Komu potrzebny ten feminizm?

   Często słyszę, że feminizm w dzisiejszych czasach nie jest już potrzebny. Że skoro kobiety mają prawo głosu to wszystko gra. Że nikt nie zmusza ich do siedzenia w domu, że mogą robić karierę, rozwijać się i na równi z mężczyznami korzystać ze wszelkich dóbr, jakie oferuje świat. W końcu, że są ważniejsze rzeczy, którymi należy się zająć i że cały ten feminizm to rozdmuchiwanie problemów, których nie ma, nakręcanie społecznego napięcia i w ogóle to weź się feministko schowaj razem ze swoim cellulitem i włosami pod pachami (to ostateczny argument tych, co wiedzą lepiej czym jest feminizm).

Tak, ten wspaniały świat, w którym nie potrzebujemy feminizmu, jest dla kobiet istnym rajem. Według raportu Światowej Organizacji Zdrowia więcej kobiet w wieku 15-44 lata umiera na świecie na skutek przemocy niż na raka, malarię czy w wypadkach drogowych.

W krajach takich jak Turcja akty przemocy to codzienność prawie wszystkich kobiet. To, że zostaniesz pobita, bo nosisz szorty, biegasz w parku, czy wracasz sama do domu to prawie pewnik. Jeśli masz trochę mniej szczęścia to zostaniesz na dokładkę zgwałcona. „Szczęście” najwyraźniej omija też kobiety w Indiach gdzie do tej pory panuje kultura patriarchalnej opresji i poza dziewiędziesięcioma trzema gwałtami dziennie dochodzi również do oblewania kobiet kwasem i podpaleń oraz do przymusowego usuwania ciąży, kiedy wiadomo, że ma sie urodzić dziewczynka. Ostatnio sporo słychać o internetowej kampanii #AintNoCinderella, w której hinduskie kobiety próbowały przeciwstawić się chorym, obyczajowym standardom. Nie jestem kopciuszkiem, nie muszę być w domu przed północą – kampania jest odzewem na słowa Bhattiego, polityka jednej z największych partii, który powiedział, że kobiety nie powinny znajdować się po północy poza domem jeśli nie chcą być zgwałcone. Typowe odwrócenie ról – to ofiara jest winna, bo szlaja się po nochach. Mnie wydaje się, że raczej należy zrobić coś z problemem gwałcicieli zamiast zamykać w domu kobiety, żeby nie kusiły swoją obecnością, ale co ja tam wiem. Słowa Bhattiego przypomniały mi inne słowa, które padły z ust tureckiego tym razem polityka, a który to stwierdził, że kobiety nie powinny publicznie głośno się śmiać, bo to nieprzyzwoite. Z jego złotych ust padło również retoryczne pytanie Gdzie są nasze dziewczęta, które lekko się rumienią, opuszczają głowy i odwracają wzrok, kiedy patrzymy im w twarz, stając się tym samym symbolem czystości? Pozwólcie, że nie skomentuję tego, bo musiałabym sięgnąć po słowa, których słownik porządnej polszczyzny nie zawiera. Oczywiście wiele Turczynek wirtualnie zaśmiało się premierowi w twarz #kahkaha. 

 

Choć co chwilę słyszymy medialne doniesienia na temat ilości gwałtów popełnianych w Indiach, problem ten nie dotyczy jedynie tamtego rejonu świata. W statystykach odotyczących aktów przemocy seksualnej niechlubny prym wiodą Grenada, Nikaragua, Kostaryka i…Szwecja. Trzeba nadmienić jednak, że szweckie prawo definiuje pojęcie gwałtu szerzej, stąd tak wysokie miejsce w statystykach. Faktem jest, że wiele kobiet doznających przemocy wciąż milczy. Problem przemocy seksualnej w Indiach jest bardziej widoczny od 2012 roku, kiedy zgwałcona kobieta pochodząca z dobrze sytuowanej rodziny przerwała tamę milczenia. Kobiety zaczęły zgłaszać się na policję coraz mniej bojąc się stygmatyzacji.

Inną kwestą jest bagatelizowanie problemu – bo przecież to tylko gwałt. W Kenii za brutalny gwałt na szesnastoletniej dziewczynce sprawcy zostali ukarani…skoszeniem trawnika. Bezkarność może ośmielać do przemocy. Oczywiście kobieta jest sama sobie winna – bo jeśli spożywała alkohol, nosiła krótką spódnicę, czy znajdowała się sama w nocy poza domem, to nie może być kobietą „porzadną” stąd zasłużyła sobie na to, co ją spotkało. Nie dopatrujcie się tutaj sarkazmu – to tok myślenia wielu sędziów, którzy uniewinniają gwałcicieli. Codziennie tysiące kobiet jest bitych, gwałconych, poniżanych. Wielu z nich odmawia się prawa do godnego życia i decydowania o własnym losie. Wiele z nich nie ma pojęcia, że można życ inaczej – żyć bez strachu.

To wszystko dzieje się i dziać się będzie dopóki panować będzie przekonanie, że kobiety nic nie znaczą. I tu na początek przyda nam się ten cholerny feminizm. 

 

_97264267_mediaitem97264266

Święte absurdy (I)

Czy religia jest potrzebna człowiekowi, czy nie to kwestia, którą można poddać dyskusji, jednak dyskusja taka w samym założeniu byłaby płonna, bo i po co przekonywać wierzącego o bezużytecznośi jego kultu lub niewierzącego do tego,że popełnia błąd. Nie chodzi mi o przekonywanie kogokolwiek, a jedynie o logiczne zestawienie kilku faktów, które pozwolą spojrzeć  na zagadnienie z innej perspektywy. Wiem, że pisząc o absurdach religii można napisać całą książkę, więc traktuję ten wpis jako jedynie zarys. Jeżeli jesteś człowiekiem głęboko wierzącym, u którego łatwo urazić tzw. „uczucia religijne”, nie czytaj tego tekstu.

