Prawdziwe historie jak ze starych powieści.

To, że podczas izolacji zdarzają mi się mylić dni tygodnia, to fakt. Dzisiaj pomyślałam, że może warto byłoby zmienić kalendarz w telefonie na taki, który oprócz daty pokazuje też dzień. Bo to wcale nie takie oczywiste, kiedy rytm życia wyznaczają, np.czytane książki, a nie grafik pracy. Nie wiem, czy nowy kalendarz dużo pomoże, bo oprócz mylących się dni, wydaje się, że zaplątałam się nieco w czasie. A dokładnie gdzieś w końcu XIX wieku.

Kiedy byłam nastolatką (to było trochę później niż wiek XIX, choć czasami wydaje mi się, że nie dużo później…) pierwsze ‚poważniejsze’ książki, jakie wpadły w moje ręce były literaturą głównie dziewiętnastowieczną. Coś ciągnęło mnie w stronę świata tiulowych sukienek, niespełnionych miłości, i czarnych romansów. Teraz wracam do niektórych ulubionych książek, a dzięki internetowi odkrywam tamten czas jeszcze dogłębniej. Bo wiek XIX pełen był niesamowitych, teraz prawie zapomnianych, historii.

Czasami odnoszę wrażenie, że rzeczywistość dorównuje literaturze w pomysłowości jeżeli chodzi o kreowanie ludzkich losów. I tak, odseparowana od świata, przypominam sobie te dziewiętnastowieczne historie, których tragizm zasadza się na izolacji właśnie. Ale zupełnie innej, niż ta, której wszyscy teraz doświadczamy.

Los, jaki spotkał Blanche Monnier, jest tak smutny i poruszający, że raz usłyszawszy tę historię, nie sposób o niej zapomnieć. Jeżeli dodamy do niej tło wielkiej niespełnionej miłości mamy niemalże sensację, jak ze starej powieści. Niestety historia ta bajką nie była, nie doczekała się szczęśliwego zakończenia, ani puenty uzmysławiającej nam, że dobro zawsze góruje nad złem.


Ujmująca uroda Blanch we wczesnej młodości. Wtedy jeszcze nie wiedziała, jak spędzi resztę życia

Blanche pochodziła z arystokratycznej rodziny, której głową była despotyczna matka. Kiedy młoda dama skończyła dwadzieścia pięć lat, ta postanowiła, że najwyższy czas wydać ją za mąż, jednak wszyscy kandydaci spotykali się z brakiem aprobaty dziewczyny. Powód był prosty – Blanche była już zakochana. Obdarzyła względami młodego prawnika, który niestety nie przypadł do gustu jej matce, według której był za stary i nie odnosił wystarczających sukcesów. Sytuacja ta musiała wywołać nie lada pertrubacje pod dachem domu Monnier. Blanche  pod żadnym pozorem nie chciała zgodzić się na małżeństwo z kimś innym niż jej wybranek, co z kolei kłóciło sie z wygórowanymi ambicjami madame Monnier. To był pierwszy raz, kiedy nieśmiała Blanche przeciwstawiła sie swojej matce. Doszło do zaręczyn. W tej sytuacji nikt nie mógł wygrać, Blanche zarzekała się, że prędzej ucieknie, niż poślubi kogoś innego. I pewnego dnia, w roku 1886, rzeczywiście rozpłynęła się w powietrzu. Podejrzewano, że uciekła ze swoim kochankiem, jednak jej narzeczony nie zniknął, sam był zaskoczony całą sytuacją. Rodzina Blanche zgłosiła zaginięcie na policję, w prasie umieszczono inforację o zniknięciu młodej dziewczyny, jednak nie przyniosło to żadnych rezultatów. Rodzina przywdziała żałobę. Czas powoli, acz skutecznie zacierał pamięć o sprawie Blanche. Dopiero po dwudziestu pięciu latach nastąpiło coś, co rzuciło zupełnie nowe światło na zniknięcie kobiety. Był to już wiek XX, bo dokładnie w 1901 roku paryski prokurator generalny otrzmał anonimowy list. 

Screen-Shot-2018-11-16-at-2.53.43-PM

Mam zaszczyt poinformować państwa o wyjątkowo poważnym zajściu. Mowa tu o starej pannie, która jest więziona w domu madame Monnier, na wpół zagłodzona, żyjąca wśród zgniłych śmieci i własnych nieczystości od dwudziestu pięciu lat(…)

fragment listu

Początkowo list uznano za niesmaczny żart, jednak funkcjonariusze policji, którzy mieli wyjaśnić sprawę, szybko zorientowali się, że niestety treść listu pokrywa się z rzeczywistością. Równie niesmaczną.

