczesz ciasta lub zajmujesz się rodziną- to wszystko jest tak samo istotne i potrzebne. Po prostu każdy ma inną drogę.

Wyluzuj!

Znacie tych ludzi –  robią wszystko, co do nich należy, nigdy nie zmieniają planu dnia, nigdy zbyt dużo nie piją i nigdy nie próbują nowych rzeczy. Jedzą obiad zawsze o 15:00 i pod ten wzniosły epizod gastronomiczny planują cały dzień. Nigdy nie siedzą do późna w nocy, bo wisi nad nimi myśl o tym, że TRZEBA się wyspać. Idealni dorośli w swoich szytych na miarę światach, w których nie ma miejsca na spontaniczność. Dlaczego dorosłość w wielu przypadkach niesie za sobą utratę tego wszystkiego, co sprawia, że życie nabiera kolorów? Spontaniczność, beztroska i luz – wszysto to gubimy gdzieś po drodze.

Mam znajomą, która kiedyś opowiadała, jak to w środku nocy (według jej czasu tak po 23:00) poprosiła swojego męża o 50 g koniaku, bo nie chciało jej się spać, na co on odpowiedził: Jesteś szalona! Tak, to miała być jedna z tych historii, które czasami opowiadamy sobie po ekscytującym weekendzie 😉  Znam osoby, które od dziesięciu lat jeżdzą na urlopy w dokładnie to samo miejsce i nigdzie indziej. Znam też takie, które nigdy nigdzie nie wychodzą, bo przecież mają taki piękny dom (!). Albo takie, dla których szcztytem szaleństwa jest położenie się spać po północy. Na serio- dlaczego sami na siebie nakładamy ramy, które wiążą naszą wolność? Masz ochotę posiedzieć do rana nad książką, czy serialem to posiedź! Porządek wszechświata się nie zawali, najwyżej się nie wyśpisz. Znajomi dzwonią w ostatniej chwili, żeby się spotkać, ale ty musisz iść jutro do pracy, więc się wymigujesz. A pamiętasz, jak będąc jeszcze w szkole, czy na studiach, to, że musiałeś rano wstać nie przeszkadzało w niczym, absolutnie niczym! Tak, wiem, że może jesteśmy zbyt zmęczeni, nieco starsi, ale co się stało z tą spontanicznością, którą kiedyś wszyscy w sobie mieliśmy? Czy to jest tak, że zanika ona z wiekiem, jak np. jakiś kolagen, czy po prostu nasz organizm jest wyczerpany? Jakkolwiek by nie było łatwo zauważyć jak wielu z nas z wiekiem staje się coraz bardziej biernymi. Poddajemy się temu, co przynosi życie, zamiast samemu je kreować. Pasywność do pierwszy krok do tego, aby je przegrać.

3333

Kiedy przestajemy dawać upust impulsywności zaczynamy być tymi nudziarzami. Ja wraz z wiekiem obserwuję coraz więcej rzeczy, które są sprzymierzeńcami zaniku spontaniczności, a co za tym idzie radości życia:

  • Brak czasu – Jeżeli nie jesteśmy pracocholikami to czasu mamy praktycznie tyle samo,co wtedy, kiedy chodziliśmy do szkoły, czy na uczelnię  tyle, że teraz poświęcamy go na rzeczy, które naprawdę nie są nam potrzebne- stąd jego brak. Zrezygnuj z telewizji, bezsensownego serfowania po internecie, godzin spędzanych w centrach handlowych, a na pewno znajdziesz czas na to, by wyskoczyć gdzieś ze znajomymi, ćwiczyć jogę, czy nadrobić książkowe zaległości.
  • Brak umiejętności odpoczywania – zamiast zająć się zregenerowaniem ciała i umysłu „odpoczywamy” na kanapie przed telewizorem, co tylko wprowadza nas w stan wiecznego zamulenia. Wyjdź na świeże powietrze, rozruszaj mięśnie i przewietrz umysł.
  • Zbyt wiele odpowiedzialności – narzucamy sobie zbyt wiele obowiązków, których nie mamy siły wypełnić i jesteśmy nimi tak zaabsorbowani, że nie potrafimy zaangażować się w nic innego.
  • Rozluźnienie więzów społecznych, do których prowadzą  wyżej wspomniane kwestie. Brak czasu, zmęczenie i zbyt wiele obowiązków prowadzi do tego, że w naszym życiu jest coraz mniej ludzi.
  • Branie wszystkiego na poważnie –  Roztropność to cnota nudziarzy, więc why so serious?  😉

Jak na początek okełznać rodzącego się w nas nudziarza? Otwórz się na nowe rzeczy, nowych ludzi, na nieplanowane wyjścia z domu, na zmiany planów na bardziej interesujące, na cieszenie się tym, co jest tu i teraz. Bądź na tak i wyluzuj!