Religia wiąże umysł człowieka i to wiąże go w taki sposób, że pomimo posiadanej inteligencji i wiedzy zamyka mu oczy i uniemożliwia logiczne, czyli wywodzące się z rozumu postrzeganie świata. Mniej więcej do późnego paleoitu człowiek był istotą alogiczną i nie znał mechanizmów rządzących przyrodą, stąd naturalne wydawało się dążenie do tworzenia różnego rodzaju kultów jako odpowiedzi na wszelkie pytania dotyczące tajemnic świata i przyrody. Od tego czasu minęło jednak jakieś piętnaście tysięcy lat, a ludzkie umysły wciąż zaprzątnięte są wiarą w różne ponadnaturalne niedorzeczności. Według mnie trzy najbardziej absurdalne aspekty religii to oparcie wiary i światopoglądu na tzw. świętych księgach oraz bezkrytyczna wiara w dogmaty i kreacjonizm.

Święte księgi

W I wieku na terenach Palestyny wobec istotnych napięć politycznych pojawiło się wielu przywódców i kaznodziejów, którzy skupiali wokół siebie uczniów i wyznawców. Jezus był tylko jednym z nich, ale tak się złożyło, że jego kult przetrwał aż do naszych czasów. Podobnie, jednak w odstępstwie sześciuset lat, Mohamed, twierdzący, że otrzymuje przekazy od boga, zgromadził wokół siebie wielu zwolenników. To był początek Islamu. Obie religie (jedne z największych dzisiaj) w ogromnym stopniu opierają się na świętych księgach – Biblii i Koranie. Początki Biblii, a dokładnie Starego Testamentu sięgają jeszcze XI w. p.n.e. Większość ksiąg powstała w okresie panowania perskiego, natomiast Nowy Testament został spisany już w drugiej połowie I wieku. Koran pierwotnie przekazywano ustnie (Mahomet był analfabetą), spisano go dopiero po śmierci proroka. W ciągu wieków teksty te tłumaczono, poprawiano i korygowano w takim stopniu, że prawdopodobnie dzisiejsze wersje znacznie odbiegają od tego, co moglibyśmy wyczytać w „oryginałach”. Dziś wielu ludzi wierzących traktuje je bardziej jako literacki rarytas, jednak nie można zapominać, że to właśnie te księgi stanowią trzon ich wiary. Dlaczego więc tak wielu ludzi traktuje Biblię wybiórczo? Przeciętny chrześcijanin omija to, co w dzisiaj wydaje się niedorzeczne i tłumaczy, że to kwestia interpratacji i metafor (przyznając tym samym, że ich święta księga jest pełna bzdur). W wielu krajach muzułmańskich Koran nadal jest istotnym źródłem prawa, co chyba jest jeszcze gorsze od tak częstej chrześcijańskiej hipokryzji. Bo jak można DOSŁOWNIE traktować to, co zostało wypisane setki lat temu przez ludzi, którzy nie mieli pojęcia o rzeczach, które dziś są dla nas oczywiste. „Mądrości” ze świętych ksiąg po prostu nie wpisują się w naszą rzeczywistość. Przerażające jest jak wielu muzułmanów bierze sobie do serca każde słowo wyczytane w Koranie. Jeżeli zdarzyło wam się czytać Koran to wiecie, że obok nosensów jest tam też spora dawka mizoginizmu i ksenofobii. Zresztą, tak samo jak w Bibli, której główną zaletą jest to, że jest wartościowa pod względem literackim, czego o Koranie nie można powiedzieć.

FA1099DEF

Każda religia stara ukazywać się jako jedyną właściwą, co jest przecież zrozumiałe, bo jak inaczej przekonać ludzi do kultu? Jednak kiedy przyjrzymy się każdej z nich z osobna poprzez pryzmat wiedzy, która dziś posiadamy, nie sposób uciec wrażeniu, że w dużym stopniu religie nie są niczym innym jak swoją wzajemną kopią. Cóż, kiedy powstawały nie istniało coś takiego, jak prawa autorskie. Nie chodzi już nawet o to, że w trzech wielkich religiach Zachodu osoba boga jest właściwie ta sama (umownie powiedzmy, że ta sama – to już temat na dłuższy wywód), ale o to, że możemy w nich znaleźć odpowiedniki lub „inspiracje”, które zostały zaczerpnięte ze starszych wierzeń. Większość ksiąg biblijnych ma swoje odpowiedniki w utworach starożytnego Egiptu. Można posunąć się do twierdzenia, że właściwie Biblia się na nich opiera. Dla przykładu Księga Rodzaju ma swoje korzenie w starożytnym Staela Szabaki, Księdze Piramd i Papirusie Bremner-Rhind, Papirus Ledejski to egipski odpowiednik Księgi Psalmów. Oczywiście przykłady można mnożyć. Mojżeszowe cuda (rozstąpienie mórz i zapowiedź nastania ciemności)  już wcześniej miały miejsce w wykonaniu Dżażaemancha, natomiast sam Mojżesz jest klonem króla Sargona z Akkady, który również został wyłowiony w koszyku z sitowia. Nie da się ukryć, że losy Mojżesza są mocno „zainspirowane” Czarami na dworze króla Cheopsa i Si-Usire. Losy hebrajskiego Józefa natomiast bardzo przypominają egipskiego Bata i jego historię, a pierwszym znanym mesjaszem był Nefreti, który stanął przed faraonem Snofru. Ponadto Biblia przepełniona jest cytatami z sbojet (egipskich utworów dydaktyczno-moralizatorskich).

Podobieństw wsród wierzeń można dopatrzyć się wszędzie. Trójca Święta (jeden z większych absurdów chrześciajaństwa jako religii monoistycznej!)  to nic oryginalnego, bo przecież wcześniej istniały triady kananejskie, babilońskie, asyryjskie, egipskie czy rzymskie (trójca kapitolińska) oraz Brahma, Wisznu i Siwa w hinduiźmie. Narodziny Kriszny (przez dziewicę zresztą) zapowiedziała pojawiająca się na wschodzie gwiazda – sam Kriszna za życia czynił cuda, a po śmierci zmartwychwstał. Dionizos też był czyniącym cuda synem dziewicy, na dodatek urodzonym 25 grudnia. Perski Mithra, również urodzony 25 grudnia syn dziewicy, miał dwunastu uczniów i zmartwychwstał po trzech dniach. Egipski Horus narodził się z niepokalanego poczęcia. Brzmi znajomo?

Warto zaznaczyć, że na synkretyźmie opierało się wiele religii, nie dotyczy to jedynie chrześcijaństwa. Już w świecie starożytnym asymilowano obce bóstwa i włączano je między poczet własnych. Wobec tych faktów śmieszne wydaje się to, jak wielu ludzi nadal uważa swoją religię za jedyną prawdziwąwłaściwą.

Nieomylność religii

Dogmaty religijne nie są niczym innym, jak mizerną próbą odzewu na niewygodne fakty i pytania. Bo jeżeli coś wydaje się być nielogiczne, a tym samym zdrowy rozsądek nakazywałby się temu sprzeciwiać, jak wytłumaczyć to, że niektórzy nadal upierają się przy swoim pomimo totalnego braku tej logiki? A no dogmatem właśnie! Zresztą, taki sam mechanizm dotyczy kreacjonizmu, kolejnego religijnego abbsurdu. Tak więc niech nie dziwi was, że jedyny (jeden ale w trzech osobach)  bóg urodził się jako swój własny syn z kobiety, która była dziewicą, która następnie wstąpiła do nieba. Co ciekawe, to wniebowstąpienie zostało przyjęte za dogmat dopiero w połowie XX wieku przez papieża, który według innego dogmatu jest ZAWSZE nieomylny. Tzw. prawdy wiary z prawdą mają tyle wspólnego co nic. Jeżeli przyjmiemy, że dana religia stanowi całość, z której nie wybiera się tego, co akurat pasuje, widzimy jak trudno pojmować ją w kategoriach innych niz kategorie nonsensu.

Kreacjonizm

Wiara w stworzenie świata i natury przez osobowego boga, w obliczu przeczących temu osiągnieć nauki, jest wiarą ryzykowną. Dziś nawet stosunek kościoła wydaje się zbliżać do akceptacji teorii ewolucji (typowe zagranie Kościoła Katolickiego-kiedy już nie ma szans na wypieranie niewygodnych faktów następuje próba pogodzenia z ich założeniami religijnymi). Tam, gdzie Biblia traktowana jest dosłownie (głównie kraje protestanckie i baptyści w Stanach Zjednoczonych) wiara w kreacjonizm jest silniejsza. Cóż, niektórzy najwidoczniej wolą pozostać ślepymi. Mnie zastanawia tylko dlaczego bez zastanowienia przyjmują to, co zostało napisane w jakiejś książce dwadzieścia sześć tysięcy lat temu, a jakoś nie potrafią przyjąć do świadomości faktów, które oferuje im współczesna nauka.

download
Jak wytłumaczysz zachód słońca skoro nie ma boga? Niepodważalny argument kreacjonistów 😉

Na koniec przypominają mi się słowa Whartona, który powiedział, że nie ma takiej absurdalnej rzeczy, której by człowiek nie zrobił, próbując nadać życiu jakiś sens.

Amen.

World coming down

Pozwoliłam sobie pożyczyć tytuł płyty mojego ukochanego zespołu Type 0 Negative, aby w wielkim skrócie skreślić kilka słów o tym, dlaczego uważam, że dzisiajszy świat jest popieprzony. Oto moja lista bólu, żalu i niedowierzania, a zarazem powody, dla których chyba nigdy nie będę miała odwagi wydać na ten świat dzieci:

  • Coraz bardziej widoczny podział świata na ten ważny i nieważny przejawiający się m.in tym, że o wielu zbrodniach (choćby Syria, Palestyna, Algeria, Tadżykistan ) w głównych mediach nie usłyszysz
  • Terroryzm to już nie tylko wiadomości z dalekiego świata, a coś, co w każdej chwili może się zdarzyć na naszym podwórku
  • Ponad trzydzieści toczących się aktualnie wojen i konfliktów zbrojnych
  • Bliski Wschód rozpieprzony w politycznych gierkach „wielkich” tego świata
  • Pogrążona w biedzie i niekończących się wojnach Afryka
  • Pogłębiający się ekstremizm religijny i oraz częstsze zbrodnie popełniane w imię Allaha
  • Przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi poszerza się z dnia na dzień
  • Najbardziej wpływowymi państwami świata rządzą psychopaci (choćby Rosja)
  • Na czele najpotężniejszego państwa świata stoi burak, homofob i rasista(w jednej osobie)
  • Hipokryzja na szczeblach najwyższej władzy sięga tego poziomu, że zbrodnicza organizacja jaką jest ISIS (oby zgnili za życia) istnieje za przyzwoleniem rządzących tym światem
  • W wielu „cywilizowanych i demokratycznych” krajach wciąż można być ukaranym za obrazę uczuć religijnych (WTF!)
  • W wielu krajach Europy nieroby, ćpuny i żule żyją z socjalnych zasiłków na koszt ciężko pracujących ludzi, którzy w podatkach oddają nawet do 50% swoich dochodów
  • ‚Gwiazdy’ chujowego popu zarabiają więcej niż ludzie nauki, czy medycyny którzy pracują nad ratowaniem świata i ludzkiego życia
  • Ikoną współczesnych nastolatków jest wypełniona silikonem laska, która popularność zdobyła obciąganiem na oczach całego (internetowego) świata
  • Pokojową nagrodę Nobla dostał facet, który wszczął kilka wojen, literacką dla odmiany całkiem dobry muzyk, ale literat przeciętny
  • Dla przeciętnego młodego człowieka wyznacznikiem wartości są instagramowe lajki
  • uzdolnienii artyści muszą pracować w McDonaldach, ewentualnie malować portrety na ulicach, aby przeżyć, gdy tymczasem „artysta”, który wystawia na widok publiczny swoje rozbebeszone łóżko usłane brudną pościelą i zużytymi tamponami zgarnia za to tysiące dolarów
  • Metalowe zespoły, których głównym ‚grzechem’ jest zazwyczaj ateizm mają problemy z występami i radykalnymi katolickimi ruchami (patrz:Polska), natomiast księża pedofile za swoje zbrodnie przenoszeni są jedynie do innej parafii
  • Panteon bogów tego świata to bardzo często  marni aktorzy, nędzni grajkowie i gwiazdki robiące karierę ‚na dupie’, natomiast wartościowi twórcy nazywani są ‚alternatywą’
  • Nie wiemy nic o ludziach, którzy na co dzień czynią dobro (czy to w organizacjach charytatywnych, czy poprzez działalność na rzecz rozwoju nowoczesnych technologii i nauki) bo po prostu o nich nie słyszymy- nie jest to temat nośny medialnie
  • Idolami nastolatków są celebryci o IQ meduzy
  • Koścół Katolicki jako jedna z najbardziej zbrodniczych instytucj, która powinna być zdelegalizowana w takiej formie, w jakiej istnieje dzisiaj, nadal stoi ponad prawem
  • dyskryminacja rasowa, dyskryminacja kobiet i mniejszości seksualnych to chleb powszedni nawet w państwach rozwiniętych
  • ludzie spędzają coraz wiecej czasu w świecie wirtualnym niż realnym (smutek)
  • Wyznacznikiem statusu społecznego są pieniądze – nie osiągnięcia intelektualne, czy artystyczne
  • Wielu ludzi nie zna pojęcia ‚ekololgia’ dlatego świat coraz bardziej wygląda jak jeden wielki śmietnik
  • masowe zabijanie zwierząt i okrutny sposób, w jaki ludzie je traktują to chyba największa i najsmutniejsza zbrodnia, jakiej ludzie kiedykolwiek się dopuścili

Wybaczcie ten brak pozytywów przy takiej pięknej niedzieli (u mnie wiosna na całego), ale musiałam wyrzucić z siebie tę żółć. Moja lista jest listą otwartą wkurwów na ten świat, możecie dokładać swoje bolączki.

Pozdrawiam!

 

Przepis na szczęście?

 Każdy chce być szczęśliwy, ale jeżeli zapytalibyśmy czym jest szczęście zapewne część z nas nie potrafiłaby tego zdefiniować, znaleźliby się też ci przebąkujący o spełnieniu w życiowym tendemie „kariera-rodzina”. Ale czy naprawdę chodzi o to? Jak to jest z tym szczęściem, że wszyscy go chcemy, ale tak mało z nas ma świadomość tego, czym ono jest? Otóż nie ma jednej odpowiedzi, bo szczęście jest szyte na miarę.


Wielu z nas szuka szczęścia na zewnątrz warunkując je wszystkim tym, na co nie ma wpływu, lub na co wpływ ten jest ograniczony. Oczywiście to, co dzieje się wokół ma znaczenie dla tego, co dzieje się w środku nas, jednak jestem przekonana, że prawdziwe żródło szczęścia leży w nas samych, a wszelkie spełnienie bierze początek w naszym wnętrzu. Prawdziwą sztuką jest dnaleźć w sobie pewną miarę w odniesieniu do świata. Uzależnienie od tego co zewnętrzne zawsze prowadzi do frustracji. Jeżeli w naszej głowie powstaje założenie, że „będę szczęśliwy kiedy………”(zmienię pracę, dostanę podwyżkę, kupię dom, urodzę dziecko, znajdę partnera itd.) to zwykła abstrakcja -słowo KIEDY przeradza się w realne ograniczenie. Bo co jeśli nie zmienimy pracy, czy nie kupimy pieknej willi, tak jak sobie to założyliśmy? Oznacza to, że już nigdy nie będziemy szczęśliwi? Dzisiejszy świat myli szczęście z innymi rzeczami, takimi jak chociażby przyjemność czy sukces, które są jedynie zewnętrznymi formami. Tymczasem szczęście jest stanem wewnętrznym dlatego i jego źródła należy szukać wewnątrz nas samych.

To, że zewnętrzne formy sukcesu, takie jak pieniądze, sława i wysoka pozycja społeczna nie są równoważne ze szczęściem wiemy nie od dziś, a jednak wciąż tak wielu z nas goni za nimi myśląc, że przyniosą mu coś, czym można zatkać tę wewnętrzną pustkę. Spójrzmy jak wielu ludzi, którzy w oczach świata osiągnęli wszystko, co jest wyznacznikiem sukcesu, jest nadal nieszczęśliwych. Jak wiele samobójstw zdarza się wśród tych, którzy opływają w sławę i dostatek. Jak wielu ludzi sukcesu nadal ma w sobię tę czarną dziurę, której nie potrafi zapełnić ani sława, ani pieniądze.

Jakiś czas temu Tadeusz Gadacz w wywiadzie dla Charakterów powiedział coś bardzo ważnego:

Wydaje mi się, że szczęście przestało być tym, o czym rozmawiamy, bo cały czas wmawia się nam, że mamy być ludźmi sukcesu. Począwszy od przedszkola:dzieci słyszą, że jak teraz się nie nauczą angielskiego czy chińskiego, to nie będą ludźmi sukcesu, potem studenci- że jak nie pójdą na kierunki, które dają dobrą pracę, to niebędą ludźmi sukcesu, młodym doktorantom powtarza się, że jak nie będą zbierać punktów, to przegrają konkurs na stanowisko adiunkta itd. Natomiast ja szczęście rozumiem jako swego rodzaju spełnienie własnego życia, kiedy człowiek może powiedzieć, że się zrealizował i życia nie zmarnował.(…) Jeśli sami w sobie nie znajdziemy miary w stosunku do świata, pewnego dystansu, to nic nie będzie nas w stanie uszczęśliwić.


f8b6369b5e9374695efd5ddf940e729c

Zajęło mi sporo czasu zrozumienie, że szczęście to nie to samo co sukces, czy uznanie w oczach świata.To też nie to samo, co ciągłe odczuwanie przyjemnosci. Przez lata próbowałam zrekompensować sobie wewnętrzny brak czegoś poprzez hedonistyczną gonitwę za różnymi uciechami, ale uwierzcie mi, że slogan sex,drugs and rock’n roll brzmi fajnie tylko jak ma się szesnaście lat. Z drugiej strony,tej mniej hedonistycznej, czułam wewnętrzny przymus aby, np. skończyc studia, bo nie mogłam nawet myśleć o ‚szczęśliwym życiu’ nie mając tytułu magistra przed nazwiskiem. Wydawało mi się, że bez tego byłabym niepełna. Kiedy tytuł się pojawił poczułam, że to nie to, bo przecież jeszcze lepiej byłoby zrobić doktorat. Przez długi czas odczuwałam ogromny dyskomfort, bo praca w jakiej utkwiłam nie była na tyle prestiżowa abym mogła czuć choćby wewnętrzne zadowolenie. To wszystko było uzależnieniem poczucia szczęśliwosci od czynników zewnętrznych. Niestety takie podejście zawsze prowadzi do odczuwania ciągłego nienasycenia – bo kiedy nie jesteśmy zadowoleni z tego, co już  mamy prześladuje nas świadomość tego,że było coś lepszego do osiągnięcia- gdzieś tam jest lepiej płatna praca, bardziej prestiżowe uczelnie i tytuły, większe domy i szybsze samochody. Odkąd zmieniłam swoje myślenie często łapię się na tym, że czuję to szczęście bardzo intensywnie. Czasami w najzwyklejszych momentach codziennego dnia po prostu przepełnia mnie taka wewnętrzna radość i nie jest to związane z niczym konkretnym, raczej z oczywistymi rzeczami: czasami prostymi jak to, że spędzam wieczór przy świetnej książce lub gotuję coś pysznego, a czasami z fundamentalnymi, jak to, że mam wspaniały związek czy pracę, którą lubię. Nie mam milionów na koncie i nie zrobiłam jeszcze spektakularnej kariery, a mimo to czuję, że jestem w miejscu, w którym powinnam być, a w przyszłości na pewno będę w miejscu jeszcze lepszym, bo cały czas do tego dążę, choć nie utożsamiam tego z osiągnięciem stanu szczęśliwości. Przy tym poczucie szczęścia pojawia się najczęściej kiedy zdaję sobie sprawę, że jestem tu po to, żeby odwalić swoją robotę i dążenie do wykonania tego nadaje sens wszystkiemu. Myślę, że każdy z nas ma na tym świecie coś do zrobienia i ta osobista misja może być zaczątkiem prawdziwego szczęścia. Jeżeli odnajdziemy w sobie to, co w nas „gra”  i będziemy wsłuchiwać się w tę wewnętrzną melodię, to jest to dobra droga do uzyskania stanu, który wymyka się wszelkim definicjom, a który nazywamy szczęściem. Sęk w tym, aby nie próbować tworzyć sztucznych określeń na to, czym ono jest w istocie i nie uciekać w porównywania. To, co gra w każdym człowieku jest zawsze inne i zawsze tak samo ważne. Każdy nosi w sobie inną melodię. Nie ma tu znaczenia, czy twoją melodią jest to, że tworzysz sztukę, muzykę, literaturę, czy zajmujesz się nauką, czy pieczesz ciasta lub zajmujesz się rodziną- to wszystko jest tak samo istotne i potrzebne. Po prostu każdy ma inną drogę.

Płeć różowa i niebieska

Jakis czas temu sieć obiegły dwa dziecięce wierszyki pióra niejakiej Katarzyny Kowalskiej. Zrobiło się o nich głośno nie za sprawą wartości artystycznej, której notabene im zabrakło, a dzięki temu, że były wręcz przeładowane stereotypami, od których zdrowo myślący ludzie na początku XXI wieku uciekają.  Dla przypomnienia- poniżej niewdzięczne wierszydła:

Jak to dobrze być dziewczynką –
Być brunetką lub blondynką.
Bez powodu można płakać –
tym za serce chłopców łapać.
Można bawić się lalkami,
stać przed lustrem godzinami.
Można stroić się do woli,
co chłopakom nie przystoi.
Można wzdychać godzinami,
można płacić uśmiechami,
pod pantoflem trzymać brata,
być dla taty pępkiem świata…
Serca podbić słodką minką…

Tylko trzeba być dziewczynką,
bo dziewczynką być, jak wiecie,
to najlepsza rzecz na świecie!

*

Jak to dobrze być chłopakiem
małym, sprytnym łobuziakiem.
Można bawić się w kowboi,
co dziewczynkom nie przystoi.
Figle płatać starszej siostrze,
na motorach znać się dobrze.
Można marzyć godzinami,
że się walczy z piratami.
Na boisku nosić korki
i być mistrzem deskorolki.
Bohaterem być dla mamy,
nie przejmować się głupstwami.
Można zawojować światem,
tylko trzeba być chłopakiem,
bo chłopakiem być jak wiecie,
to najlepsza rzecz na świecie!

Tak…uczmy dzieci od małego, że dziewczynki płaczą bez powodu, bez przerwy się stroją (co chłopcom nie wypada!), a chłopcy za to w przeciwieństwie do dziewczynek nie przejmują się głupstwami i tylko oni mogą zawojować świat. Ponadto dziewczynki mogą płacić uśmiechami i podbijać serca słodką minką –  przedszkolne preludium do mentalnej prostutucji. Czym będą płacić dziewczynki kiedy już trochę podrosną? Zapewne dupą.

To tylko wierszyki i aż wierszyki. Na rozwój świadomości dziecka wpływa wszystko, więc takie brednie, do tego powtarzane przez autorytety (pani w przedszkolu) mają ogromny wpływ  na kształtowanie osobowości. Dzieci od małego uczone są, że istnieją podziały na rzeczy, które w zależności od płci, są w porządku lub nie. Już nie mówię o dziecięcych ubrankach, gdzie dziewczynki ubiera się w różowe falbanki i kreuje na księżniczki (cóż, czar pryska, gdy księżniczka zamiast bajki w dorosłym życiu zostaje posługaczką księcia Janusza). Spójrzmy na zabawki dla dzieci, które niestety nadal dzieli się na te dla dziewcząt i dla chłopców:

płeć

 

Pamietam, jak mój kilkuletni siostrzeniec bardzo polubił bajkę Frozen, którą obejrzał w przedszkolu, ale przyznał się tylko swojej mamie, bo nie chciał, żeby wszyscy wiedzieli, że lubi bajki o księżniczkach. Myślę, że takich chłopców, którzy oprócz zabawy autami i mieczami z chęcią sięgnęliby po lalki jest naprawdę wiele, ale presja na to, co chłopiec powinien, a co nie, jest zbyt duża. Z drugiej strony jest nieco lepiej, ponieważ dziewczynek bawiących się „chłopięcymi” zabawkami nie spotyka aż taki ostracyzm. Najsmutniejsze jest to, że rodzaj zabawek kierowanych do poszczególnych płci znacząco się różni i na pierwszy rzut oka widać, do jakiego życia będziemy przygotowywać przyszłe pokolenia kobiet kupując im różowe odkurzacze, mopy i zestawy garnków.


 

Czy ktoś widzi cos złego w dziewczynce bawiącej się statkiem kosmicznym lub w chłopcu bawiącym się domem dla lalek? Każdy z tych zestawów jest świetny, szkoda, że zazwyczaj znajdują się w odrębnych działach: chłopięcym i dziewczęcym.


Niestety mopy i patelnie nie wszystko, co przemysł zabawkarski serwuje dziewczynkom. Jeżeli nie wpisujesz sie w rolę matki, żony i gospodyni możesz rozwinąć swoje skrzydła i zostać tancerką na rurze.

pole-dance-doll-31333498


Podział zabawek na stosowne dla chłopców i dziewczynek to początek tych wszystkich idiotycznych klasyfikacji, które widzimy na każdym kroku. Jest to prosta droga do takich wymysłów jak literatura kobieca, kino kobiece oraz męskie rozrywki i męskie zajęcia. Myślę, że gdyby każdy robił to, co lubi robić, bez obaw o nieprzychylną ocenę reszty społeczeństwa, świat byłby o wiele lepszym miejscem.


 

17884024_10154689291549514_5941995594577965392_n copy

 

Wyluzuj!

Znacie tych ludzi –  robią wszystko, co do nich należy, nigdy nie zmieniają planu dnia, nigdy zbyt dużo nie piją i nigdy nie próbują nowych rzeczy. Jedzą obiad zawsze o 15:00 i pod ten wzniosły epizod gastronomiczny planują cały dzień. Nigdy nie siedzą do późna w nocy, bo wisi nad nimi myśl o tym, że TRZEBA się wyspać. Idealni dorośli w swoich szytych na miarę światach, w których nie ma miejsca na spontaniczność. Dlaczego dorosłość w wielu przypadkach niesie za sobą utratę tego wszystkiego, co sprawia, że życie nabiera kolorów? Spontaniczność, beztroska i luz – wszysto to gubimy gdzieś po drodze.

Mam znajomą, która kiedyś opowiadała, jak to w środku nocy (według jej czasu tak po 23:00) poprosiła swojego męża o 50 g koniaku, bo nie chciało jej się spać, na co on odpowiedził: Jesteś szalona! Tak, to miała być jedna z tych historii, które czasami opowiadamy sobie po ekscytującym weekendzie 😉  Znam osoby, które od dziesięciu lat jeżdzą na urlopy w dokładnie to samo miejsce i nigdzie indziej. Znam też takie, które nigdy nigdzie nie wychodzą, bo przecież mają taki piękny dom (!). Albo takie, dla których szcztytem szaleństwa jest położenie się spać po północy. Na serio- dlaczego sami na siebie nakładamy ramy, które wiążą naszą wolność? Masz ochotę posiedzieć do rana nad książką, czy serialem to posiedź! Porządek wszechświata się nie zawali, najwyżej się nie wyśpisz. Znajomi dzwonią w ostatniej chwili, żeby się spotkać, ale ty musisz iść jutro do pracy, więc się wymigujesz. A pamiętasz, jak będąc jeszcze w szkole, czy na studiach, to, że musiałeś rano wstać nie przeszkadzało w niczym, absolutnie niczym! Tak, wiem, że może jesteśmy zbyt zmęczeni, nieco starsi, ale co się stało z tą spontanicznością, którą kiedyś wszyscy w sobie mieliśmy? Czy to jest tak, że zanika ona z wiekiem, jak np. jakiś kolagen, czy po prostu nasz organizm jest wyczerpany? Jakkolwiek by nie było łatwo zauważyć jak wielu z nas z wiekiem staje się coraz bardziej biernymi. Poddajemy się temu, co przynosi życie, zamiast samemu je kreować. Pasywność do pierwszy krok do tego, aby je przegrać.

3333

Kiedy przestajemy dawać upust impulsywności zaczynamy być tymi nudziarzami. Ja wraz z wiekiem obserwuję coraz więcej rzeczy, które są sprzymierzeńcami zaniku spontaniczności, a co za tym idzie radości życia:

  • Brak czasu – Jeżeli nie jesteśmy pracocholikami to czasu mamy praktycznie tyle samo,co wtedy, kiedy chodziliśmy do szkoły, czy na uczelnię  tyle, że teraz poświęcamy go na rzeczy, które naprawdę nie są nam potrzebne- stąd jego brak. Zrezygnuj z telewizji, bezsensownego serfowania po internecie, godzin spędzanych w centrach handlowych, a na pewno znajdziesz czas na to, by wyskoczyć gdzieś ze znajomymi, ćwiczyć jogę, czy nadrobić książkowe zaległości.
  • Brak umiejętności odpoczywania – zamiast zająć się zregenerowaniem ciała i umysłu „odpoczywamy” na kanapie przed telewizorem, co tylko wprowadza nas w stan wiecznego zamulenia. Wyjdź na świeże powietrze, rozruszaj mięśnie i przewietrz umysł.
  • Zbyt wiele odpowiedzialności – narzucamy sobie zbyt wiele obowiązków, których nie mamy siły wypełnić i jesteśmy nimi tak zaabsorbowani, że nie potrafimy zaangażować się w nic innego.
  • Rozluźnienie więzów społecznych, do których prowadzą  wyżej wspomniane kwestie. Brak czasu, zmęczenie i zbyt wiele obowiązków prowadzi do tego, że w naszym życiu jest coraz mniej ludzi.
  • Branie wszystkiego na poważnie –  Roztropność to cnota nudziarzy, więc why so serious?  😉

Jak na początek okełznać rodzącego się w nas nudziarza? Otwórz się na nowe rzeczy, nowych ludzi, na nieplanowane wyjścia z domu, na zmiany planów na bardziej interesujące, na cieszenie się tym, co jest tu i teraz. Bądź na tak i wyluzuj!

Dziś piątek – życzę Wam (i sobie również) udanego weekendu, wolnego od nudy i frustracji, za to pełnego pięknych i inspirujących chwil 😀

 

O mężczynach, którzy nienawidzą kobiet.

Czasami kiedy czytam artykuły w internecie łapię się na tym, że sprawdzam, czy niektóre z nich nie są zwyłym trollowaniem. Tak było w przypadku czytania wywiadu, w którym Roman Rogowiecki na pytanie, czy kobietom na rynku muzycznym jest trudnej odpowiedział: Pewnie jest im trudniej, bo mają geny, które kierują je w stronę matkowania i to przeszkadza w rozwoju ich kariery. Najbardziej żaląca się na duchy przeszłości jest Tori Amos. Czy ja wiem, czy to jest dobre? Jednak facet potrafi napisać sobie piosenkę, z której coś wynika. Kobieta ma jednak te skłonności do rozpamiętywania nieszczęść, które ją spotkały.  Równie trudno było mi uwierzyć w  prawdziwość słów skrzeczącego pana znanego pod pseudonimem Grabaż, który stwierdził, że Kobiety i rock’n’roll nie idą w parze. Rock’n’roll to sprawa typowo męska. Musisz zachować rewolucyjną czujność. Kobieta ją osłabia – tłumaczy. Na co nam baba? (śmiech) Co ona miałaby robić? Gotować? Wszędzie tam, gdzie pojawia się kobieta, zaczynają się konflikty. To oczywiste. 

yhhhh…że co?

Kobiety nie potrafią napisać piosenki, z której coś wynika bo ich geny zawracają je od wielkich spraw w  kierunku matkowania i gotowania. To bardzo krzywdzące. Owszem, kobiet w muzyce jest mniej, ale nie z powodu braku predyspozycji, a raczej przez ten wlekący się za nimi od wieków welon powinności, który niestety jeszcze nie odpadł. Nie dotyczy to tylko muzyki. Pamiętajmy, że od początku powstania ruchu wyzwolenia kobiet wcale nie minęło tak wiele czasu, a poza tym, miejmy na uwadze to, że nie jest tak łatwo przebić się przez szowinistyczny mur, za którym zanajduje się rynek i muzyczny i literacki i filmowy. Uwielbiam kiedy ktoś wyskakuje z hasłem: „No dobra, skoro kobiety są tak samo zdolne jak mężczyźni, to dlaczego mniej kobiet dostało a) Nobla b) Pulitzera c) Nike? Otóż dlatego, że przez długie lata dostęp kobiet chociażby do edukacji był mocno utrudniony. Kiedy kobietom pozwolono wreszcze studiować na uniwersytetach nie mogły one, tak jak mężczyźni, wybrać dowolnego kierunku studiów! A od momentu, w którym to się zmieniło nie upłynęło wcale tak dużo czasu. Spójrzmy na nasze babcie, na nasze mamy – w wielu domach do tej pory panuje „tradycyjny” podział ról. Skoro kobiety nadal są wychowywane w ten sposób, od małego uczone, że ich powołaniem jest troska o męża i dzieci, nie w głowie im myśleć o jakiejkolwiek karierze. Co innego mężczyźni, którym się pobłaża i którzy mogą sobie na więcej pozwolić, bo nie mają na głowie wszystkich tych spraw, z którymi rock’nroll nie idzie w parze 😉

Maciej Maleńczuk, kolega Grabaża z branży muzycznej wydaje się mieć podobne zdanie na temat kobiet: Kobieta musi być piękna. Intelekt to rzecz drugorzędna. Piękna i nic więcej. Prawdziwe piękno wynika tylko ze środka.

Uważam, że w etapie ewolucji kobiety same ustawiły się w podrzędnej roli, ponieważ to są małe cwaniary. Mamią mężczyznę makijażem, perfumami, a wszystko po to, żeby go ogłupić, a potem przejąć jego konto, dom, dzieci, pozbawić go wszystkiego i na koniec jeszcze powiedzieć, że jest draniem i do niczego się nie nadaje. To jest prostytucja rozwinięta na szeroką skalę i najdroższa dziwka jest tańcza od kobiety, z którą mężczyzna się zwiąże na stałe. Masz żonę, to płać, bo zachciało ci się z nią przespać. Teraz jest tak, że kiedy tylko w małżeństwie się nie układa, baba zaraz zabiera dzieci. Potem szybko znajduje sobie jakiegoś gacha, dzieci muszą się na to patrzeć, a ojciec bulić, żeby mogła z tamtym sobie uwić gniazdko. Każda żona to dziwką, a małżeństwo to zinstytucjonalizowana prostytucja.

Cóż, jeżeli Maleńczuk miał szczęście tylko do kobiet, które widzą w nim jedynie osła do wydojenia, świadczy o tym, że poza finansowym wsparciem ma mało do zaoferowania.

Wykluczenie znaczena kobiet w szeroko pojętej twórczości odbija się w dzieleniu literatury na normalną i tzw. kobiecą. Co to w ogóle znaczy?! Nienawidzę takiego podejścia, w którym walory intelektu segreguje się według płci! ( Pisałam już o tym tutaj “Kobiece” sprawy ). Niestety jeszcze często można spotkać się z opinią, że pisarki to grafomanki, które produkują tony tkliwych historyjek dla innych, też rozmemłanych romantyzmem, histeryczek.(Myślicie, że dlaczego „J.K.” Rowling ? Bo Joanne Rowling nie sprzedałaby tyle, co domyślny James, czy John). Literatura pisana przez kobiety, tak samo jak ta pisana przez mężczyzn, może być dobra lub zła, ale na pewno nie ma płci.  Niestety do twórczości kobiet nadal podchodzi się w sposób tendencyjny. Jakiś czas temu na Booklist pojawił się ranking dziewięciu najładniejszych polskich pisarek. Tak, bo w przypadku kobiet liczy się to, która jest ładniejsza! Smutek i żenada.

Zastanawiam się czy przeciętny  Janusz, który gardzi ‚babską’ literaturą, miał styczność z twórczością pań znajdujących się na poniższych zdjęciach?

Reżyserka i pisarka Miranda July powiedziała kiedyś , że istnieje pewien rodzaj wstrętu powiązanego z kobietami, który moim zdaniem ma swoje podłoże w mizoginii. Ma to z pewnością związek z tym, że aktorki i reżyserki nie powinny się starzeć. Okres, w którym kobieta może cieszyć się władzą i zachwycać, jest naprawdę krótki. Kiedy kobieta zabiera się za tworzenie rzeczy, powstaje obawa, nie dlatego, że ma to być farsa, ale ze względu na to, że odbiorca spodziewa się czegoś denerwującego i żenującego. Wyobraź sobie Spike’a Jonze’a, braci Duplass, Wesa Andersona – czy mogę czuć się na równi z nimi? Może i zdarzy im się stworzyć klapę, ale nigdy nie doznają uczucia wstrętu. 

Kobiety wciąż walczą o swoje miejsce w wielu sferach życia publicznego. Wcale nie jest tak, jak niektórym się wydaje, że po uzyskaniu równouprawnienia wszystko nagle wskoczy na swoje miejsce. Nie, równouprawnienie to długi proces, który wymaga czasu i społecznego zrozumienia zarówno u mężczyzn jak i samych kobiet.