Do domu wdarto się siłą, ponieważ madame Monnier, wraz z synem,nie chciała wpuścić funkcjonariuszy. Ci, po przeszukaniu całego dużego domu, znaleźli  niewielkie drzwi, które były zamknięte na klucz. Matka Blanche próbowała wyłgać się, że to składzik, do którego klucz przepadł wiele lat temu, jednak policjanci wyważyli drzwi. To, co ukazało sie za nimi, na pewno nawiedzało ich sny do końca życia. W niewielkim pomieszczeniu, w którym wszystkie okna zabito deskami, panowała ciemność. Stanęli przed ścianą niewyobrażalnego smrodu. Fetor był nie do zniesienia do takiego stopnia, że musieli wymieniać się co kilka minut, bo żaden z nich nie był w stanie znieść go dłużej. Po zerwaniu z okien desek zobaczyli kogoś leżącego na łóżku, a właściwie na zgniłym materacu. Kobieta była przerażona, pokryta warstwą brudu i własnych odchodów, nie miała żadnego odzienia na wychudzonym ciele, po którym chodziły robaki. Wszędzie walały się sterty śmieci i nieczystości. Blanche Monnier była więziona w małym pomieszczeniu na strychu przez dwadzieścia pięć lat.

W dniu odnalezienia Blanche miała pięćdziesiąt dwa lata i ważyła zaledwie dwadzieścia pięć kilogramów. To, że przeżyła ćwierć wieku w tak straszliwych warunkach zakrawa na cud. Matka i brat zostali od razu aresztowani, jednak żadne z nich nie doczekało się należytej kary. Brat, który początkowo został skazany na piętnaście miesięcy więzienia, po odwołaniu się od wyroku, uniknął odpowiedzialności. Według jego słów on sam nigdy nie zmuszał swojej siostry do przebywania w zamknięciu. Madame Monnier zmarła na atak serca po zaledwie dwóch tygodniach od aresztowania. Przedtem przyznała, że zamknęła córkę na strychu i przysięgła, że nie wypuści jej dopóki tamta nie wyrzeknie się swojej miłości. Tego Blanche nie zrobiła nigdy. Najsmutniejsze jest to, że jej wybranek zmarł w roku 1885, więc w dniu odzyskania przez Blanche wolności nie było go na świecie już od szesnastu lat. Kobieta nie miała o tym pojęcia. 

Do dziś nie wiadomo kto był autorem anonimowego listu, który sprawił, że Blanche po dwudziestu pięciu latach ujrzała coś więcej poza czterema ścianami stryszku. Podejrzewano, że mogła to być któraś ze służących, sąsiad lub przypadkowy gość, który mógł nabrać podejrzeń usłyszawszy jakiś głos, albo hałas. Istnieje również teoria opowiadająca się za tym, że autorem listu był brat dziewczyny, świadomy tego, że stara matka może wkrótce umrzeć i zostawić go samego z tym piętnem. Pomimo uwolnienia Blanche ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia. Kobieta nigdy nie doszła do siebie, nie była w stanie prowadzić normalnego życia. Mimo prób socjalizacji, nie potrafiła się przystosować. Resztę życia spędziła w szpitalu psychiatrycznym, w którym zmarła w 1913 roku w wieku sześdziesięciu czterech lat. 

Kiedy patrzę na zdjęcia młodej Blanche jest we mnie tyle smutku, złości i niedowierzania, że czyjeś życie zostało zmarnowane w tak potworny sposób. Najgorsza jest świadomość, że podobne przypadki naprawdę zdarzają się, nawet dziś, i to nie tylko w powieści Ketchuma (która nota bene była oparta na faktach)*. Zostając jednak w wieku XIX nie mogę nie wspomnieć o równie poruszającej historii, której tragiczne podobieństwo do losów Blanche jest uderzające. Tą historią, która zdarzyła się w Krakowie, żyła cała Europa pod koniec lat sześćdziesiątych dzięwiętnastego wieku. 

Podobnie, jak w przypadku Blanche Monnier i tutaj wszystko zaczęło się od  listu. W anonimie, który został nadany do Sądu Krajowego w Krakowie, nadawca donosił o nieludzkich warunkach, w jakich przetrzymywana jest jedna z sióstr w klasztorze karmelitek bosych. Szybko podjęto kroki, aby wyjaśnić sprawę, jednak było to, o tyle trudne, że w tego rodzaju klasztorach, tzw. klauzurowych, mniszki nie mogły kontaktować się ze światem zewnętrznym. 

Był rok 1869, do wielu kwestii podchodzono inaczej, niż dziś. Także do chorób psychicznych, a z tym właśnie zmagała się uwięziona w klasztorze mniszka, Barbara Ubryk. Jej stan psychiczny, od początki niestabilny, zaczął pogarszać się z czasem. Wybuchy niekontrolowanego śmiechu, tańczenie nago i widoczna utrata kontaktu z rzeczywistością, doprowadziły do nieudolnych prób podjęcia leczenia, które jednak nie przyniosły oczekiwanych skutków. W tym miejscu należy zaznaczyć, że z chorobami psychicznymi ówcześnie radzono sobie metodami, które dziś uznalibyśmy za barbarzyńskie, w wielu przypadkach bliższe były one torturom, niż rzeczywistej terapii.