Dziś piątek – życzę Wam (i sobie również) udanego weekendu, wolnego od nudy i frustracji, za to pełnego pięknych i inspirujących chwil 😀

 

Dlaczego nie robimy tego, co chcemy robić?

Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądać wasze życie za pięć, dziesięć lat? A czy pamiętacie tę wersję sebie sprzed kilku lat, która zastanawiała się jak będzie wyglądać jej życie właśnie w tym momencie, w którym teraz jesteście? Co pomyślałbyś o osobie, którą jesteś teraz widząc się oczami samego siebie sprzed pięciu, dziesięciu lat? Większość z nas niestety nie byłaby zadowolona,a na pewno znaleźliby się tacy, których taka wizja siebie napełniłaby przerażeniem. Dlaczego dzieje się tak, że stajemy się kimś, kim wcale nie chcieliśmy się stać?

Często pomimo tkwienia w sytuacji, która nam nie odpowiada nie potrafimy zmienić stanu rzeczy. Zapominamy o marzeniach, które kiedyś mieliśmy i przestajemy wierzyć, że możemy je kiedykolwiek spełnić. Gubimy siebie w nudnej codzienności odkładając życie na później. W efekcie nie jesteśmy tym, kim naprawdę chcielibyśmy być i nie robimy tego, co chcielibyśmy robić. Dlaczego?

Czekasz na coś, co się samo stanie

Nic samo nie przyjdzie. Nie żyjesz w bajce, w której piękny książe przybędzie cię uratować i uczynić szczęśliwą do końca życia. Nie jesteś też tym szczęściarzem ze starego filmu u którego ktoś zauważył wielki talent i uczynił go sławnym i bogatym. Jedyną wróżką, na jaką możesz liczyć w swoim życiu jesteś TY SAM(a). Tylko od ciebie zależy jak potoczy sie twoje życie. Jeżeli masz pasję poświęć się jej w stu procentach, a to na pewno zaowocuje. Jeżeli masz talent rozwijaj go codziennie, a być może któregoś dnia zamiast do nudnej pracy wybierzesz się …no właśnie? Dokąd chciałbyś się wybrać? Czy jest coś, co naprawdę chciałbyś robić? Jeżeli tak mam jedną prostą radę: RÓB TO!

Brak motywacji i złe nawyki

Odnalezienie motywacji nie jest proste, a utrzymanie jej na jednakowym poziomie wydaje się w ogóle niemożliwe. Dlatego bardzo ważne jest wykształcenie w sobie odpowiednich nawyków. Osiąganie celów (możemy je również nazwać marzeniami) często wymaga żmudnej pracy, wysiłku, poświęcenia i czasu. Ludzie, którzy osiągają sukcesy przechodzą tę niełatwą drogę dzięki temu, że potrafią zapanować nad sobą. Kluczem jest samodyscyplina. To wydaje się bardzo proste, lecz pomyśl: gdybyś był w stanie zapanować nad sobą w takim stopniu, że codziennie, ale to absolutnie codziennie, wykonywałbyś wytyczone sobie zadania (to może być cokolwiek: nauka języka, treningi, gra na gitarze, nauka rysowania, programowanie, śpiewanie itd.) jak daleko byłbyś dzisiaj? Poświęcając na coś jakąś część czasu codziennie (lub prawie codziennie) i będąc systematycznym jesteśmy w stanie doprowadzić niemal każdą umiejętność do poziomu mistrzowskiego. Musimy tylko zapanować nad cowieczorną chęcią przełączenia się na tryb Netflix+pizza, co wcale nie jest łatwą sprawą.

light-bulb-1246043_960_720

Dwa zabójcze ‚P’

Prokrastynacja, czyli odwlekanie i odkładanie wszystkiego na potem, to największy zabójca naszych marzeń. Potem wcale nie będzie lepiej, łatwiej, czy inaczej. Potem będzie jedynie mniej czasu na zrobienie tego, co możesz zrobić już teraz. Podobnie nigdy nie będziesz perfekcyjny. Kolejne ohydne P to perfekcjonizm, który często niweczy nasz wysiłek już na samym początku. Kiedy zabieramy się za zrobienie czegoś oczywiste jest, że nie jesteśmy w tym perfekcyjni i świadomość tego może odbierać nam motywację w ogóle do starania się. Perfekcyjni nie jesteśmy nawet, gdy robimy coś dłuższy czas, co wcale nie oznacza, że nie robimy tego dobrze. Spójrz na osoby, którym udało się odnieść sukces w dziedzinie, w której też chciałbyś coś zrobić (ale ty jeszcze nie czujesz się na tyle dobry i czekasz na to, by kiedyś być w tym idealnym, prawda?) i zobacz, że oni też nie są perfekcyjni w tym, co robią. Wielu świetnych muzyków zalicza nieliche wpadki na scenie, wielu pisarzy wydaje rzeczy, które są czasem nieco słabsze literacko, sporo znanych aktorów ma w dorobku nieudane role. Nikt z nich nie jest perfekcyjny, ale każdy z nich jest wielki. Ty też możesz być.

Jesteś zmęczony życiem

Wstajesz zbyt wcześnie, aby nie spóźnić się do pracy, której nie lubisz. Spieszysz się z wypiciem kawy, połykasz w biegu śniadanie i tak cały dzień, aby przypadkiem nie tracić zbyt wiele czasu. Czasu, kóry chcesz wykorzystać na zrobienie rzeczy, które i tak nie sprawiają ci przyjemności. W pracy odliczasz godziny do końca. Wracając do domu, zamiast cieszyć się na myśl o wolnym popołudniu/wieczorze, myślisz o tym wszystkim, co MUSISZ zobić. Zakupy, zapasy, gotowanie,zmywanie, nastawienie prania, posprzątanie łazienki, odpisanie na maile, telefon do banku…i tak w kółko. Otóż, aby poczuć się nieco lepiej uświadom sobie, że NIC NIE MUSISZ!

Jeśli jesteś wypalony nie masz siły, a nawet i chęci na spełnianie swoich marzeń i celów. Jeżeli jesteś zmęczony odpuść sobie, wyluzuj i po prostu odpocznij. W natłoku obowiązków, które często sami sobie narzucamy, bardzo łatwo zgubić zdrowe podejście do życia. Jeżeli raz nie odkurzysz mieszkania, ale za to w tym czasie wylegując się w gorącej kąpieli przeczytasz najbardziej inspirującą powieść, to czy stanie się coś złego?


Powyższe przemyślenia to żniwo mojej walki z samą sobą. Wszystko o czym napisałam przeżyłam i przetrawiłam niejednokrotnie, co nie oznacza, że ów walkę wygrałam. Walka toczy się nadal. Pole bitwy rozciąga się pomiędzy biurkiem z przyborami do rysunku, a ekranem telewizora, z którego wzywają mnie wszystkie porywające seriale świata. Ścieram się w bitwie pomiędzy zaczętą powieścia, która nie jest na tyle perfekcyjna, by próbować ją wydać, otwartą książką z niemiecką gramatyką (a ktoś kiedyś powiedział, że życie jest zbyt krótkie, żeby uczyć się niemieckiego), boleśnie ambitnym planem na siłownię (I don’t wanna die with flat ass 😂 ), a tym urzekającym miejscem w mieszkaniu, gdzie jest kanapa, koc, czekoladki i mnóstwo głupotek na you tube. Cóż, walczyć trzeba dalej ! 😉

Codzienna magia

Czy istnieje sposób na to, by nasza codziennosć zaczęła być …mniej codzienna? Przepisu nie ma, ale istnieją rzeczy, które na pewno pomogą w kreowaniu codziennej magii. Jak zawsze – mniej znaczy więcej. Prostota to klucz do osiągnięcia szczęścia. Także tego codziennego, zwykłego.

Kolekcjonuj chwile

Myśleliście kiedyś o tym, jakie na starość będą wasze wspomnienia? Czy będziecie opowiadać swoim wnukom, że rok 2016 był szczególny, bo wtedy obejrzeliście najbardziej wypasione dwa sezony Wikingów, czy może znajdzie się coś bardziej porywającego? Ja przyznaję, że w mijającym roku oglądałam Wikingów ( i oglądam nadal!), ale oprócz tego udało mi się też przejechać motorem pół Europy. Oczywiście zdaję sobie sprawę,że istnieją ludzie, których życie to niekończąca się przygoda i ja nawet nie mogę się do nich równać, jednak jako architekt swojego życia robię wszystko co mogę, aby było ono czymś więcej niż tylko balansowaniem miedzy pracą a hobby. Dodam, że nie jestem amatorką adrenaliny, często do szczęścia wystarczy mi dobra książka i wtulenie się w kogoś ukochanego. Właśnie o to też chodzi – aby kreować momenty, które dają nam poczucie szczęścia – dla każdego może to być coś innego.

Jak mieć piękne wspomnienia? Zamiast rzeczy kolekcjonuj przeżycia. Postaraj się aby każdy dzień zawierał w sobie coś, co będziesz mógł z nostalgią wspominać.

girls-407685_960_720

Rozpieszczaj się

Zrób dla siebie coś wyjątkowego. Nie czuj się winny, kiedy masz ochotę wydać więcej niż powinnienieś na coś, co sprawi ci radość. Traktuj siebie z największą miłością na jaką tylko cię stać. Podchodź do siebie jak do osoby, która jest ci najbliższa na całym świecie. Pofolguj sobie od czasu do czasu.

massage-therapy-1612308_960_720

Rób to, na co masz naprawdę ochotę

Chcesz być jak najbardziej produktywny, robić tylko pożyteczne rzeczy i cały czas się rozwijać? To bardzo dobrze, jednak czasami każdy z nas potrzebuje oddechu, jakiejś małej ucieczki od tych wszystkich wielkich spraw tego świata. Nasze życie się nie zawali jeżeli któregoś wieczoru zamiast zaplanowanej nauki angielskiego obejrzymy jakiś serial, czy pójdziemy na piwo ze znajomymi. Jeżeli w danej chwili czujesz, że to na co masz ochotę znacznie odbiega od wyznaczonych wcześniej planów,czy postanowień, po prostu odpuść sobie. Nie mam na myśli odpuszczania w ogóle, a jedynie na ten jeden moment. Do obowiązków i wyznaczonych celów wrócisz być może z większym zapałem.

cheers-839865_960_720

Wypatruj piękna wokół siebie

Jeżeli w ciągu każdego dnia jesteś w stanie wyłapać choć jedną rzecz, która cię zachwyci, to możesz się nazwać szczęściarzem. Piękno jest wszędzie i żeby być szczęśliwymi ludźmi musimy nauczyć się je dostrzegać. Nie chodzi bynajmniej o jakieś monumentalne, zapierające dech w piersiach dzieła sztuki. Piękno można zobaczyć w każdym skrawku rzeczywistości, jeżeli tylko umie się odpowiednio patrzeć – przestaw się na ten tryb. Pięknem codzienności może być coś ulotnego, co nas na chwilę zachwyci – mogą to być tak drobne rzeczy, jak choćby mozaika jesiennych liści na mokrym chodniku. Zwracanie uwagi na piękno odciąga nasz umysł od wszelkich negatywnych rzeczy, zatem rozejrzyj się i zachwyć!

Idź tam, gdzie jeszcze nie byłeś

Obecnie mieszkam w mieście które zajmuje powierzchnię 115 km kwadratowych – niby nie tak wiele, a jednak trochę do zobaczenia jest w samym mieście jak również wokół niego. Zamki, katedry, muzea, parki, puby…Możliwości na spędzanie czasu jest wiele.Wszędzie. Są jednak ludzie, którzy dobrze znają jedynie drogę z pracy do domu i ewentulnie do jakiegoś centrum handlowego. Ich codzienność zwykle zamyka się właśnie w takim trójkącie: dom-praca-zakupy. Są zamknięci na cały wachlarz wspaniałości, jakie oferuje im miejsce, w którym mieszkają. Nie ma znaczenia, czy jest to miasto wielkie, czy średnie, czy maleńka wioska –  jest tyle rzeczy, które warto poznać. Pomyśl ile wokół ciebie jest miejsc, których jeszcze nie znasz. Eksplorowanie miasta może być przygodą tak samo, jak zapuszczenie się w bardziej odludne tereny.

street-1209401_960_720

Dogadzaj sobie

Jeżeli masz na coś ochotę – sięgaj po to! Oczywiście z umiarem 😉

cake-1850011_960_720

Poszukuj inspiracji

Nic tak nie urozmaica naszej codzienności jak nowe rzeczy, które popychają nas do działania lub myślenia. Zagłębianie się w różne dziedziny sztuki, poznawanie nowej muzyki, odkrywanie nieznanych dotąd książek i filmów, rozmowy z interesującymi ludźmi – to wszystko źródła nieskończonych inspiracji, do których możemy sięgać tak często, jak nam się tylko podoba.

old-1130731_960_720

A jak wy próbujecie zaczarować codzienność? 🙂

 

Poczuj się lepiej

Kiedyś myślałam, że nie ma perfekcujnych ludzi, ale ostatnio zauważam, że oni naprawdę istnieją. Ba, do tego wiodą perfekcyjne życie, spełniają się w perfekcyjnej pracy i równie perfekcyjnym związku. Są wszędzie – prężą wyćwiczone ciała na okladkach magazynów, przemawiają do nas z youtubowych kanałów, uśmiechają się szeroko z instagramowych fotek. Mają pozakładane firmy, pokończone fakultety, otwarte przewody doktorskie, pierwszy milion na koncie, a wolnych chwilach uczą się chińskiego. Perfekcyjni ludzie. nigdy nie są zmęczeni,zawsze robią coś ważnego, nie jedzą słodyczy, a jak jedzą, to nie tyją, nidgy nie czują się niepewnie i zawsze wiedzą, co powiedzieć. Gdzieś pomiędzy tym jestesmy my i nasze  nadwątlone poczucie wartości. Jak możemy czuć się ze sobą dobrze, skoro wszyscy wokół są tacy idealni?

Zapamiętaj: NIE SĄ. To, co często widzisz w mediach, to pozy, filtry, ustawki i maski, które w większości przypadków nie pokrywają się z rzeczywistością.Retusz życia (bo nie dotyczy to tylko zdjęć) to plaga naszych czasów. Ludzie kreują siebie i  swoje życiorysy na coś, co nie jest w ogóle autentyczne. Oglądamy fasady ich sukcesów nie zdając sobie sprawy, z tego, co kryje się naprawdę pod przykrywką tego idealnego życia.

Kiedyś przeczytałam zdanie, które otworzyło mi oczy. Brzmiało mniej więcej tak:

Patrząc na kogoś widzisz jego scenę, podczas gdy u siebie zawsze będziesz świadomy tego, co dzieje się za kulisami.

Co to oznacza? Nic innego jak to, że kiedy obserwujemy drugiego człowieka nie widzimy tego, co kryje się za „wyuczoną rolą”, podczas gdy obserwując siebie zawsze będziemy dostrzegać niedoskonałość, bo przecież widzimy swoje kulisy. Stąd poczucie, że wszyscy wokół są wspaniali i tylko my mamy problem z nieśmiałością, czy zaniżoną samooceną. Kulisy to niepewność, strach przed porażką, lęki, które rodzą się w naszych głowach. Każdy człowiek ma takie kulisy, ale potrafimy dostrzegać tylko swoje, innych ludzi widzimy przecież tylko na scenie. Jak więc poczuć się lepiej, nawet jeżeli za tymi kulisami robi się czasami nieprzyjemnie?

Po pierwsze: nie porównuj się NIGDY do nikogo. Porównywanie  się z innymi to zabójstwo poczucia wartości. Jesteś nieporównywalny – wyryj to w swojej podświadomości, a zobaczysz, że życie stanie się o wiele prostsze.

Po drugie: Pielęgnuj swoją wyjątkowość. Na ponad siedem miliardów ludzi na świecie jesteś kimś jedynym i niepowtarzalnym. Już tylko to powinno wystarczyć, aby poczuć się kimś niezwykłym. Zajrzyj wgłąb siebie i znajdź to.

Po trzecie: Przyznaj, że nie jesteś idealny. Nikt nie jest. Bądź autentyczny, to zasze lepsze niż silenie się na bycie kimś zupełnie innym. Brzmi niełatwo? Pomyśl więc teraz o kilku osobach, które bardzo lubisz lub kochasz. Czy są idealne? Nie są, ale i tak cenisz je i są one dla ciebie ważne. Podejdź w ten sam sposób do samego siebie!

Po czwarte: Przestań przejmować się oceną innych. To, co ktoś o tobie myśli nie powinno mieć  żadnego wpływu na twoję życie. Nie pozwól by cudze myśli kontrolowały to jak się czujesz. W tym miejscu same narzucają się słowa Coco Chanel „Nie obchodzi mnie co o mnie myślisz. Ja nie myślę o tobie wcale!”

I ważna rzecz na koniec:

helix-nebula-11155_960_720-copy

Spokój

Postanowiłam stworzyć nową kategorię na blogu – w końcu to mój blog i mogę na nim pisać o czym tylko mi się podoba.  Podróż wgłąb siebie to miejsce, w którym będę pisać trochę o  samorozwoju, trochę o samoakceptacji, a trochę o walce z demonami, które każdy z nas ma w swojej głowie.

Ostatnie miesiące nie były dla mnie łatwe. Zmiana pracy na bardziej odpowiedzialną oraz utrata dwóch bliskich mi osób spowodowały  obniżony nastrój, brak wiary w przyszłość i siebie, stres, nerwowość, bezsenność…Wiem, ze każdy z nas czuje się w ten sposób od czasu do czasu i wiem, jak ważne jest aby radzić sobie z podobnymi stanami.

 Jak więc osiągnąć spokój i harmonię? 

Jedna recepta nie istnieje, ale wiem, co w takich sytuacjach pomaga mi. Jest to  chwila tylko dla mnie – bardzo ważne jest, aby w ciągu każdego dnia znaleźć taki moment tylko dla siebie. Moment, w którym wyciszymy myśli i skupimy się na swoich emocjach. Taka chwila wytchnienia pozwoli na szybsze uporanie się ze stresującymi sytuacjami. U mnie najlepiej sprawdza się:

  • Chwila przy książce 

Zatopienie się w literaturze pomaga wyluzować – to wiem na pewno. Przy dobrej powieści można zapomnieć o całym świecie, nie mówiąc już o gryzących nas bolączkach. Kiedy rzeczywistość staje się zbyt męczące można na moment wstąpić w inną, tę książkową.

dsc_9448-copy

 

 

 

 

 

 

 

  • Ucieczka w ulubioną muzykę

Muzyka to balsam dla duszy. Każdy wie, że ma działanie rozluźniające i wpływa neutralizująco na stres. Wieczór z kieliszkiem wina przy dźwiękach ulubionej płyty może uratować nawet najbardziej nieudany dzień.

dsc_9447-copy

 

 

 

 

 

 

 

  • Bliskość natury

Czy jest coś, co może równać się z tym? ⇓

Za każdym razem, gdy uciekam z centrum miasta czuję, że wszytko, co za sobą zostawiam przestaje mieć znaczenie. Wszelkie problemy blekną wobec majestatu przyrody. Spacery i dłuższe wycieczki mają niewątpliwie działanie terapeutyczne – potwierdzone info 😉

  •  Koncerty

W moim przypadku te cięższego kalibru, na których można wyrzucić z siebie (a nawet wyryczeć!) wszystkie złe emocje, napięcie i stres to istne katharsis dla duszy. Czasami po takim porządnym występie ulubionej kapeli naprawdę czuję się o dziesięć lat młodsza 😉

10885159_574843642660293_3932641160118403349_n

 

 

 

 

 

 

  • Wysiłek fizyczny

Siłownia, bieganie, a nawet joga – sprawdzi się cokolwiek, co pomoże ruszyć tyłek z kanapy i napakuje nas w niezbędny zapas endorfin. Kiedy „męczymy” nasze ciało umysł wyłącza się i odpoczywa. Ot cała magia.

  • Prowadzenie „dziennika uczuć”

Warto notować każdego wieczoru wszystkie pozytywne rzeczy, które miały mejsce danego dnia. Mogą być to nawet największe błahostki, jak miła rozmowa z nowo poznaną osobą, usłyszany komlement, pyszny deser, lub coś, co udało nam się zrobić…Możliwości jest naprawdę wiele. Ponadto codzienne wyłapywanie takich rzeczy ćwiczy nas w utrzymywaniu pozytywnego myślenia, a jak wiadomo to podstawa do osiągnięcia wewnętrznej pogody.writing-1209121_960_720

 

 

 

 

 

 

  • Robienie tego, co się lubi -po prostu.

Jest wiele rzeczy, które lubię. Do najbardziej odstresowujących zaliczam rysowanie i oglądanie starych filmów (mam taki fetysz dotyczący filmów czarno-białych i filmów grozy).

To kilka rzeczy, które sprawdzają się u mnie. A Wy jakie macie sposoby na wyciszenie się?

 

9657_7a1b
😉