Zamiast szukać innych rozwiązań, które mogłyby w faktyczny sposób pomóc kobiecie, postanowiono zamknąć ją w ciasnej celi, aby pozbyć się problemu. Barbara spędziła w niej dwadzieścia jeden lat. Dwadzieścia jeden lat bez kontaktu ze światłem słonecznym, czy drugą osobą, bo w końcu, nawet jedzenie podawano jej przez specjalny otwór w drzwiach.

Oficjalny protokół komisji stwierdzał:

„dostrzeżono istotę żywą, bez najmniejszego okrycia, skuloną w kuczki, […]. Istota ta podniosła się z ziemi, […] naga, brudna głowa ostrzyżona krótko, ciało zaś przedstawiało istny szkielet, poobijany zapewne przez tłuczenie się po ścianie”. 

Przeorysza zakonu i jej poprzedniczka zostały oskarżone dokonanie gwałtu publicznego (bezprawnego uwięzienia) i spowodowanie w jego efekcie ciężkiego uszkodzenia ciała. Jednak dalszego śledztwa szybko zaniechano, a po wniesieniu apelacji sąd uznał, że oskarżone nie są winne zarzucanych im czynom, ponieważ osoba chora psychicznie nie podlegała postanowieniom ówcześnie obowiązującej Ustawy Karnej o bezprawnym ograniczeniu wolności. W tamtych czasach izolowanie psycznie chorych było na porządu dziennym. Niestety, jak w przypadku Blanche Monnier, oprawcy pozostali bezkarni. Nie udało im się jednak uciec przed społecznym ostracyzmem. Sprawa wzbudziła wielkie emocje w całej Europie. Pod klasztorem zebrał się kilkutysięczny, rozwścieczony tłum, który próbował go zeszturmować. Fala krytyki uderzyła w Kościół, dochodziło nawet do ataków na księży i zakonnice. 

Barbara pozostała pod opieką lekarzy w Szpitalu Świętego Ducha w Krakowie aż do śmierci, w 1898 roku. Jej przypadek budził wiele kontrowersji i domysłów. Media próbowały podsycać pojawiające się wokół tej histori niejasności.  Wydaje się jednak oczywiste, że była ona ofiarą zacofanego podejścia do psychicznie chorych w katolickich instytucjach niż, jak niektórzy by sobie życzyli, ofiarą zakazanej, romantycznej miłości. Historia ta inspirowała wiele, mniej lub bardziej, wiarygodnych publikacji, które ukazywały się w całej Europie. Niestety, kiedy temat się przejadł, o kobiecie zapomniano.  

Te dwie, tragiczne, choć na pewnym poziomie fascynujące historie, nigdy nie wydarzyłyby się, gdyby nie specyficzne podejście do kwestii społecznych. Winą Barbary Ubryk było jedynie to, że była niestabilna psychicznie. Z pewnością nie zasłużyła sobie na dwadzieścia jeden lat życia w ciemnicy, w warunkach, które doprowadziły jedynie do pogorszenia jej stanu. Z kolei to, co spotkało Blanche, było karą za jej lojalność wobec ukochanej osoby. Jej sytuacja była niczym innym, jak chorą metaforą świata, w którym status społeczny jest traktowany jako najwyższa wartość. 

 Historie te do tej pory wzbudzają emocje, choć wydarzyły się ponad sto lat temu, w świecie, który był tak inny, niż świat obecny. Bo przecież w powszechnym mniemaniu był to świat, który rządził się zupełnie innymi prawami. Ja jednak wolę nie zasłaniać osądu minionymi latami, które upłynęły od tamtych tragicznych zdarzeń. Czas, podczas którego wydarzyło się tak wiele, nie zmienił nas tak bardzo, jak nam się wydaje. Wiemy jak leczyć choroby psychiczne, ale wciąż się ich wstydzimy, a drabina społeczna, czy chcemy tego, czy nie, wciąż istnieje. Nadal wspinamy się po jej szczeblach obsesyjnie wypatryjąc sukcesu, którym już nie jest bogate wyjście za mąż, bo stworzyliśmy jego nową definicję, ale który i tak wiąże się ze społecznym statusem. Na koniec nie omieszkam złośliwie dodać, że choć żyjemy w XXI wieku, przewiny Kościóła Katolickiego wciąż uchodzą płazem, tak jak uszły płazem w przypadku Ubrykówny. Cóż, takie czasy.

 

 

 

 

*mowa o Kwiatach na poddaszu

4 myśli na temat “Prawdziwe historie jak ze starych powieści.

Dodaj własny

Odpowiedz na Alchemist Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: